ZWIĄZEK

On: Macierzyństwo.

Hurr durr! Ola Boga! Mężczyzna pisze o macierzyństwie! Halo policja – proszę przyjechać na TRÓJCĘ DO PARY! Jak to tak! Nie ma macicy, to niech się nie wypowiada! Hańba!

Jeśli utożsamiasz się z choć jednym, z tych zdań, to lepiej nie czytaj dalej, bo Twoje feminazistowskie ja może tego nie wytrzymać. Gdyż tak – mężczyzna będzie pisał o macierzyństwie. Dlaczego? Bo (o dziwo, z czego niektórzy chyba nie zdają sobie sprawy) mężczyzna też ma matkę i też przyszedł na świat z kobiecego łona, a do tego sam jest stworzony do tego, by z kobietą stać się jednym ciałem i razem z bożą pomocą otworzyć nowy rozdział w jej życiu pod tytułem macierzyństwo. Tak tak, może niektórych zaskoczę, ale do poczęcia dziecka też potrzebny jest chłop, więc to nie tylko kobieca sprawa. A czy jest lepszy czas na pisanie o matkowaniu, niż właśnie Dzień Matki?

Przeczytaj także: Męskość naturalnie dąży do małżeństwa i ojcostwa.

Z pewnością mama to od samego początku najbliższa nam osoba na świecie. Nie tylko żywi nas własną krwią, ale za nas je, oddycha, porusza się – robi dosłownie wszystko. Potem staje się niejako bramą, przez którą wkraczamy w rzeczywistość. To wszystko okupione potem, bólem, miesiącami wyrzeczeń i heroicznego poświęcenia. Już chociażby za to wszystkim matkom świata należą się dozgonne dzięki. W czasach, gdy chociażby w takiej jaśnie oświeconej i postępowej Galii 1/3 najbardziej bezbronnych dzieci, tych w matczynych łonach, jest mordowana z byle jakiego powodu – ot, bo mieszkanie było za małe – każde narodziny stają się cudem i tytanicznym osiągnięciem. Za to, że mogliśmy się urodzić, powinniśmy całować nasze mamy po rękach do końca życia.

Warto jednak spojrzeć na macierzyństwo szerzej, niż tylko w kontekście porodu. Jak pisał wielokrotnie nasz święty papież, kobieta jest stworzona do bycia matką, i to w każdym aspekcie jej egzystencji. Gdy przypatrzymy się po kolei wszystkim sferom niewieściego życia, od budowy ciała i fizjonomii, przez psychikę, multitasking i buzujące emocje, aż po duchowość i naturalną dobroć serca – odkryjemy, że kobieta jest stworzona do bycia mamą – to jest sens jej istnienia. Dokładnie po to została stworzona. Cykl miesięczny, związana z nim cała huśtawka hormonów – przecież to wszystko jest tylko po to, by kobieta mogła stać się matką. Wielozadaniowość, podzielność uwagi i niezwykła dokładność – Pan Bóg dał te cechy kobiecie, by mogła trzymać Franka na rękach, gotując obiad dla Zosi, jednocześnie pomagając Antkowi odrabiać zadanie z polskiego. Empatia i umiejętność wczucia się w drugą, nawet najbardziej nędzną i poszkodowaną istotę, bez względu na jej sytuację – pozwala dziewczynce, dziewczynie, a potem kobiecie nieść miłość zawsze tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna. Jakże pięknie to wszystko Bóg stworzył!

Oczywiście nie można tego zagadnienia rozpatrywać z punktu marksistowskiego materializmu. Wiara w Jezusa Chrystusa – Pana i Zbawiciela, otwiera przed nami zupełnie nowe horyzonty. Dlatego też kobieta bezpłodna może stać się matką tak samo, jak ta, która fizycznie wydała na świat tuzin bobasów. Dla dzieci w sierocińcu siostra zakonna, która nigdy nie zbliżyła się do mężczyzny, będzie tak samo matką, a może nawet bardziej, niż ta, która rzeczywiście je urodziła.

Można więc postawić tezę, co sam papież nie raz czynił, że kobieta, która nie jest matką (oczywiście nie tylko w tym wąskim, biologicznym znaczeniu, ale szerzej – duchowym), nie może być w pełni kobietą – nie odkryła w sobie jeszcze pełni swojego ja. Już na samym początku Bóg dał Adamowi żonę i w pierwszym przykazaniu, jakie skierował do ludzkości, nakazał im być płodnymi. Stwórca więc uczynił Ewę z zamysłem, by była matką – jako koronę stworzenia i szczyt wszystkich Jego dzieł. Jakże to niesamowite, coś co żadnemu mężczyźnie nigdy nie będzie dane, brać tak czynny udział w dziele kreacji, dosłownie czuć pod sercem, jak nowe życie się rozwija i jest wydawane na świat. Czy jest coś piękniejszego, od tej matczynej miłości, która pozwala nieporadnemu bobasowi stać się dojrzałym i dorosłym człowiekiem?

Szanujmy więc nasze mamy, bo obdarzyły nas najcenniejszym darem – życiem. Całujmy je, tulmy i nośmy na rękach, bo któż na to wszystko zasługuje, jak nie one? Za ten wysiłek, nieprzespane noce i wylane łzy, którymi okupiły to, że możemy dziś czytać te słowa – niech Bogu i mamom będą dzięki!

M.

Ona: Macierzyństwo.