On: Narzeczeństwo.

Będąc świadkiem rozmowy dwóch młodych kobiet, zadających sobie pytanie: A ten twój, to kiedy ci się oświadczy?, słysząc odpowiedź: A po co w ogóle ma się oświadczać? To strata pieniędzy. poważnie się zastanawiam czym narzeczeństwo stało się w XXI wieku. Dawniej jako rozpoczęcie przygotowań do zaślubin, dziś sprowadzone do roli miłego, acz niepotrzebnego symbolu – tak szacowna instytucja zasługuje na to, by choć chwilę się nad nią pochylić. Może rzeczywiście warto zadać sobie pytanie: a po co to narzeczeństwo?

Nie da się ukryć, że zaręczyny są ściśle związane z małżeństwem. To niejako etap pośredni, zmierzający w jednym i ustalonym kierunku. Patrząc na sprawę chłodnym okiem, należy stwierdzić, że sama decyzja o wspólnym życiu zapada właśnie w chwili włożenia pierścionka na palec Ukochanej. To jest ten moment, w którym mówi się swojej piękniejszej połowie: Czy zostaniesz moją żoną? Czy wyjdziesz za mnie? To pytanie nie ma na celu wybadania terenu, czy rozpoznania bojem. Wręcz przeciwnie – niesie ze sobą niesamowicie poważną treść. Skoro takie słowa padają, to znaczy, że mężczyzna wie już (a przynajmniej powinien wiedzieć), że to ta właściwa, ta jedyna, z którą chce się spędzić wszystkie chwile aż do śmierci. Z pewnością narzeczeństwo nie jest czasem na sprawdzanie się i szukanie. To okres, gdzie już wszystko wiadomo, gdzie karty już są na stole.

Służy on oczywiście rozpoczęciu i doprowadzeniu do skutku wszystkich przedślubnych przygotowań. Nie chodzi tu tylko o formalności, doniesienie dokumentów i zarezerwowanie sali weselnej, ale przede wszystkich formację intelektualną i duchową. Małżeństwo to prawdziwa rewolucja (no chyba, że ktoś mieszka i śpi ze sobą przed ślubem, wtedy to co najwyżej ładna uroczystość), która niesie ze sobą mnóstwo wyzwań. Warto, a nawet trzeba się na nie dobrze przyszykować. Dobra lektura, długie rozmowy i regularna modlitwa to klucz to sukcesu, by dany nam czas wykorzystać właściwie.

Przede wszystkim narzeczeństwo to pogłębienie relacji – z ukochaną, z Bogiem i z samym sobą. Każdy z tych trzech aspektów jest ważny i bez niego nie da się zbudować zdrowego i szczęśliwego małżeństwa. To, w jaki sposób potraktuje się narzeczeństwo, będzie miało decydujący wpływ, jak będzie wyglądało wspólne życie po ślubie. Dlatego tak ważne są odpowiednie priorytety. Jeśli ceremonia, czy impreza skupia większość uwagi i absorbuje bardziej, niż druga osoba, to należy się zastanowić: co ja właściwie robię? 

Bardzo częstym dziś zjawiskiem są zawieszone zaręczyny, czyli czysta forma, by uspokoić sumienia rodziców, będące tak naprawdę ucieczką przed odpowiedzialnością. Jeśli rzeczywiście kocha się drugą osobę, to podjęcie wyzwania i wyruszenie z biletem w jedną stronę nie wydaje się straszne. Taka postawa jest więc albo oszustwem i traktowaniem drugiej osoby jak zabawki, bądź tchórzostwem – zaślepieniem strachem przed zmierzeniem się z konsekwencjami własnych decyzji. To jedna z najpoważniejszych chorób trzeciego tysiąclecia – kompletny brak odpowiedzialności, najczęściej wynikający z przerażenia, że reperkusje naszych czynów mogą odbić się negatywnie na nieskazitelnym CV. Niesamowicie przykro patrzeć na młodych ludzi, zakochanych i pełnych marzeń, a jednocześnie skonfundowanych perspektywą podjęcia decyzji wiążącej na całe życie.

Tu chyba dochodzimy do sedna. W momencie, gdy plaga rozwodów zbiera coraz większe żniwo, narzeczeństwo wydaje się stratą czasu, a przygotowywanie się do etapu, który i tak w dowolnym momencie można zakończyć, jawi się jako zwykła głupota. Pytanie jak traktujemy małżeństwo – czy jest to sakrament, który rozerwać może tylko śmierć, czy może tylko swego rodzaju umowa zawiązywana przed panem z łańcuchem na szyi, którą przy niesprzyjającej koniunkturze, spadku kursu franka albo wiejącym ze wschodu wietrze można zerwać, robiąc sobie z ,,ex-żoną” pamiątkowe ,,rozwodowe” selfie przed gmachem sądu?

Zaręczyny z pewnością nie staną się na nowo romantycznym wstępem na nową drogę, jeśli nie przywrócimy samemu małżeństwu, w końcu będącemu celem narzeczeństwa, należytej powagi i świętości. Tylko wtedy mieniący się diament na pierścionku wręczony w księżycową noc będzie miał jakąkolwiek moc, zaś skoki ze spadochronem, loty szybowcem, biżuteria w kieliszku, publiczne wystąpienie w trakcie koncertu, czy jakakolwiek inna forma wypowiedzenia tych magicznych słów zyska sens.

Małżeństwo to droga. Droga do świętości. Warto więc rozpocząć ją sposób, by można było o tym opowiadać aniołom w niebie.

M.

Ona: Narzeczeństwo.