RODZINA,  ZWIĄZEK

By drugiemu było z Tobą jak w domu. #pogadajmyomałżeństwie

Karo & Kamil
D.O.M na Skale

Zacznijmy od odpowiedzi na fundamentalne pytanie – czym jest miłość?

Karo: Miłość jest codziennym oddaniem się drugiej osobie. Szczególnie ta małżeńska. To przyjęcie drugiego człowieka do swojego życia ze wszystkim, co on w sobie nosi. Zrobienie przestrzeni w swoim sercu – by drugiemu było z Tobą jak w domu.

Kamil: Tak ogólnie, nie tylko w odniesieniu do małżeństwa, miłość jest dla mnie pragnieniem dobra drugiej osoby połączonym z tym, że chcę mieć jak największy udział w tym, żeby tego dobra (a może nawet – Dobra) mogła ona doświadczać. Do tego dochodzi jeszcze doświadczenie radości z tego, że mogę tym żyć (realizacją tego pragnienia), rzeczywiście to Dobro w życie drugiego człowieka przynosić i widzieć tego owoce. Myślę, że do takiej miłości jako chrześcijanie jesteśmy powołani wobec każdego człowieka, ale w małżeństwie ogarnia to każdy element codzienności – decyduję się na to, żeby w relacji z tą drugą osobą nawzajem prowadzić się do Boga, odpowiadać na nasze braki i potrzeby, uczyć się przyjmować z wdzięcznością dobro.

Czyli możemy powiedzieć, że dla was miłość to taki dom budowany na skale. A gdybyście mieli powiedzieć co sprawiło, że podjęliście się tej budowy – że zdecydowaliście się na małżeństwo? Dlaczego spośród tylu różnych dróg wybraliście właśnie tę?

Karo: Bóg tak chciał. A na serio – poczułam się zaproszona przez Boga do tej drogi. Zawsze fascynowało mnie to, że dwoje różnych od siebie ludzi, z różnymi historiami, bagażami, marzeniami spotyka się i decyduje iść tą drogą razem. Dla mnie ogromnie ważny jest cel tej drogi – wspólna świętość.

Kamil: Krótko – bo rozeznałem, że to jest moja droga do świętości. I, że to z Karo chcę do tego wspólnie dążyć. Tak na serio, a nie tylko jako pobożne hasło. A idąc dalej, dlatego, że z jednej strony miałem poczucie, że po ludzku zupełnie się do tego nie nadaję, a z drugiej, że to jest właśnie to, czym chcę żyć. Kiedy kilka lat temu czytałem adhortacje „Christifideles laici” i „Familiaris consortio” to powiedziałbym, że naprawdę „serce pałało we mnie” – miałem poczucie, że to jest o tym, jak chciałbym żyć. A jednocześnie wiedziałem, że sam z siebie nie jestem w stanie – że życie małżeńskie i rodzinne to są rzeczywistości, w których, znając swoje braki i ograniczenia, swoimi siłami niewiele zdziałam, nawet za bardzo nie umiem sobie wyobrazić siebie w tym. To był dobry punkt wyjścia, żeby rzeczywiście budować to na Bogu, a nie na sobie.

Jaki był dzień Waszego ślubu i jaka jedna rzecz utkwiła Wam z niego w pamięci?

Ogromnie ważne było dla nas poczucie pewności i pokój w tym, że to jest dobra decyzja, że nie mamy żadnych wątpliwości, że to jest ta droga i ta osoba. I, że nie wymyśliliśmy sobie tego sami, ale naprawdę prowadzi nas w tym Bóg. Cieszymy się, że mogliśmy ten dzień przeżywać otoczeni ogromną rzeszą bliskich nam ludzi – rodzin, przyjaciół, znajomych. I, że mogliśmy czuć się w Kościele jak w domu. Bardzo zależało nam, by najważniejszym momentem tego dnia była Liturgia. Czytania, śpiewy, modlitwy – to wszystko przypominało nam drogę przez jaką Bóg nas przeprowadził, żebyśmy mogli tu być razem. A jednocześnie wyznaczały nam kierunek dalszej wspólnej drogi.

Co najbardziej utkwiło nam w pamięci? Bardzo przejmujące i dające radość było to, gdy przy pożegnaniach nasza rodzina i znajomi (nawet te osoby, które nie są jakoś bardzo zaangażowane w życie religijne) dziękowali nam za to, że mogli uczestniczyć w tak pięknej i poruszającej Liturgii, że nigdy nie przeżyli w Kościele czegoś takiego.

Jak rozumiecie słowa przysięgi, którą złożyliście sobie przed Bogiem? W jaki sposób wypełniacie ją w Waszej małżeńskiej codzienności?

Karo: Jeśli małżeństwo postrzegam jako wspólną drogę do świętości, to słowa przysięgi są na niej konkretnymi krokami. Podczas ślubnej homilii usłyszeliśmy, że jesteśmy sobie dani, by na tej drodze mówić: „Sprawdzam”. By nawzajem weryfikować to, czy żyjemy tą przysięgą, czy zbaczamy z obranego kursu. W sakramencie mamy też pewność, że w tę przysięgę wszedł sam Bóg, że On jest gwarantem. On zawiera z nami przymierze, obiecując, że zawsze będzie z nami. A w praktyce? Jednym z moich małżeńskich priorytetów jest szczerość i życie Prawdą. Praca nad tym, by nie uciekać od trudnych rozmów, by w napiętych sytuacjach patrzeć na to, co buduje naszą relację i starać się wyrzekać tego, co karmi mój egoizm i poczucie krzywdy. Czasami bywa to trudne, ale to są właśnie kroki na wspólnej drodze.

Kamil: Dla mnie jest to wyraz takiej wzajemnej obietnicy a jednocześnie wspólnego zawierzenia tej obietnicy, którą my sobie składamy i którą nam składa Bóg. Ja wiem i doświadczam tego na co dzień, że sam z siebie nie zawsze umiem kochać, być uczciwy, wierny i tak dalej. Ogromnie ważne jest dla mnie to, że oboje na serio traktujemy tę prośbę „…tak mi dopomóż Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i wszyscy święci.” Że zarówno ja jak i Karo nie chcemy tego budować tylko na naszych ludzkich siłach. Ale też, że każdego dnia możemy kształtować nasze życie w odniesieniu do tej obietnicy. Podejmuję mniejsze i większe decyzje, wierząc, że Karo mnie kocha, że jest wobec mnie uczciwa i wierna. I, że jest w tym umacniana przez Boga.

Czy coś zmieniło się w Waszym życiu po ślubie? A jeśli tak, to co?

W końcu możemy rozmawiać do 2.00 w nocy i nie musieć się przejmować powrotami nocnym autobusem do domu. Poza tym, to, na takim podstawowym, obserwowalnym, poziomie, że każdy element zwykłej codzienności stał się wspólny – sen, posiłki, sprzątanie, pranie itd. To było (i jest) bardzo piękne – budzić się rano i obok widzieć swoją Żonę, móc jej zrobić śniadanie do łóżka, celebrować takie drobne chwile. Jest to też wyzwaniem, bo nawet jeśli wiele spraw przegadaliśmy, to wiadomo, że każde z nas ma swoje przyzwyczajenia – co gdzie leży, jak coś doprawić, ułożyć w szafie… Każda taka sprawa to okazja do tego, żeby uczyć się kochać – właśnie w takich drobnych rzeczach. Tak głębiej, to dla nas wchodzenie w każdy dzień ze świadomością, że cokolwiek się dzieje w naszej relacji, cokolwiek robimy, to możemy to przeżywać w rzeczywistości sakramentu – w tym właśnie spotykać się wspólnie z Bogiem. I też takie poczucie pewności – że podjęliśmy tę wspólną decyzję, żeby się sobie nawzajem dawać do końca życia. I, że do tego możemy się odwoływać każdego dnia. Dużo radości z poznawania siebie nawzajem w coraz to nowych sytuacjach i kontekstach, możliwość odkrywania piękna bliskości fizycznej w poczuciu bezpieczeństwa i takim wzajemnym zachwycie. No dużo można by tego wszystkiego wymieniać… Ważne jest to, że rzeczywiście mamy poczucie, że nasze życie bardzo się zmieniło. Zarówno w wymiarze tego, co robimy i jak żyjemy, ale też tego jaki mamy wzajemny punkt odniesienia co do istoty tego wspólnego życia.

Co sprawia, że każdego dnia na nowo wybieracie siebie?

Karo: Mój mąż to mój najlepszy przyjaciel. I tą przyjaźnią jestem nieustannie zachwycona!

Kamil: Czasem jest to proste – wzajemny zachwyt, radość z bycia ze sobą czy ze wspólnego działania. Wtedy jest łatwo siebie wybierać. To jest dla nas bardzo ważne, że możemy doświadczyć tego, że to codzienne wybieranie siebie nawzajem daje nam szczęście, jest piękne. Po prostu – dobrze nam ze sobą. Bywają sytuację, że jest to bardziej wymagające, że w duchu sobie myślę „łatwiej było samemu…”. I to jest moment, w którym naprawdę doświadczam, że życie sakramentem małżeństwa uświęca – bo mogę uczyć się przekraczać siebie, moje braki i egoizmy a przede wszystkim patrzeć przez pryzmat „my” a nie „ja” – szukać tego, co będzie służyło naszemu wzajemnemu zbudowaniu. Ja chcę też być po prostu wierny temu, co ślubowałem Karolinie przed kilkoma setkami bliskich nam ludzi i przed Bogiem – wierny przysiędze, wierny mojej Żonie i Bogu. Ale też przez to wszystko wierny sobie samemu.

Wasza rada dla osób przygotowujących się do małżeństwa?

Warto odpowiedzieć sobie na dwa pytania. Po pierwsze – po co chcę wejść w małżeństwo? Tym bardziej jeśli ktoś przygotowuje się do ślubu kościelnego. Po drugie – co bycie małżeństwem ma zmienić w moim (naszym) życiu? Dla nas bardzo ważne były też rozmowy, poznawanie siebie nawzajem – naszej przeszłości i planów na przyszłość, naszych rodzin, pasji, silnych i słabych stron. Lista tych tematów była bardzo długa, ale to było dla nas coś ogromnie ważnego.

i może jeszcze dla świeżo upieczonych małżonków?

Wyłączcie telefon i facebook’a na miesiąc, zniknijcie dla wszystkich innych i cieszcie się sobą i tym, że Bóg jest w każdym momencie pomiędzy Wami – we wspólnej codzienności, bliskości, świętowaniu, dbaniu o dom, podróżach.