WIARA

On: Bóg.

Jakże to tak? W XXI wieku pisać o Bogu? Po co rozwodzić się nad jakimś starcem siedzącym w chmurze i ciekawsko przyglądającym się co tam w życiu majstrujesz? Aż zadziwiające, że taka jest wizja Boga u ludzi, którzy nie chcą mieć z Nim nic do czynienia. Skąd to się wzięło? Z ,,postchrześcijańskiej” kultury? Z domu wojujących ateistów? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że taka postawa jest niezwykle krzywdząca. I dla Boga, i dla samego człowieka.

Gdy patrzymy na piękny obraz nie myślimy sobie: ,,o, jaka to piękna zbitka farby czerwonej i niebieskiej, a tu jeszcze troszyneczkę zielonej”, albo: ,,poprowadzenie pędzla i faktura płótna w tym miejscu bardzo wpłynęła na finalny odbiór”. Nasze refleksje kierujemy raczej albo ku istocie dzieła, jego przesłaniu, albo ku autorowi. A co, gdy spojrzymy na człowieka? Dlaczego w bliźnim nie dostrzegamy też artyzmu, nieporównywalnie większego i subtelniejszego? Bo czymże jest nawet najdoskonalszy obraz wobec geniuszu i wspaniałości ludzkiego istnienia? Jak możemy tak bardzo wychwalać i kontemplować cuda natury, nie dostrzegając niesamowitości osoby obok nas?

Bóg z pewnością musi być artystą, sama sztuka nad motywem Deus artifex rozwodzi się od wieków. Czy piękno jednak wystarczy? Czy cokolwiek będzie jednoznacznym dowodem na to, że ON JEST? Czy nauka, jakakolwiek jej dziedzina czy gałąź jest w stanie dowieść, że to wszystko nie wzięło się znikąd? Sądzę, że nie znajdziemy nigdy czegoś takiego, co przekona wszystkich. W końcu nawet faryzeusze, znając Pismo i wiedząc jak ma przyjść Mesjasz, widząc cuda, patrząc Chrystusowi prosto w oczy i namacalnie doświadczając bożej obecności – nie uwierzyli.

Bo właśnie o wiarę się tu rozchodzi. Przedziwna jest boska logika, że nie daje się poznać wprost, a trzeba właśnie w Niego uwierzyć. Ale jakże to piękne! Przecież i my, by wejść z kimś w relację, musimy drugiemu człowiekowi uwierzyć. Musimy w niego uwierzyć. Bez tego nie będziemy mogli zbudować więzi opartej na miłości, a tylko taka ma w końcu sens. Jakże to niepojęte i jakże wzniosłe, że Bóg pragnie tak dać siebie poznać.

Dochodzimy w końcu do sedna sprawy. Póki patrzymy na Boga jak na jakiś abstrakt, jak na coś totalnie nie z tego świata, jako na jakiegoś bezdusznego psychopatę, albo jakiś bezrozumny mechanizm, albo, co gorsza, w ogóle Go nie dostrzegamy, zupełnie nie słuchamy tego, co do nas mówi. A sam podaje nam Swoje Imię: JESTEM, KTÓRY JESTEM. Co nam to daje? Z pewnością kilka wskazówek.

Po pierwsze: JESTEM, KTÓRY JESTEM znaczy: ,,Ja jestem”. Warto skupić się tu na słowie ,,Ja”. Ja oznacza podmiot, a więc KOGOŚ, a nie coś, bo rzecz, ani zwierzę nie jest w stanie powiedzieć o sobie Ja. Poza ich granicami leży określenie własnego istnienia. Bóg jest więc Osobą. Jest Kimś, a nie czymś. To szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, gdy różne przedmioty czy idee stają się bożkami: począwszy od pieniędzy, seksu, władzy, kończąc na nauce, czy ideologii. Bóg objawia nam się jako Osoba, jako Ktoś. To już jest coś.

Po drugie: JESTEM, KTÓRY JESTEM znaczy, że On JEST. Nie tylko kieruje nas to na Jego osobowość, ale także na to, że On istnieje, że żyje, że działa, że egzystuje, że po prostu JEST. Nawet, gdy nam się wydaje, że Go nie ma, że jesteśmy z dala od Niego, w ogóle go nie znamy, albo w ogóle nie dopuszczamy w myślach Jego istnienia, to On JEST. Co więcej, powtarza to jak mantrę w całym Piśmie, chociażby mówiąc do Izraelitów na pustyni, podając jakiś przepis Prawa, kończy go słowami ,,Jam jest Jahwe”. Cały czas wskazuje nam, że JEST, że nie uciekł nigdzie, nie schował się za krzakiem, albo nie prysnął jak bańka mydlana, tylko jest z nami. Zawsze.

Po trzecie: JESTEM, KTÓRY JESTEM znaczy, że jest On podwójnie, nie tak, jak my jesteśmy. To On jest źródłem wszelkiego ,,bycia”, to właśnie w Nim znajduje się pełnia istnienia, to w Nim każdy byt ma swój początek, z Niego bierze swe korzenie i to od Niego pochodzi. Skoro tak, to właśnie On jest Stwórcą wszystkiego, ale też dopiero w Nim wszystko odnajduje swój cel. Jakiż to? Znajdziemy go u św. Jana, który zostawia nam chyba najważniejszy werset w całym Piśmie. Bóg jest miłością. To jest celem wszystkiego, także i Jego dążeniem – właśnie miłość.

Przeczytaj także: Czym jest miłość?

Te króciutkie rozważania prowadzą nas do konkluzji, że na Boga nie możemy patrzeć naszymi ziemskimi oczami, a przez pryzmat wiary. Słońca, w którego blasku możemy zobaczyć otaczający nas świat, nie można oglądać gołym okiem, bo się oślepnie. Musimy założyć okulary z filtrem, dopiero wtedy będziemy mogli wznieść nasze czy ku niebu. Podobnie jest i z Bogiem. Dopiero przez okulary wiary jesteśmy w stanie Go dostrzec i zobaczyć blask, jakim opromienia całą ziemię. Co więcej, dopiero w tej jasności mamy możliwość zobaczyć rzeczy takimi, jakimi one są naprawdę. Stąd nazwa naszego bloga – bo prawdziwy związek to w rzeczywistości trójkąt miłosny: Ona, On i Bóg. Jest On niezbędny, by wydobyć z każdego człowieka pełnię człowieczeństwa, jak i pełnię miłości. W Nim dopiero więź staje się pełna i mieni się feerią wszystkich barw.

Z pewnością warto i gorąco do tego zachęcam, by szukać tych, jak to się mówi po poznańsku – bryli, gdyż wiem z własnego doświadczenia, że ,,życie bez Boga jest największą nędzą ze wszystkich możliwych.”

M.

Ona: Bóg.