On: Boże Narodzenie.

Jaki cud jesteśmy sobie w stanie wyobrazić? Niezwykłe uzdrowienie? Wskrzeszenie? Lewitacja? Bilokacja? Życie świętego ojca Pio obfitowało w podobne wydarzenia. Nawet dziś na modlitwach wspólnot charyzmatycznych możemy obserwować nadnaturalne i wymykające się ludzkiemu pojmowaniu cuda. Wydaje się jednak, że często przechodzimy co najmniej obojętnie wobec największych niezwykłości w dziejach, jakie miały miejsce dwa tysiące lat temu. Mowa oczywiście o Bożym Narodzeniu.

Nierzadko traktujemy naszą wiarę jak zastaną oczywistość. Bezrefleksyjnie obchodzimy rozmaite święta, nie pochylając się nad ich istotą i sensem. A jakże warto! Bo oto Bóg, który w Swej wszechmocy i potędze, doskonałości i pełni dobra, myśli Przedwieczne Słowo, zradza Je i czyni równym Sobie. Refleks tej tajemnicy widzimy w ludzkim umyśle – człowiek wewnętrzną pracą intelektu płodzi myśli, które jednak pozostają w jego wnętrzu, zamknięte pod sklepieniem czaszki. Stwórca zaś w Swej nieskończoności rodzi Logos, będący odrębną Osobą, pozostając jednym z Ojcem w boskiej naturze.

Pan Panów i Król Królów, istniejąc poza czasem, ,,ustawicznie stwarza, uświęca, ożywia i błogosławi’’ swym dzieciom na ziemskim padole, pozostającym w mroku i cieniu śmierci, prowadzi je ku punktowi kulminacyjnemu całej historii. W tym właśnie czasie, konkretnym momencie dziejów – za Cezara Augusta, ,,gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz’’, Tenże Odwieczny Logos wkracza w losy człowieka. Przedwieczny Bóg, nieograniczony, wszechmocny, wszechpotężny i transcendentny przyjmuje ludzkie ciało, stając się Nowym Adamem. Zastanówmy się choć chwilę nad tym faktem. Ten Sam Bóg, przemawiający do Mojżesza z gorejącego krzewu, prowadzący Izraela przez pustynię słupem ognia i dymu, przychodzący do Eliasza w lekkim powiewie, a więc niedostępny, niewidzialny, niejako odległy i w pewnym sensie obcy, teraz leży w żłobie, majtając nóżkami i robiąc w pieluchy. Ma rączki, które można dotknąć, ma oczka, w które można wejrzeć, ma w końcu serce nieustannie bijące, które można kochać. I to cały czas ten sam Bóg. Jakże to niezwykłe! Jakże niesamowite! Czyż to właśnie nie jest największy cud? ,,Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice nieskończony’’. Czy jesteśmy sobie w stanie to w ogóle wyobrazić? Czy mieści się to w naszych umysłach, starających się wszystko zracjonalizować i sprowadzić do poziomu logicznych i spójnych związków przyczynowo-skutkowych?

Przeczytaj także: Jakże to niepojęte i jakże wzniosłe, że Bóg pragnie tak dać siebie poznać.

Jeszcze bardziej szokujący jest powód tegoż Wcielenia. Bo i po co w Betlejem narodziło się to cudowne Dzieciątko? Dlaczego do Maryi przyszedł Gabriel, Jan Chrzciciel głosił dobrą nowinę, a Józef strugał w warsztacie stoły i krzesła? Po co Jezus przyszedł na świat, został owinięty w pieluszki i odebrał pokłony od Mędrców? Powód jest jeden. A jest nim miłość. Otóż Bóg zechciał wybawić nas od naszych grzechów, pragnął uratować nas od ognia i otworzyć nam niebo, po to by być z nami, cieszyć się naszą obecnością i na wieki być razem – w nieustającej komunii. Lecz aby to się stało, Chrystus musiał zawisnąć na drzewie, biorąc na Swe ramiona krzyż wszystkich grzechów ludzkości – także moich i Twoich. Jest to więc przedziwny Bóg – rodzi się po to, by oddać życie. Za nas wszystkich. Z miłości. Nie bez powodu zaraz po Narodzeniu Kościół obchodzi serię krwawych wspomnień: świętych Szczepana, Młodzianków, Tomasza Becketa. Mają oni nam przypominać, że cud Wcielenia jest skierowany ku trwodze Krzyża, a ta z kolei ku pustemu Grobowi i radości Zmartwychwstania.

Przyjęcie ciała przez Logos ma jeszcze jeden skutek. Otóż w Osobie Jezusa Chrystusa zostały zawarte dwie natury: boska i ludzka. W ten sposób ,,łączy się niebo z ziemią, sprawy boskie ze sprawami ludzkimi’’. Wymowne stają się w tym kontekście słowa św. Augustyna, który tak podsumował to misterium: ,,Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem’’. Nie jesteśmy już sami, nie możemy powiedzieć, że Boga nie ma, że jest ,,gdzieś tam, hen daleko’’, że się nami nie interesuje, albo że ma nas zwyczajnie gdzieś. Nie – oto On sam zstępuje z nieba, przyjmuje za mieszkanie łono Dziewicy i rodzi się w ciele, stając się Pośrednikiem i Pocieszycielem. Żaden problem nie jest Mu obcy, przeżył Swe życie tak jak Ty czy ja i poznał to wszystko dogłębnie. To właśnie prawdziwy i zapowiadany przez proroków Emmanuel – rzeczywisty i namacalny ,,Bóg z nami’’.

,,Et Verbum caro factus est et habitavit in nobis’’. Nie przechodźmy obok tej tajemnicy obojętnie. Boży Logos ,,stał się’’ człowiekiem. A jakie jest to Słowo? Serce kieruje się w tym kontekście ku świętemu Janowi i jego listowi, w którym pada jedno z najważniejszych zdań w historii: ,,Deus caritas est’’. Skoro to właśnie jest Słowo Boga, to za każdym razem, gdy w naszym życiu ,,staje się’’ miłość, ma miejsce Wcielenie.

Boże Narodzenie może być każdego dnia. Wystarczy kochać – Boga i drugiego człowieka. Czego sobie i Wam serdecznie życzę.

M.

Ona: Boże Narodzenie.