On: Komunikacja damsko-męska.

Człowiek jest istotą społeczną. Niby truizm, ale w dzisiejszym skrajnie indywidualistycznym świecie, gdzie wszystko, zawsze i wszędzie musi być nakierowane na moje widzimisię, może i warto przypominać takie ,,oczywiste oczywistości’’. Nie żyjemy sami dla siebie, ale mamy dawać siebie innym w tym ,,bezinteresownym darze’’, o którym tak często wspominał nasz papież. Wychodząc od nakarmienia głodnego, a kończąc na nawiedzeniu chorego, w każdym przypadku jesteśmy zobowiązani do praktykowania uczynków miłosierdzia. Szczególnie w relacjach damsko-męskich mamy służyć drugiemu, by nasza żona kochała i czuła się kochaną. Nie uda się to bez dobrej komunikacji.

Tradycyjnie sięgnijmy po język, by zbadać z czym mamy do czynienia. Skoro łacińskie communicatio to za słownikiem języka polskiego ,,przekazywanie i odbieranie informacji w bezpośrednim kontakcie z drugą osobą’’, to nietrudno powiązać ten fakt z pragnieniem zrozumienia, by nasze umysły spotkały się w pół drogi, dążąc do jedności, a więc komunii. Właśnie to zjednoczenie we wzajemnym obdarowywaniu jest tak kluczowe dla trwałości i szczęścia w narzeczeństwie i późniejszym małżeństwie. Bez tej komunikacji, relacje bardzo prędko ulegają stagnacji, oziębłości, a w końcu zamarciu.

Przeczytaj także: Czy aby na pewno ,,warto rozmawiać”?

Twarde liczby

Dane Głównego Urzędu Statystycznego nie pozostawiają wątpliwości – najczęstszą przyczyną rozwodów w 2016 roku (27%) stanowiła ,,niezgodność charakterów’’. Należy sobie zadać pytanie – skoro pobierają się osoby, które do siebie ,,nie pasują’’, to gdzie leży problem? Czy aby nie podejmujemy tej arcyważnej decyzji zbyt pochopnie? A może ta ,,niezgodność’’ to tylko ucieczka przed prawdziwymi problemami – egoizmem, nieobecnością, chronicznym brakiem czasu? Te wszystkie zawiłości można rozwiązać poprzez konsensus i dążenie do wspólnego dobra. A więc bez komunikacji się nie obejdzie.

Sami zadajmy sobie pytanie – ile czasu spędzamy na rozmowie z drugim człowiekiem? I nie mam tu na myśli pogaduch w stylu ,,co tam panie w polityce?’’ czy ,,a widziałaś nową kieckę w tamtej sieciówce?’’, a rzeczywisty kontakt i dialog. Nasze konwersacje tak często sprowadzają się do banałów, a nie poruszamy spraw naprawdę ważnych. W ilu rodzinach jedynym tematem są pieniądze i wypełnianie obowiązków, bardziej przypominając meeting korporacyjny, niż wspólnotę miłości? Nie dzielimy się ze sobą odczuciami, przeżyciami, doświadczeniami, a tylko referujemy zastany stan faktyczny. Taka bezduszność nie może prowadzić do niczego dobrego.

Panowie i Panie

Wynika to przede wszystkim z dążenia do osiągnięcia świętego spokoju – stanu, w którym nikt nie będzie zawracał nam głowy. Dotyczy to szczególnie mężczyzn, którzy najliczniej czczą tego niezwykle popularnego świętego. Nie interesują się żoną, dziećmi, nadrabiając pracoholizmem i ,,kupowaniem’’ prezentami utraconego czasu. Zamykanie się na drugiego człowieka i znieczulica to prawdziwe choroby naszych czasów. Sami wpierw powinniśmy uderzyć się w pierś – ile czasu poświęcamy dla najbliższych? I czy rzeczywiście to, co do nas mówią, ma dla nas jakiekolwiek znaczenie? Problem jest jednak głębszy, bo mężczyźni nie tylko egoistycznie mają gdzieś innych, ale także sami nie dzielą się swoim wnętrzem. Ileż to żon na terapiach narzeka, że ,,on przecież w ogóle ze mną nie rozmawia’’. Trudno się im dziwić – z natury jesteśmy introwertykami i nie lubimy okazywać uczuć, uznając je często za przejaw słabości. Nic bardziej mylnego – kobieta nie tylko potrzebuje być wysłuchaną, ale żywo interesuje ją co dzieje się w naszym sercu. Gdy nie komunikujemy jej tego, czuje się nieważna i ignorowana. A to przecież ona ma być dla nas najważniejsza, zaraz po Panu Bogu! I nie chodzi tu oczywiście o pełne emocji i rzewnych łez wypłakiwanie się w ramię małżonki, a o dzielenie się sobą – tu znowu wracamy do tego bezinteresownego daru z siebie. Wyzbywanie się egoizmu (a święty spokój i zamykanie się w sobie to jego przykłady) jest najlepszym sposobem okazywania miłości.

Po drugiej stronie barykady mamy kobiety, które prezentują postawę przeciwną – z męskiej perspektywy mówią za dużo, o wszystkim i o niczym, często otwierając usta nie wtedy gdy trzeba, paplając językiem wtedy, gdy należy milczeć. Same przyjrzyjcie się sobie Drogie Panie – ileż to razy plotkowałyście i obmawiałyście ludzi wokół siebie. Na ten aspekt ostatnimi czasy szczególnie zwraca uwagę papież Franciszek. Z każdego najdrobniejszego słowa przyjdzie nam bowiem zdać sprawę na sądzie. Bowiem ,,słowo [nie tylko Boże] głębiej przenika, niż miecz obosieczny’’.

Dialog

Dochodzimy tu do fundamentalnej sprawy, jaką jest odpowiedzialność za to co i jak mówimy. Jak słusznie zauważył nasz Pan, nieczystym jest nie to, co do ust wchodzi, ale co z nich wychodzi. Dzielenie się ze sobą przeżyciami i emocjami to jedno, ale by zaistniało prawdziwe spotkanie i komunia, potrzebny jest dialog, o czym już nie raz pisaliśmy. Przypomnijmy więc, że greckie διάλογος stanowi zbitkę dwóch innych słów δυο oraz λόγος. Pierwsze czujemy już intuicyjnie – oznacza ono liczbę dwa. Drugie zaś nastręcza już więcej problemów, gdyż jest pojęciem niezwykle wieloznacznym. Przetłumaczyć je można jako słowo, zamysł, myśl, ideę, ale także i rozum (i tego znaczenia się trzymajmy). W takim ujęciu dialog to nic innego, jak spotkanie dwóch rozumów. Należy to szczególnie podkreślić, iż mamy mieć do czynienia właśnie z dwoma rozumami – a więc po jednej i po drugiej stronie musi stać właśnie łacińskie ratio. Jeśli zamienimy jeden z tych elementów na cokolwiek innego: emocje, chęć manipulacji, egoizm i pychę, wtedy możemy zaobserwować co najwyżej nędzną karykaturę rozmowy, gdzie jeden mówi, a drugi nie słucha.

Jest to niezmiernie istotne dla małżeńskiej, choć nie tylko, relacji. Jakże często w istnej burzy zmęczenia, nawarstwionych dolegliwości czy niezrozumienia, uciekamy się do słów niszczących, a nie budujących. Ileż to razy zamiast wychodzić z nastawieniem nakierowanym na komunię i drugiego człowieka, z góry wyrzucaliśmy tylko to, co moje, będąc zaślepieni egoizmem i własnym ja? Myślmy nad tym, co mówimy, by nasza mowa była ,,tak tak, nie nie’’. Bo wszystko inne od złego pochodzi.

Przeczytaj także: Każdy ma wady. Wady są złe. Wady denerwują. Wady wkurzają. Wady bolą.

Rozmawiajmy więc! Ile małżeństw udałoby się uratować, gdyby tylko mąż i żona zechcieli się nawzajem wysłuchać! Ile tragicznych związków nie zostałoby zawartych, gdyby tylko trochę więcej czasu poświęcono na wzajemne poznanie się!  Do tego wszystkiego wcale nie trzeba mieszkać razem przed ślubem, ani ,,wypróbowywać się’’ w łóżku. Wystarczy usiąść na ławce w parku i popytać nawzajem: co jest dla Ciebie naprawdę ważne? Bo w małżeństwie nie chodzi o to czy lubicie ten sam kolor ścian, czy chcecie mieć kota czy psa albo gdzie wybierzecie się na następne wakacje. Osią trwałego związku są wspólne wartości, a je można poznać tylko w szczerej i otwartej rozmowie. A jeśli Najwyższą Wartością jest sam Bóg, to jest to gotowy przepis na sukces, nie tylko w tym życiu, ale i w przyszłym. Czego sobie i Wam z całego serca życzę.

M.

Ona: Komunikacja damsko-męska.