On: Antykoncepcja.

Właśnie minęło 50 lat od opublikowania arcyważnej encykliki Pawła VI o przekazywaniu życia ludzkiego. Niezwykła to nauka, a czytając ją (do czego gorąco zachęcamy – napisana prostym i jakże konkretnym językiem) trudno uwierzyć w to, co wokół niej się rozpętało. Sam papież już nigdy więcej żadnej encykliki nie wydał, a krążące powiedzenie o ,,smutnym Pawle’’ tylko zwiększa dysonans między treścią dokumentu, a jego recepcją (a właściwie jej brakiem).

Peace and sex

Antykoncepcja, bo o niej tu przede wszystkim mowa, stała się oczkiem w głowie ruchów liberalnych, lewicowych, feministycznych i całej maści innych ,,wyzwolicieli’’. Pokazuje po raz kolejny, że ludzki rozum jest zdolny do niesamowitych rzeczy, jednak z wykorzystaniem tych zdobyczy bywa już różnie – a ostatnie dziesięciolecia pokazują, że zazwyczaj tragicznie. Lata 60. to arena ogromnych rozruchów na prawie każdej płaszczyźnie – społecznej, politycznej, ekonomicznej, kulturowej, religijnej. Rok ’68 zaś stał się cezurą wyznaczającą nową epokę – dziś żyjemy świecie po tejże rewolucji. Jak brzemienne w skutki było to wydarzenie, możemy oglądać na każdym kroku. Jednym z jej kluczowych elementów była właśnie pigułka antykoncepcyjna.

Zadziwiający optymizm napawał ówczesnych luminarzy zachodzących zmian – oto mała tabletka miała stać się panaceum na wszelkie problemy: rzekomy ucisk kobiet, patologiczne relacje rodzinne, maltuzjańskie pseudoprzeludnienie, na ekonomicznych postulatach nadchodzącej katastrofy kapitalizmu kończąc. Tak czy siak, żaden z tych postulatów się nie ziścił, zaś problemy i kryzys łacińskiej cywilizacji tylko pogłębił. Zachód, przepojony własną potęgą i dobrobytem, zaczął od tamtego momentu staczać się ku samozagładzie, czego przejawem jest drastyczna depopulacja i wymieranie rdzennych Europejczyków. Wszystko to było przepowiedziane już u początku tejże rewolucji – Następca Świętego Piotra proroczo wyraził to w swej encyklice.

Anty

Czym zatem jest antykoncepcja i gdzie leżą korzenie jej zła? Jak sama nazwa wskazuje, jest ona anty, przeciwko koncepcji, czyli poczęciu nowego życia. Aby coś zanegować, najpierw poznać trzeba istotę krytykowanego przedmiotu. Oto współżycie dwojga ludzi – mężczyzny i kobiety – nakierowane jest na pojawienia się dziecka. Z czysto biologicznego punktu widzenia tu należałoby się zatrzymać. Ale nie jesteśmy przecież zwierzętami – oprócz biologii wiąże nas także kultura, społeczne relacje i religia. Tak się zaś składa, że odwiecznie (a więc co wynika z prawa naturalnego, a nie żadnego rozporządzenia którejkolwiek  z władz duchownych) współżycie było zarezerwowane tylko dla małżonków, gdyż tylko małżeństwo jest instytucją na tyle silną, by zabezpieczyć byt pojawiającego się dzieciątka, jak i kobiety, która go powija. Arcyważnym aspektem tegoż małżeństwa jest jego nierozerwalność – dająca (przede wszystkim kobiecie), gwarancję stabilizacji i pewności, że w krytycznym momencie narodzin i wzrastania dziecka nie zostanie sama. Nie chodzi tu tylko o komfort psychiczny matki, ale i o prawidłowy rozwój małego człowieka – wszystkie badania, jak jeden mąż, wskazują na kolosalny wpływ braku rodzica na proces wychowania. Religia wraz z tradycją jedynie cementują i podtrzymują ten pozytywny wzorzec pełnej rodziny, zakorzeniony głęboko w samej naturze naszego człowieczeństwa.

Pierwszym wyłomem w tej konstrukcji stał się rozwód, czyli możliwość zawierania kilku związków w ciągu swego życia, pozostawiając poprzedniego małżonka samemu sobie. Dziwnym trafem najczęściej była to kobieta, gdyż mężczyźni z różnorakich wymówek tchórzliwie nie chcieli i nie chcą znosić trudów rodzinnego życia.  Cierpią na tym znowu najbardziej niewiasty i dzieci, a więc właśnie ci, którym należy się szczególny szacunek i ochrona. Reformacja, która w słowach i praktyce Marcina Lutra zaprowadza w Europie rozwody, kładzie kamień węgielny pod tę degrengoladę, którą widzimy dzisiaj. Bo jakie są tego konsekwencje? Mogę łączyć się i współżyć z innymi kobietami, nie tylko ze swoją żoną, której ślubowałem dozgonną miłość, wierność i uczciwość. Gdy hamulce puściły, trudno zatrzymać pędzący pociąg. Tzw. ,,wolne związki’’ i ,,wolna miłość’’ to logiczna konsekwencja tej samej logiki – skoro małżeństwo to tylko umowa, tylko papierek, który mogę w dowolnym momencie rozerwać na strzępy, to po co kryć się za tą fasadą formalności – lepiej odrzucić ją i bez skrępowania oddawać swoje ciało komukolwiek i kiedykolwiek się chce.

Jedność i rodzicielstwo

Pogoń za przyjemnością płynącą ze współżycia kompletnie przysłoniła człowiekowi jego naturalny cel, który wyraża Paweł VI w ,,Humanae Vitae’’ – jedność i rodzicielstwo. Budowanie wspólnoty małżonków, ich bliskości i wzajemnej miłości jest nierozerwalnie związane z samym sensem aktu małżeńskiego. Nie można jednak zapominać o rodzicielstwie – seksualny kontakt mężczyzny i kobiety został zaprojektowany po to, by w jego wyniku powstawało nowe życie, co wie już każdy uczeń podstawówki po lekcjach przyrody. Co więcej, nie chodzi tu tylko o sam fakt zapłonienia, gdyż rodzicielstwo to coś znacznie więcej niż spłodzenie dziecka, a więc także dbanie o jego wzrost, prawidłowe wychowanie i godne wstępowanie w dorosłość.

Kluczowy jest tu ten najkrótszy wyraz stanowiący spójnik ,,i’’. Tych dwóch aspektów, jedności i rodzicielstwa, nie można pod żadnym pozorem rozdzielać. Prowadzi to bowiem to dysonansu i chaosu, zarówno wewnętrznego jak i zewnętrznego w człowieku. Zadziwia fakt, że pocałunek przez foliową siatkę wzbudza w nas uczucie nienaturalności i sztuczności, za to połączenie najintymniejszych sfer ludzkiego ciała przez lateksową gumę jest już zupełnie ok (to tylko pokazuje jak bardzo nasza kultura przesiąknięta jest antykoncepcyjną mentalnością). Sami zadajcie sobie pytanie – czy chcielibyście całować się z kimś przez folię? A skoro to jest ,,tylko’’ pocałunek, o to ile bardziej ,,nie tak’’ jest współżycie przy zastosowaniu podobnego środka?

Tak zostaliśmy skonstruowani, że wyłączenie czynnika ,,rodzicielstwa’’ z małżeńskiego aktu powoduje automatyczne pozbawienie siebie i drugiej osoby także aspektu ,,jedności’’. Szczególnie odczuwają to kobiety, które o wiele bardziej potrzebują emocjonalnej więzi ze swym partnerem. Dobrowolne wprowadzenie tego dysonansu, rozbijającego wewnętrzną spójność i strukturę współżycia, prędzej czy później prowadzi do problemów, zarówno emocjonalnych i duchowych, jak i tych w relacji między współżyjącymi.

Bezinteresowny dar z siebie

Dzieje się tak (a dziać się tak musi, bo to logiczna konsekwencja), gdyż nie dajemy sobie sprawy z wagi i mocy małżeńskiego współżycia. Jest to całkowity dar z siebie – nie tylko z ciała, ale także z duszy i ducha. Wszystkie sfery bytowości są w tenże akt zaangażowane, wszystkie się w nim spełniają i ku temu są przeznaczone, aby w miłości bezinteresownie ofiarować samego siebie drugiej osobie i aby jednocześnie otrzymać od niej to samo. Szanując i przyjmując ciało, emocje i ducha drugiej osoby, chcę to samo odwzajemnić, łącząc się, by ,,stać się jednym ciałem’’. Jest więc w tym wszystkim element pokory – Ty dajesz mi się siebie taką, jaką jesteś, z wszystkimi zaletami i wadami, wspaniałościami, jak i ograniczeniami. I ja to wszystko biorę. Uznajemy, że pewne rzeczy, mimo naszych największych chęci, nie zależą od nas, ale mimo to akceptujemy je i w miłości przyjmujemy, chcąc to wszystko odwzajemnić.

Przeczytaj także: Czym jest miłość?

Po takim wywodzie jasno jawi się, że antykoncepcja zbudowana jest na pogardzie do drugiego człowieka, przede wszystkim do kobiety, której naturalny cykl płodności, zupełnie niezależny od niej, nadaje całej jej osobie niezwykłego rytmu. W XXI wieku, gdy zgłębiliśmy w niespotykanym dotychczas stopniu reguły rządzące ludzkim ciałem, ten brak szacunku dla kobiety jawi się jako przeogromna niesprawiedliwość. Stosowanie antykoncepcji opiera się bowiem na zasadzie: ,,mam w nosie to co się dzieje z Twoim ciałem, jak ono funkcjonuje i jak zostało skonstruowane. Chcę z Tobą współżyć i osiągnąć przyjemność bez względu na wszystko. I to natychmiast!’’. Cóż za egoizm, cóż za pycha i buta!

Najbardziej dziwi ta bezrefleksyjna pogarda dla kobiety. W końcu gdy ktoś potrąci naszą rękę, nie mówimy: ,,ej, moja ręka została potrącona!’’, tylko ,,ej, potrąciłeś MNIE!’’. Ciało jest integralną częścią naszej osoby a nie jakimś platońskim więzieniem duszy – ciało to ja. Okazując taki brak szacunku kobiecemu ciału, które w dobie pornografii i promiskuityzmu jest deptane i wykorzystywane jak nigdy wcześniej, gardzimy przecież samą kobietą, sprowadzając ją do roli przedmiotu służącego tylko zaspokajaniu najbardziej wyuzdanych zachcianek. I gdzie są teraz feministki?

Gdzie ci mężczyźni?

Ale to nie koniec koszmaru. Antykoncepcja bowiem jest niedostępną wcześniej dla mężczyzn możliwością ucieczki od odpowiedzialności – za siebie, za kobietę, za dziecko, za rodzinę. Pigułka czy prezerwatywa pozwala mężczyźnie bez konsekwencji w dowolnym momencie osiągnąć przyjemność, a potem zmyć się bez względu na wszystko. Cały ciężar zaistniałych skutków spada na barki kobiety. Jeśli chcemy mówić o wyzysku kobiet, to przypatrzmy się właśnie takim sytuacjom, dzisiaj przecież nagminnym. Wszyscy w końcu narzekamy na kryzys męskości, na to, że faceci są dużymi chłopcami i nie liczą się z nikim i z niczym, uciekając od odpowiedzialności i wynikających z ich czynów konsekwencji. Jak ma być inaczej, skoro od małego (w niektórych krajach już od przedszkola!) uczymy ich, że wystarczy założyć gumę i nie trzeba się martwić? Korzenie tego kryzysu (a właściwie ciężko mówić tu o kryzysie, a raczej o kompletnej katastrofie) męskości leżą właśnie tu – w stawianiu swojej przyjemności na piedestale.

Przeczytaj także: Przywrócić to, co zostało utracone – męskość.

Na marginesie – widziałem niedawno w tramwaju młodzieńca w t-shircie z napisem ,,ULTIMATE PLEASURE’’. Cóż za doskonały obraz współczesnej męskości.

Idźmy w tym wywodzie dalej. Skoro celem współżycia nie jest ,,jedność i rodzicielstwo’’, a tylko przyjemność, to dziecko, które jest zawsze potencjalnym owocem tegoż aktu staje się ,,wpadką’’, ,,wypadkiem przy pracy’’, kimś (a zwracając uwagę na język i sens tych słów, to właściwie czymś) niekochanym i niechcianym. Słusznie podnosimy larum nad niewolnictwem i traktowaniem drugiego człowieka jako przedmiotu własności – a tu co? Dokładnie to samo! Niewinnego  i bezbronnego bobasa sprowadzamy do roli rzeczy. Stąd tylko krok do usunięcia tego ,,niechcianego skutku’’. Plaga aborcji – tego największego ze wszystkich barbarzyństw stworzonych przez człowieka, której rzekomo właśnie antykoncepcja miała w latach 60. zaradzić, jest doskonałym dowodem na to, że proroctwa Pawła VI, na nasze nieszczęście, ziszczają się na naszych oczach.

Sic transit gloria mundi

Nie będę rozwodzić się tu nad medycznymi konsekwencjami stosowania antykoncepcji. Nie jestem w tym przedmiocie kompetentny, za to w Internecie można znaleźć o tym mnóstwo informacji, wystarczy kliknąć parę razy, by zobaczyć jak szkodliwie wpływa ona na organizm kobiety. Mamy więc zniszczone ciało, pooraną duszę, rozbite relacje i społeczeństwo budowane na filarze odczłowieczania i hedonistycznej pogodni za przyjemnością, w której ceną jest dehumanizacja tych, którzy powinni być nam najbliżsi. Nie można jednak pominąć w końcu aspektu socjologicznego i demograficznego. Nawet z programem 500+, którego skuteczność pozostaje wysoce wątpliwa, Polska jest w ogonie świata jeśli chodzi o przyrost naturalny. Tragiczna sytuacja trawi całą Europę. Starzejemy się z roku na rok coraz szybciej, staruszków z siwymi włosami tylko przybywa. Konsekwencje takiego stanu rzeczy dla gospodarki są dramatyczne – systemy emerytalne są tykającymi bombami zegarowymi, tylko kwestią czasu jest zapaść finansów publicznych i systemu, gdzie jeden młody musi pracować na dwóch, czy trzech starych. Tu dochodzimy do ostatniej konsekwencji – skoro najwyższą wartością jest przyjemność, a millenialsi muszą harować na emerytów, jednocześnie nie widząc problemu w mordowaniu bezbronnych nienarodzonych dzieci w łonach matek, to co to za problem pozbyć się tych ,,zgrzybiałych i nieprzydatnych starców’’, którzy ogołacają nasze konta z potrzebnych na kolejne uciechy środków, nie mówiąc już o czasie i wysiłku potrzebnym na opiekę? Eutanazja wraz z aborcją jest więc ukoronowaniem całej mentalności antykoncepcyjnej i cywilizacji śmierci, na których fundamentach wznosi się obecny system społeczno-kulturowy.

To wszystko przewidział już w 1968 roku Paweł VI, a rozwinął w swym nauczaniu św. Jan Paweł II. Ich przesłanie jest wciąż aktualne. Ba, nigdy nie było tak paląco potrzebne jak dziś. Nie straszyli oni tylko mroczną wizją upadłej cywilizacji, ale przede wszystkim podawali remedium na to niewyobrażalne zło grasujące po świecie. Niezmiennie, od dwóch tysięcy lat, jest nim Jezus Chrystus – Wcielone Słowo i Bóg, który jest miłością. Słuchajmy więc naszego Pana, który jest Głową Kościoła. Program wytyczony przez Zbawiciela jest prosty: ,, Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania’’. Trzymajmy się więc prostych jak drut Dziesięciu Przykazań, miłując Boga ponad wszystko, a bliźniego jak siebie samego. W sferze seksualnej małżonków przejawem tego będzie naturalne planowanie rodziny i otwartość na życie, tak gorąco zalecana przez kolejnych papieży.

Nic więcej nie potrzeba, by budować cywilizację życia. Troszczymy się i martwimy o wiele, a potrzeba mało, albo tylko jednego – miłości.

M.

Ona: Antykoncepcja.