ZWIĄZEK

On: Kochaj i rób co chcesz.

Słowa, które przypisuje się świętemu Augustynowi, będące tematem naszej dzisiejszej refleksji, stanowią doskonały punkt wyjścia do rozważań nad Miłością i Wolnością. Oba te pojęcia, tak wypaczone w dzisiejszym świecie, są tak naprawdę kwintesencją i niejako sensem ludzkiej egzystencji. Bez nich bylibyśmy albo zwierzętami, albo bezwolnymi maszynami mechanicznie wykonującymi zaprogramowane czynności. A przecież nie o to chodzi! Zostaliśmy stworzeni do wielkości!

Sądzę, że jako punkt wyjścia warto obrać najpierw Wolność, gdyż to na niej zasadza się wszelkie nasze działanie. Została ona nam dana przez samego Stwórcę i jest przyrodzonym prawem przysługującym każdej człowieczej istocie. Wielu już myślicieli, filozofów i mędrców próbowało zdefiniować czymże ta niezastąpiona wartość jest. Z całą pewnością nie można zgodzić się ze stanowiskiem liberalnym, czy nawet libertariańskim, które wolność totalizuje, przepoczwarzając ją w swawolę. Wbrew pozorom, bliżej takiemu podejściu do anarchizmu, w którym egoizm i żądza zaspokajania nawet najbardziej prymitywnych potrzeb staje się wartością absolutną. Stąd blisko już do totalitaryzmu, a nie do upragnionej swobody.

Wolność została nam dana w konkretnym celu – po to, by kochać. Kilkukrotnie staraliśmy się, choćby minimalnie, objąć niepojętą tajemnicę Miłości, czyli pragnienia dobra dla kochanej osoby.

Przeczytaj także: Czym jest miłość?

Otóż wspomniana libertas daje nam możności czynienia dobra, bądź zła. Z pewnością opiera się na możliwości wyboru: to od nas zależy jak wykorzystamy dane nam środki i talenty. Warto jednak zwrócić uwagę za pewną zawoalowaną specyfikę zła, która bardzo często umyka naszemu osądowi. Otóż każde zło jest jak narkotyk – sprawia, że gdy raz je popełnimy, o wiele łatwiej przychodzi nam to znowu. Uzależniamy się w pewnym sensie od niego, gdyż nasza ludzka natura skażona konsekwencjami grzechu pierworodnego cały czas, niczym naiwne dziecko, upatruje w nim tak naprawdę dobra. To szatańskie działanie ubiera malum w szatki z metką bonum. Osadzając nasze życiowe wybory w takim kontekście, łatwo dojdziemy do wniosku, że czynienie zła wcale nie jest realizacją wolności, gdyż usidla nas, sprawiając, że następnym razem oczy rozumu są zaślepione, a osąd nieracjonalny. Idąc dalej tym tropem, tylko działanie na rzecz dobra będzie wypełnieniem Bożego Planu dla nas – aby kochać i być kochanym. Doskonale ujął to święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian: ,,Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę”. Co więcej, także święty Jakub wypowiada się w podobnym tonie: ,,Kto zaś pilnie rozważa doskonałe Prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo”.

Mając taki fundament możemy przejść do ukoronowania  wspomnianej wcześniej wolności, a więc do miłości. Jako że sam Bóg jest Miłością, a jak przykazał nasz Zbawiciel: ,,Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”, także my jesteśmy powołani do tego, by miłować – najpierw Stwórcę, potem zaś bliźnich tak, jak nas samych. Zaobserwować należy także jeden istotny fakt – kochać można tylko w wolności. Zwróćmy uwagę na reakcje nastolatków, którzy bardzo często ustalone w domu zasady uznają za opresyjne, przez co zdarza się, że nie czują się przez to kochani. Gdyż caritas to nie tylko pragnienie, ale i czynienie dobra drugiemu, a więc wolny wybór, że tej konkretnej osobie życzę szczęścia i jestem w stanie dążyć do jego spełnienia.

Relacja między wolnością a miłością jest sprzężona – nie ma jednej bez drugiej. Nie można kochać nie będąc wolnym, tak jak i nie można być w pełni wolnym nie kochając.

Słowa Doktora z Hippony powinniśmy także ugryźć z innej strony. Będąc świadomym, że kocham i jestem kochany, mogę w pełni zaufać drugiej osobie, otworzyć się na nią, ale też i dla niej, bez obawy i strachu. Moja przeszłość, moje teraźniejsze pragnienia i marzenia na przyszłość mogą w ten sposób stać się częścią relacji łączącej mnie z drugą osobą. Jakże to wspaniałe! Oczywiście, nie można interpretować tej myśli ze stanowiska skrajnego egoisty – mając świadomość pewnej ,,naiwności” kochającego, wykorzystywać go do swoich celów czy zachcianek. Takie podejście ala ks. Adam ,,Róbta co chceta” Boniecki nie ma niczego wspólnego z chrześcijańską miłością bliźniego. Wręcz przeciwnie – jest jej zupełnym zaprzeczeniem, gdyż nie traktujemy wtedy drugiego jak podmiotu równego sobie, a jak przedmiot służący do zaspokajania moich potrzeb. Jest to więc antypersonalizm, coś odwrotnego, niż Kościół, a więc i sam Chrystus, pragnie dla nas.

W związku kobiety i mężczyzny należy na słowa afrykańskiego biskupa nałożyć dodatkowy filtr. W relacji, gdzie ciało, rozum, emocje i duch nieustannie się przeplatają, w codziennej rutynie i szarej codzienności, bardzo łatwo przytłumić naszą wrażliwość na potrzeby drugiej połówki, zwłaszcza, gdy pierwsze motylki w brzuchu już dawno przeminą. W takich realiach powiedzenie ,,rób co chcesz” staje się nie oznaką miłości, a jej przeciwieństwa, czyli obojętności. Wypowiedziane bez szacunku, w złości czy beznamiętnie, mogą stać się sztyletem wbitym w samo serce.

Wolność w związku należy rozpatrywać zawsze w kontekście miłości, do której się odnosi. Ufam niewieście, więc wiem, że mając wolną wolę, nie będzie wzdychała do przypadkowych facetów na ulicy. Kobieta wierzy danemu przez mężczyznę słowu, że nie będzie wpatrywał się w dekolty sięgające do pasa przechodzących po ulicy nastolatek. Nawet ze świadomością, że druga osoba może nas zranić, może odejść i nas porzucić, zawierzamy jej nasze życie, gdyż na tym właśnie polega miłość. ,,Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść”. Czy ktoś zabroni mężowi uciec od żony z piątką dzieci, by polecieć na Hawaje i tam do końca życia plażować z półnagimi modelkami? Czy ktoś przywiąże faceta do kaloryfera? Jasne, że nie. Może to zrobić. Czy żona nie może machnąć ręką na zapracowanego męża i nie popędzić w romantyczną podróż z pierwszym napotkanym macho w białym garniturze, by na zakupach wydać całą jego pensję? Czy ktoś przykuje ją kajdankami do drzwiczek piekarnika? Oczywiście, że nie. Wszystko może. Jednak cytat ze św. Pawła oprócz ,,wszystko mi wolno”, ma też drugi człon: ,,ale nie wszystko przynosi korzyść”. Cała sztuka polega na tym, by wybierać to, co przynosi tę korzyść, a nie to co nas od niej oddala.

Moje chcenie i niechcenie będzie przez miłość przekształcane i odmieniane. Jeśli kogoś kocham, to będę chciał dla tej drugiej osoby dobra, bo cenię ją ,,jak siebie samego”. Zwłaszcza w małżeństwie, gdy mąż i żona ,,stają się jednym ciałem”, ich pragnienia i potrzeby zbliżają się do siebie i mimo kryzysów, czy nieporozumień – dążą do wzajemnego ubogacenia i uświęcenia.

I tu dochodzimy do konkluzji myśli Augustyna: ,,kochaj i rób co chcesz”.  Gdy kocham, to pragnę dla drugiego dobra. Skoro mam robić to, co chcę, (a chcę przecież szczęścia i świętości dla ukochanej), to nie mogę czynić nic innego, jak tylko dążyć właśnie do tego. Zdanie to więc jest całkiem przewrotne, bo miłując w wolności, sami tak naprawdę nakładamy na siebie ,,słodkie jarzmo”. Tu ukazuje się w pełni wielkość myśli Ojca Kościoła, jak i doskonałe wypełnienie ewangelicznych wskazań. Także dziś jest to dla nas wspaniały drogowskaz, by w wolności, zawsze wybierać miłość, czyli dobro drugiej osoby. Czego sobie i Wam z całego serca życzę!

M.

Ona: Kochaj i rób co chcesz.