WIARA

On: Camino.

Dokładnie rok temu (co do dnia!) ruszyliśmy w jedna z najbardziej niezwykłych podróży, jakie miałem okazję przeżyć. Camino de Santiago – droga życia, bo o niej właśnie mowa, stała się nie tylko wędrówką ku grobowi św. Jakuba, ale także odwiedzeniem zakamarków swojego jestestwa. I choć nie byliśmy tam sami (serdecznie pozdrawiamy naszych kompanów!), to z całą pewnością był to test dla naszego związku – czy damy radę przeżyć ze sobą ponad miesiąc – non stop, praktycznie permanentnie razem, w ekstremalnych warunkach, paraliżującym zmęczeniu i czasami obezwładniającym zniechęceniu. Mówiąc krótko – życie w pigułce. Pod pewnymi względami było nawet bardziej (in plus i in minus), niż w małżeństwie – mieszkając razem zawsze pół dnia spędza się w pracy z innymi ludźmi, tam o ucieczce od siebie na dłużej niż godzinę nie było co myśleć. Ruszajmy więc!

Początkowy przelot do Barcelony i beztroskie zwiedzanie jednego z najbardziej turystycznych miast Europy było tylko preludium do prawdziwej symfonii, jaka miała nastąpić później. Po przetransportowaniu naszych zgrabnych czterech liter do Pampeluny i gonitwie (bez byków) po miejscowej starówce, w końcu ruszyliśmy na szlak. Droga, którą od średniowiecza co roku maszerują tabuny pielgrzymów była dla nas nie lada wyzwaniem. Walczyć trzeba było nie tylko z nieznośnym skwarem, obolałymi stopami i karkami ugiętymi pod ciężarem taszczonego dobytku (cóż za metaforyczna lekcja pokory), ale i z dzikimi hordami ślimaków czy chrapiącym ,,panem Snorlexem”. Doskwierał praktycznie zupełny brak prywatności, permanentne zmęczenie i nieobecność tak podstawowych i oczywistych przedmiotów jak ulubiony kubek, czy domowy maminy obiadek.

Z powyższego opisu wynikałoby, że miesiąc spędzony w Hiszpanii i przejście 750 kilometrów, by dotrzeć do srebrnego relikwiarza ukrytego w podziemiach majestatycznej katedry był mordęgą i jednym wielkim nieporozumieniem. Cytując znanego youtubera, dziś użyczającego swego głosu w reklamach dużego banku: ,,nic bardziej mylnego!”. Dokładnie te wszystkie niedogodności i wtedy, i teraz, gdy sięga się po niesamowite wspomnienia, są przeogromną wartością. Tomasz z Kempis pisał: „Bo oto na Krzyżu wszystko się opiera i wszystko w umieraniu ma oparcie, tak, że nie ma innej drogi do życia i prawdziwego wewnętrznego pokoju, jak tylko droga Krzyża świętego i codziennego umartwienia.” W żadnym innym momencie mego życia te słowa nie wydawały się tak prawdziwe, jak właśnie na Camino. Nie da się poznać samego siebie, osób z którymi się przebywa, ani świata dookoła nas, siedząc wygodnie na sofie, popijając piwko i wrzucając w siebie kolejną paczkę nachosów. By zajrzeć w głąb siebie i odnaleźć ,,prawdziwy wewnętrzny pokój” trzeba za namową papieża Franciszka zejść z kanapy i opuścić swoją strefę komfortu. Właśnie wtedy dokonujemy największych wyczynów dających wspomnienia na całe życie.

Była to też lekcja dla nas, jako pary jeszcze nie zaręczonej. Nie ma lepszej okazji, by poznać drugą osobę, jak wybrać się z nią w drogę – nie ważne gdzie (choć oczywiście najlepiej na pielgrzymkę!). Istotne, by być rzeczywiście razem i bacznie się obserwować (nie popadajmy jednak w skrajności – nikt nie chce na wakacjach Roku 1984). Jeśli po przejściu szlaku (pielgrzymiego, górskiego, polnego – nieistotne) potrafisz spojrzeć na swoją nieumalowaną, wycieńczoną, wkurzoną i nieznośną dziewczynę, zachwycić się jej pięknem i powiedzieć ,,kocham Cię”, to można być pewnym, że nie ma lepszego znaku, że to właśnie jest TO. Wszystkim osobom, które zastanawiają się czy to Ten/Ta, gorąco polecam taką wyprawę.

Pielgrzymka, z racji permanentnej obecności drugiej osoby, to też doskonała okazja do rozmowy – o to przecież w związku chodzi. Nie od dziś wiadomo, że wakacyjne wojaże sprzyjają wszelkiego typu zwierzeniom i otwierają nasze serca, by dzielić się swymi przeżyciami – i to nie tylko tylko tym, że boli mnie to, czy tamto. Nie ma lepszych okoliczności, by porozmawiać ze swoją drugą połówką o tym ile by się chciało mieć dzieci, jak miałby wyglądać nasz wspólny dom, czy będziemy odwiedzać teściów na święta i kto będzie wstawał do bobasów w nocy. Takie pytania muszą paść, a efektem tego, że wiele par sobie ich przed ślubem nie zadaje, jest plaga rozwodów trawiąca Najjaśniejszą. Chcesz poznać z kim wiążesz się na całe życie – rozmawiaj, rozmawiaj i jeszcze raz rozmawiaj! A gdzie lepiej prowadzić konwersację, jak nie przy beczeniu przechodzącego przez szlak stada owiec, czy podziwiając zapierający dech w piersiach zachód słońca nad ciągnącym się po horyzont płaskowyżem?

Przeczytaj także: Wakacje od Boga.

Podróż przez niezliczone wsie, miasteczka i metropolie dała też niezwykłą okazję, by podziwiać wybitne dzieła i pomniki kultury: katedra w Burgos, gotyckie witraże Leonu, starożytne mosty i średniowieczne schroniska, zamki templariuszy i krzyże przydrożne pamiętające czasy krucjat (DEUS VULT!). Do tego porażająca życzliwość tubylców, która nawet w najmniejszych mieścinach potrafiła objawić się w zaskakujący sposób. Bo kto na co dzień do kolacji jest obsługiwany przez profesjonalnego kelnera w wiosce pośrodku niczego – i to zupełnie za darmo? Kiedy mieliście okazję wybrać się z hiszpańskim księdzem śpiewającym ,,Maryjo, Królowo Polski” (po polsku – sic!) na szybki wypad obejrzeć ruiny rycerskiej warowni? Albo jak często możecie brać udział w tradycyjnych łacińskich nieszporach benedyktyńskiego konwentu obok angielskich wolontariuszy, którzy najchętniej Ciebie samego wsadziliby do pralki, by mieć pewność, że nie przenosisz jakiegoś robaczka? Jedno jest pewne – droga św. Jakuba uczy dziękować.

I wreszcie – Camino to pielgrzymka, a jak pielgrzymka, to i modlitwa. Codzienny brewiarz daje cudowne poczucie ciągłego kontaktu z Sacrum, a odmawiany w ciągu dnia różaniec pozwala skryć się pod płaszczem Niepokalanej. Taka podróż naprawdę zbliża do Boga – właśnie tu można dosłownie poczuć Jego obecność i niezmierzoną dobroć. Bo jak tu nie dziękować, gdy w popołudniowej spiekocie maszerując przez pola kukurydzy w końcu na horyzoncie majaczy jedyne drzewo dające cień? Jak tu nie wznosić hymnów pochwalnych podziwiając feerię barw jutrzenki i porannej rosy błyszczącej z płatków polnych kwiatów? Jak nie wysławiać geniuszu Stwórcy patrząc hen w dal bezkresnego oceanu, który dla ludzi średniowiecza był prawdziwym Końcem Świata? W domu, gdzie raczej niczego nam nie brakuje, wszelkie niezbędne i te mniej potrzebne udogodnienia mamy na wyciągnięcie ręki, a wygoda i rutyna zabijają w nas wdzięczność i umiejętność dostrzegania dobra wokół nas – pielgrzymi świat jawi nam się jako niezwykłe doznanie, po którym możemy wykrzyknąć za Archimedesem – Eureka!

Właśnie mija połowa wakacji. Jeśli macie jeszcze wolny czas lub zachomikowany urlop – wykorzystajcie go dobrze. Najlepiej w Drodze! Buen Camino!

M.

Ona: Camino.