ZWIĄZEK

On: Dialog.

Tyle się dzisiaj o nim mówi. Każdy o nim słyszał. Propaguje się go na każdym  kroku. Dialog – mityczny stwór, który jest znany wszystkim, ale niewielu go widziało. Jak się za niego zabrać? Czy aby na pewno ,,warto rozmawiać”? Pan Pospieszalski z pewnością przytaknąłby na tak postawione pytanie, my jednak pochylmy się nad tym tematem troszkę bardziej, niż nad ekranem telewizora.

W XXI wieku dialog stał się dla wielu quasi-religią. Wielbią go, czczą go niczym złotego cielca, ale gdy przychodzi stanąć w prawdzie i zdać z niego rachunek, podkulają ogon albo zaczynają wypluwać z siebie emocje niczym wulkan lawę. Czym tan naprawdę jest ten dialog i jak go ugryźć?

Standardowa definicja, którą można znaleźć w słowniku języka polskiego PWN, nie wniesie do naszych rozważań nic nadzwyczajnego. Bo to, że dialog to ,,rozmowa dwóch osób”, bądź ,, szereg rozmów, negocjacji” chyba nikogo nie zdziwi. Warto jednak sięgnąć głębiej i posłużyć się ulubionym narzędziem starożytnych przy wyjaśnianiu danego pojęcia – etymologią. Słowo to pochodzi z greki i jest zbitką dwóch innych wyrazów: διάλογος – δυο (dwa) i λογος (słowo). Ciekawa jest jednak dalsza interpretacja, gdyż greckie λογος to nie tylko wyraz, ale i myśl, a nawet rozum. Gdy czytamy prolog Ewangelii św. Jana o tym, co było na początku, odnajdziemy tam właśnie helleńskie Słowo, wcielone i zrodzone w betlejemskiej stajence. Idąc tym tropem rozmowa nie może być tylko wymianą słów, ale powinna być przede wszystkim spotkaniem dwóch rozumów. Gdy choćby po jednej stronie pojawi się coś innego (emocje, chęć wykorzystania, lekceważenie), trudno mówić o dialogu. 

Tyle teorii, teraz przejdźmy do praktyki. Jakże często trudno nam rozmawiać z drugim człowiekiem. Dlaczego? Bo nie dialogujemy. Pod płaszczykiem wymiany zdań wyrzucamy z siebie emocje, pycha zaślepia nasze myśli, albo doskonale ,,wiemy” co druga strona i tak powie. Jakże to prymitywne, nieprawdaż? A wszyscy, jak jeden mąż, popełniamy te same błędy. Zamiast wysłuchać, próbujemy sobie, bądź innym coś udowodnić. Stawiamy siebie ponad wszystkimi, nawet tymi najbliższymi, dopuszczając ich do głosu, ale w sercu barykadując się przed jakimkolwiek odmiennym punktem widzenia. A dialog może mieć miejsce tylko, gdy spotkają się dwa równe sobie rozumy – nie chodzi tu oczywiście o zasób wiedzy, a o godność. Każde wywyższenie lub poniżenie niszczy tę misternie wznoszoną konstrukcję, która może zaowocować wspaniałymi doświadczeniami.

Idąc dalej tym tropem, można dojść do słusznego wniosku, że nie z każdym warto rozmawiać (biedny Pan Pospieszalski). Dlaczego? Bo gdy po jednej ze stron pojawi się cokolwiek innego, niż rozum, automatycznie zamienia się on w seans teatralny robienia scen, wyrzutów i całej plejady innych bardzo złych rzeczy. Czy to do czegoś prowadzi? Nie. A powinno? Jak najbardziej. Z każdego wypowiedzianego słowa będziemy sądzeni. Jeśli przychodzi nam rozmawiać z nabuzowaną personą wprost kipiącą od natłoku podniecenia, czy przyniesie jakiekolwiek dobre owoce?

Dialog jest też często przedstawiany jako poszukiwanie konsensusu i wypracowywanie wspólnego stanowiska. I słusznie, przy zachowaniu wymienionej wcześniej zasady ,,dwóch rozumów”. Ciężko mówić o nim w polityce, która jest nieustającą grą interesów, a jedna strona chce tylko przechytrzyć drugą. Gdy do tego dochodzą nieokiełznane namiętności – mamy doskonały opis polskiego życia publicznego drugiej dekady trzeciego tysiąclecia. Nie ograniczajmy się jednak tylko do własnego podwórka. Czy można mówić o dialogu, gdy nosi się w sobie nieustające poczucie winy i najchętniej biczowałoby się do utraty tchu, byleby tylko pokazać jak bardzo jest się gotowym do przeprosin za wszystko, co tylko przyjdzie do głowy? Ciężko nazwać tę postawę racjonalną – a ratio to przecież łaciński odpowiednik logosu. Spójrzmy na jeszcze jeden przykład, tak często widoczny, o zgrozo, w samym Kościele – w retoryce niby wszystko jest w porządku, ale konsekwencje prowadzą do nieustannego oddawania pola na rzecz drugiej strony, co w konsekwencji prowadzi to do swego rodzaju słabości i uległości. Skoro ,,po owocach ich poznacie”, to czy mamy tu do czynienia z dialogiem?

A na koniec wisienka – związek. Jakże często ze sobą ,,rozmawiamy” odburkując coś do siebie, mając głęboko w nosie to, co powie druga połówka. Ileż to razy ignorujemy najistotniejsze kwestie, uciekając od odpowiedzialności i przyjęcia konsekwencji poważnej rozmowy w stylu ,,musimy porozmawiać’? Kobieta, która w burzy hormonów nie potrafiąc się pohamować wypluwa wszystko, co jej ślina na język przyniesie, nie zważając zupełnie na treść czy formę ,,wypowiedzi”. Mężczyzna, który za wszelką cenę musi mieć rację, więc do ostatniej kropli krwi będzie bronił przegranej sprawy, byleby tylko udowodnić, że moja racja jest mojsza niż twojsza.

Przeczytaj także: Każdy ma wady. Wady są złe. Wady denerwują. Wady wkurzają. Wady bolą.

Wszyscy spotykamy się z tego typu zachowaniami. Ba! Sami tacy jesteśmy i tak właśnie traktujemy innych. A wystarczyłoby tylko choćby odrobinę pomyśleć, zastanowić się do czego takie, a nie inne słowa mogą prowadzić. Żyjemy w XXI wieku – ,,epoce rozumu i postępu”, a wydaje się, że myślimy o wiele mniej, niż na to wskazywałby buńczuczny frazes ukuty przez nie-wiadomo-kogo.

,,Chcesz zmieniać świat? Zmień siebie, inaczej twe trudy daremne”. Myślmy więc! Sapere aude!

M.

Ona: Dialog.