RODZINA,  ZWIĄZEK

On: 5 języków Miłości.

Przeszło co trzecie małżeństwo w Polsce się rozpada. Takie dane opublikował Główny Urząd Statystyczny za rok 2015. Niezbyt dobrze świadczy to o kondycji polskich relacji. Mimo usilnych starań rządu, 500+ i retorycznym bombardowaniu ,,wartością rodziny’’, sytuacja nie wydaje się poprawiać. Proces ten wręcz z roku na rok się nasila. Co będzie za parę lat, jeden Bóg raczy wiedzieć. Warto podjąć jednak refleksję – jaka jest tego wszystkiego przyczyna? Nietrudno wskazać na zabieganie, przepracowanie i permanentny stres jako korzenie kłótni, wypalenia czy zwyczajnych trudności w budowaniu więzi małżeńskich. Tu z pomocą przychodzi koncepcja amerykańskiego terapeuty Gary’ego Chapman’a wyrażona w książce pt. ,,5 języków miłości’’.

Pierwszym krokiem jest wyobrażenie sobie pewnej analogii – ludzka psychika jest jak zbiornik. Możemy napełniać go, opróżniać, zaśmiecać lub ubogacać. Od nas i od naszych bliskich zależy co z nim zrobimy. I tak pozytywne emocje z pewnością będą sprawiać, że nasz bukłak stanie się pełny słodkiego nektaru, za to kłótnie i wyzwiska sączyć będą jad do znajdującej się tam ambrozji. Najgorszą sytuacją będzie zaś obojętność – prawdziwe przeciwieństwo miłości. Ona to bowiem niczym dziura spowoduje wylanie całej zawartości na ziemię. Silnik zaś bez paliwa nie ruszy, tak samo jak i nasze serce. Potrzebujemy miłości jak powietrza, inaczej stajemy się cieniami, a nie ludźmi.

Przeczytaj także: Czym jest miłość?

Wizja roztoczona przez Chapman’a wydaje się na pierwszy rzut oka niezwykle uproszczona, ale przecież im idea mniej skomplikowana, tym też łatwiejsza do zastosowania w praktyce. W swojej długoletniej karierze zawodowej autor światowego bestsellera sprzedanego w ponad 8 milionach egzemplarzy pokazuje, że aby coś mogło zadziałać w stosunku do naprawdę szerokiego grona odbiorców, musi być możliwie uniwersalne i jak najprostsze. W końcu nie chodzi tu o budowę silnika odrzutowego albo dywagacje o liczbach urojonych, a o budowanie relacji. Nietrudno wszak stwierdzić, że w głównej mierze kontakty międzyludzkie opierają się właśnie na emocjach, rzadko kiedy wdajemy się z bliźnimi w filozoficzne dysputy.

Warto przejść więc do sposobu napełniania wspomnianego zbiornika. Jak się okazuje, wcale nie jest to takie proste. Tak jak nie wlejemy benzyny do baku na diesla, tak też nie każde działanie będzie pasowało do naszej drugiej połówki. Tu właśnie Chapman rozwija swoją myśl i przedstawia koncepcję pięciu języków miłości – sposobów, na jakie możemy pokazać ukochanej osobie, że rzeczywiście ją kochamy. Każdy będzie miał swój indywidualny dialekt, jednak autor, korzystając z wieloletniego doświadczenia w pomaganiu skonfliktowanym i rozpadającym się małżeństwom, zawęża spektrum do 5. Oto one!

Wyrażenia afirmatywne.

Łacińskie affirmare tłumaczy się jako potwierdzać, zapewniać. Tego typu wyrażenia będą więc okazywały drugiej osobie nasze uczucie. Chodzi tu przede wszystkim o słowa, którymi wyrazimy to, co leży nam rzeczywiście na sercu – a jest to przecież miłość! Jak wszystkie języki, działa on równie dobrze na mężczyzn, jak i na kobiety. Panie kochają, gdy mówi się im jak bardzo są piękne, jak ślicznie wyglądają w nowej sukience, albo jak do twarzy im w takiej, a nie innej fryzurze. Panowie zaś potrzebują pochwały za dzielne przybicie gwoździa do ściany, wymienienie żarówki, czy dostanie premii w pracy. W przypadku obu płci forma może się różnić, za to zasada pozostaje ta sama – warto chwalić współmałżonka, bo dzięki temu czuje się kochany! Nawet drobne słowo uznania czy zachęty potrafi odmienić ponury poranek we wspaniale rozpoczynający się dzień. Jak się okazuje w praktyce, po latach szarej rzeczywistości i codziennej rutyny, w zabieganiu i ciągłym stresie, małżonkowie zwyczajnie nie mówią sobie czułych rzeczy. A przecież wystarczy tak niewiele!

Dobry czas.

Możemy szeptać sobie czułe słówka, a i tak summa summarum nie czuć się kochani. Dlaczego? Jedną z możliwych przyczyn jest ,,nadawanie na innych falach’’, czyli używanie innego języka miłości. Dla wielu osób kluczowe jest nie tyle mówienie i wypowiadanie słów, ile poświęcenie czasu i zwyczajne bycie z kimś, kogo kochamy. Albo w trakcie rozmowy, albo oglądania filmu, na wspólnej wycieczce czy wzajemnym czytaniu książek na głos – dla tych osób najważniejszy będzie właśnie ,,dobry czas’’ – nie ważne w jaki sposób spędzony, ale zawsze razem, tylko we dwoje. W małżeństwie to nie lada wyzwanie – galopujące w jedną i drugą stronę dzieciaki potrafią nieźle zamieszać w poukładanym i systematycznym rozkładzie dnia. Ale od czego to nie są dziadkowie, rodzeństwo, przyjaciele, sąsiedzi, żeby choć na jeden wieczór zostawić pociechy pod ich opieką i wspólnie wybrać się na romantyczną kolację przy świecach?

Przyjmowanie podarunków.

Nie zawsze będzie tak, że trafimy od razu w gust naszej drugiej połówki. Czy to rozmowa, czy wyszeptanie ,,jestem z Ciebie dumny’’, albo ,,świetnie dziś wyglądasz’’ – te sprawdzone sposoby znowuż nie muszą zadziałać. Każdy mówi innym językiem i to, co stosuje się do Kasi czy Basi, wcale nie będzie musiało być adekwatne w stosunku do Asi. A co jeśli osoba, którą kochamy oczekuje od nas upominków jako wyrazu naszego oddania? Odpowiedź jest prosta – trzeba zamienić każdy miesiąc, tydzień, a może i dzień we wspomnienie świętego Mikołaja! Nie muszą to być od razu czerwone fury wyciągające 250 na godzinę, czy platynowe pierścionki wysadzane z brylantami (oczywiście jeśli Cię stać, to proszę bardzo!). Wystarczy kwiatek ze straganu, paczka krówek albo ulubione piwo. Nie trzeba się wykosztować, by sprawić przyjemność i napełnić tym samym zbiornik na miłość! Liczy się inwencja i pamięć o kochanej osobie!

Drobne przysługi.

Mąż wraca wykończony z pracy, a Ty leżysz do góry brzuchem z dziećmi umorusanymi czekoladą? Żona po całonocnym karmieniu i usypianiu bobasa pada z nóg, a Ty oglądasz poranną retransmisję skoków Kamila Stocha? Dla niektórych nie będzie w tym nic zdrożnego, dla innych będzie to powód do rozbijania talerzy i wyzywania od najgorszych. A to dlatego, że prawdopodobnie językiem miłości tych właśnie osób są drobne przysługi, co pokazuje, że wybadać siebie i małżonka co do jego ulubionego sposobu okazywania miłości można nie tylko na drodze pozytywnej – ,,co lubię’’, ale i negatywnej – ,,czego nie lubię’’. Wyręczenie kogoś, kogo kochamy z codziennych obowiązków, choćby raz na jakiś czas, może naprawdę dużo wnieść w budowanie relacji. Zapytanie się ,,co mogę dla Ciebie zrobić?’’, a potem spełnienie tejże prośby z pewnością zaowocuje docenieniem i pogłębieniem wzajemnego uczucia. A podobno nic tak nie działa na kobiety jak widok męża zajmującego się nieporadnym maluszkiem!

Dotyk.

Ostatni z języków miłości według Chapmana to dotyk (nie znaczy to, że jest najmniej ważny – kolejność w tym zestawieniu nie ma znaczenia). Dla niektórych to spory orzech do zgryzienia. Jeśli w domu nie okazywano sobie uczuć poprzez przytulenie czy pocałunek, późniejsze zaspokajanie emocjonalnych potrzeb małżonka  w takiej formie może być wysoce problematyczne czy nawet niekomfortowe. Trzymanie się za ręce dla jednych to oczywistość, dla innych prawie piekielne katusze. O czym warto pamiętać, a wiele par zapomina (zwłaszcza dotyczy to panów), takie działanie w stosunku do współmałżonka nie ma mieć charakteru erotycznego. Oczywiście, może stanowić ,,grę wstępną’’, ale swoją prawdziwą wartość ukazuje dopiero w oderwaniu od sfery seksualnej. Masaż rozluźniający spięte mięśnie, czuły całus na przywitanie czy objęcie w chwilach smutku i zwątpienia może być jak Merci – znaczyć więcej niż tysiąc słów!

Przeczytaj także: Tak właśnie wygląda okazywanie miłości.

Koncepcja pięciu języków miłości potrafi naprawdę tchnąć nowe życie w związki dotknięte rutyną i nieczułością. Sam mogę powiedzieć, że w moim przypadku poznanie teorii 5 języków zmieniło podejście, z jakim patrzę na to co M. robi dla mnie każdego dnia. W końcu jesteśmy ludźmi i nie operujemy tylko i wyłącznie w sferze duchowej. Altruistyczne poświęcenie się dla drugiego i pokonywanie nawet największych słabości jest wielce chwalebne, ale może nie wystarczyć by zbudować szczęśliwe małżeństwo. Potrzebna jest także sfera fizyczna i emocjonalna. Ta ostatnia, często bagatelizowana (,,ach tam, wszystkie rachunki opłacone, dzieciaki w szkole z dobrymi ocenami, to o co mu/jej chodzi?!’’) stanowi równie integralną część każdej relacji. Warto poświęcić chwilę, by zastanowić się jak napełnić zbiornik na miłość drugiej połówki, a potem choćby w formie eksperymentu, przez tydzień lub dwa codziennie spełniać te miłosne uczynki. Czy się opłaca? A w co inwestować ,,na tym łez padole’’, jak nie w miłość? Tylko ona może nadać życiu prawdziwy smak i sprawić, że będzie nam się chciało codziennie wstawać z łóżka. Więc do dzieła! Kochajmy się!

M.

Ona: 5 języków Miłości.