ŚLUB,  ZWIĄZEK

On: Po ślubie. #1 Msza święta.

Od naszego ślubu minął już ponad miesiąc. Mnóstwo się od tego czasu wydarzyło – właściwie każda sfera naszego życia uległa zmianie. Teraz jesteśmy już mężem i żoną, a nasza relacja wzniosła się na zupełnie nowy i wyższy poziom. Pragniemy podzielić się z Wami naszymi doświadczeniami. Może część z Was poczuje się zainspirowana, inni może przeczytają te słowa z ciekawości. Dla wszystkich jednak mamy jeden podstawowy komunikat: małżeństwo jest super! A z racji faktu, że miłość i szczęście są płodne, chcemy się nimi dzielić, byście i Wy, choćby przez ekran monitora czy smartfona, mogli mieć udział w naszej radości.

Nasze ślubne wspomnienia zaczniemy od samego początku – od źródła i szczytu życia każdego chrześcijanina, a więc od liturgii. W serii wcześniejszych wpisów chcieliśmy przybliżyć Wam jej przebieg. Były to jednak rozważania bardziej teoretyczne. Dziś podzielimy się stroną praktyczną.

Bardzo pragnęliśmy, aby nasza Msza ślubna odzwierciedlała to kim jesteśmy, a nade wszystko kim jest dla nas Bóg. Dlatego zdecydowaliśmy się na liturgię sprawowaną ad Orientem – ku Wschodowi. Katedra poznańska, bo to właśnie w niej braliśmy ślub, nadaje się do tego doskonale, gdyż jest orientowana, a więc główny ołtarz jest zwrócony właśnie w tę stronę świata, po której wstaje słońce. Aż do czasów reformy liturgicznej przeprowadzonej po Soborze Watykańskim II Eucharystia była sprawowana właśnie w taki sposób: kapłan zwrócony był ku Wschodowi, który symbolizuje Chrystusa Pana. To właśnie On był w centrum, On był Tym, ku któremu wszyscy byli zwróceni, aby podkreślić Kto jest w tym wszystkim najważniejszy. Po reformie i wejściu w życie nowego Mszału św. Pawła VI upowszechniła się liturgia sprawowana versus populum – w stronę ludu, a więc ta, w której możemy brać udział na co dzień w naszych parafiach.

Nie raz podkreślaliśmy to zarówno w naszych wpisach, jak i w grafikach publikowanych na fanpage’u facebookowym, iż staramy się jak najwyraźniej i jak najmocniej osadzić Chrystusa jako centrum i oś całego naszego życia. Niejedna analiza dotycząca kryzysu współczesnego świata upatrywała przyczyny takiego stanu rzeczy właśnie w odejściu od chrystocentryzmu i skupieniu się na człowieku i sprawach tego świata, co w głośnej wypowiedzi przypomniał niedawno papież-emeryt Benedykt XVI. My jednak nie chcemy poddawać się dyktatowi księcia tego świata. Pragniemy nieustannie zwracać się ku naszemu Wschodowi – ku Chrystusowi, który zajaśniał nam jak prawdziwe Słońce wschodzące z wysoka, odkupując nas na Golgocie. Mając całą tę wiedzę nie będzie chyba niespodzianką, jeśli powiem, że uczyniliśmy wszystko, co tylko mogliśmy, by i nasza Msza ślubna była chrystocentryczna. Dlatego poprosiliśmy naszego przyjaciela ojca dominikanina, aby Eucharystię sprawował właśnie w taki sposób. Było to wspaniałe przeżycie, gdy wszyscy zwróceni ku krzyżowi i ku wschodowi, mogliśmy oddawać cześć Bogu Najwyższemu.

Kolejnym elementem, który uczynił nasze ślubowanie niezwykłym był język. Łacina, bo o niej tu mowa, niesamowicie upiększyła ten czas, sprawiając nie tylko, że słowa wypowiadane w trakcie liturgii nabrały jeszcze bardziej podniosłego wyrazu. Przede wszystkim jednak staraliśmy się być wierni Świętej Matce Kościołowi i temu, czego Ona naucza. Konstytucja soborowa Sacrosanctum consilium jednoznacznie podkreśliła, iż łacina jest językiem własnym Kościoła. Sakralność została uwznioślona także chorałem gregoriańskim i uroczystą asystą. W ten sposób chcieliśmy pokazać nie tylko rodzinie i przybyłym gościom, ale przede wszystkim samemu Bogu, że to On jest dla nas najważniejszy i że to On jest i będzie na pierwszym miejscu w naszym, już od teraz wspólnym, życiu.

Sama przysięga, choć wypowiadana w języku polskim, była nie mniej uroczysta. To właśnie dzięki niej wylał się na nas ogrom łask wypływający ze zdroju sakramentu małżeństwa. Nowa rodzina, która wtedy powstała, zawiązana została na wzór Trójcy Świętej – połączeni wzajemną miłością nowożeńcy łączą się ze sobą tak ściśle, że stanowią jedno ciało. Nie ma na świecie doskonalszego obrazu Boskich Osób niż właśnie rodzina. Ten ideał przyświecał nam w narzeczeństwie, a w chwili wypowiadania tych brzemiennych w skutki słów, przekuty został w rzeczywistość. Od tamtej chwili staliśmy się jednym. I nie ma chyba nic piękniejszego, niż tworzyć communio personarum – komunię osób, Trójcę do Pary.

Momentem, który najbardziej zapadł mi w pamięć była procesja na wejście. Staliśmy razem, jeszcze jako narzeczeni, w drzwi katedry. Celebrans podał nam do ucałowania krzyż i zaprosił nas, byśmy ruszyli za nim ku ołtarzowi, zupełnie jak to jest napisane w psalmie 43. W tym momencie cały splendor tej majestatycznej świątyni, dźwięków pieśni Alle psallite tak pięknie śpiewanej przez chór i procesji podążającej za złotym krzyżem ogarnął mnie całego. Prawdziwie – Bóg daje się poznać i doświadczyć przez Piękno, o czym niestety w XXI wieku zdaje się, że kompletnie zapomnieliśmy.

Liturgię Słowa także staraliśmy się przygotować tak, by głównym motywem czytań był boży plan na małżeństwo – nie nasz, nie naszych rodzin, nie tego błądzącego świata, ale właśnie boży plan, a więc jedyny właściwy. Dlatego też z ambony wybrzmiał opis stworzenia człowieka z drugiego rozdziału Księgi Rodzaju, psalm 128, czytanie z piątego rozdziału pawłowego Listu do Efezjan i wreszcie Ewangelia o nierozerwalności małżeństwa według św. Mateusza. Pragnęliśmy dać w ten sposób wyraz, jak chcemy, by wyglądało nasze małżeństwo: by było nierozerwalne, płodne, pełne miłości i poddania bożej woli. Dzisiaj, kiedy zaczynamy żyć małżeńską codziennością, staramy się to wszystko wprowadzać w życie. Źródłem i początkiem tej wspólnej drogi była właśnie liturgia, dlatego nie mogła ona wyglądać inaczej.

Jeśli przygotowujecie się do zawarcia tego cudownego sakramentu, to gorąco do Was apelujemy: jeśli chcecie wytrwać razem aż do śmierci, to uczyńcie Boga fundamentem Waszej relacji. Niech będzie to widać nie tylko w codziennej modlitwie, ale i w tym jak zachowujecie się na co dzień: w Waszych słowach, czynach, priorytetach. Człowiek jest istotą dualistyczną: posiadamy zarówno ciało, jak i duszę. Nie jesteśmy aniołami, dla których sfera cielesna nie ma żadnego znaczenia. Wręcz przeciwnie – jesteśmy istotami, które łączą w sobie zarówno sprawy niebieskie, jak i ziemskie. Dlatego tak ważne są czyny, jakich dokonujemy, jaką postawę przybieramy, jak się ubieramy, co i jak mówimy. Im bardziej nasze serca wierzą w to, co wyznają nasze usta i czynią nasze ciała, tym bardziej stajemy się integralni i tym bardziej zaczynamy przypominać samego Boga. Stąd apelujemy: czytajcie Pismo, Katechizm i dokumenty Kościoła, zapoznawajcie się z całym bogactwem Magisterium i starajcie się coraz bardziej żyć tym, co mówi Chrystus przez Swoje Mistyczne Ciało za pomocą Urzędu Nauczycielskiego. Gwarantuję Wam, że nie będzie tam ani słowa o Alleluja ze Shreka, fajnej muzyczce i żartującym na kazaniu księdzu. Zastanówmy się wspólnie – małżeństwo nie jest dla nas samych. Małżeństwo to tylko (i aż!) środek, który ma nas wszystkich zaprowadzić do jednego celu – do Boga. Niech więc nasza wiara znajdzie wyraz także i w liturgii, na którą mamy choć raz przemożny wpływ. Dajmy świadectwo, że to Chrystus Pan jest na pierwszy miejscu, że to On jest Bogiem, że to On jest naszym Wschodem.

My już to uczyniliśmy i gwarantujemy Wam – nie żałujemy. Teraz kolej na Was.

M.

Ona: Po ślubie. #1 Msza święta.