ŚLUB,  ZWIĄZEK

On: Po ślubie. #2 Wesele.

Emocje minęły, zdjęcia i filmy są już na dysku, a rzeczywistość zaczęła coraz bardziej i ciaśniej nas otaczać. Nadszedł czas refleksji i wspomnień. Czy ten dzień, do którego tak długo się przygotowywaliśmy i którego tak bardzo pragnęliśmy, spełnił w końcu nasze oczekiwania?

Odpowiedź jest prosta i krótka: JESZCZE JAK! Mogę z całą stanowczością powiedzieć, że dzień naszego ślubu z M. był najpiękniejszym w całym moim życiu. Pan Bóg pobłogosławił nam i sprawił, że wszystko przebiegło wedle planu, który ułożyliśmy. A mając na myśli ,,ułożyliśmy’’, mówię nie tylko o M. i mojej nieskromnej osobie, ale o Nas – o Kochającym, Kochanej i Miłości samej. Właśnie dlatego sądzę, że wszystko potoczyło się tak doskonale – bo od samego początku zaprosiliśmy do organizacji tego dnia Boga. Najdrobniejsze kwestie były omodlone, przemyślane i zaplanowane właśnie w szerszym (bo i wiecznym) kontekście. Tym bardziej Panu należą się dzięki, że pozwolił nam na radość tego dnia.

O Mszy Św. pisaliśmy już ostatnio. Tym razem garstka refleksji weselnych. Czy opłacało się wydawać taką furę pieniędzy i angażować tyle czasu, środków i ludzi, by uświetnić ten dzień? Zdecydowanie! Niezbędne jest jednak przyjęcie odpowiedniej perspektywy. Jeśli ograniczylibyśmy się tylko do wyprawienia hucznego przyjęcia dla kilkudziesięciu osób, pewnie byłaby to kolejna nienajgorsza impreza w naszym życiu. Tak jednak nie było. Szampańska zabawa do białego rana stanowiła wszak nie cel (jak wydaje się, że wiele par do tego podchodzi), a jedynie środek do wyrażenia tego, jak bardzo cieszymy się z zawarcia sakramentu małżeństwa. Wszak jeśli dzieje się coś wielkiego, np. otwierana jest nowa autostrada, to zjeżdża się cała wierchuszka z okolicy i przy dźwięku strzelających korków od szampana przecięta zostaje biało-czerwona wstęga. Czy to coś złego? Wręcz przeciwnie – tysiące ludzi będzie mogło szybciej dostać się do celu swojej podróży, dzięki przepływowi ludzi, kapitału i usług powstaną nowe miejsca pracy, a ludziom będzie się żyło dostatniej (podobno chińskie przysłowie mówi, że jeśli chcesz być bogaty, to buduj drogi). Człowiek potrzebuje uświetniać ważne wydarzenia – nie tylko, aby podnieść dzięki temu ich znaczenie, lepiej je zapamiętać, ale także aby stworzyć okazję do podzielenia się z innymi swymi przeżyciami i osiągnięciami.

Podobnie rzecz ma się z małżeństwem, choć na nieporównywalnie większą skalę. Cóż po nowej nawierzchni, jeśli dwoje młodych ludzi staje przed sobą i ślubuje dozgonną miłość, zobowiązując się do współpracy z Bogiem w akcie stwarzania nowego życia? Czy jest coś bardziej wzniosłego i zasługującego na uczczenie z pompą? Właśnie po to jest wesele – by rozszerzyć i objąć czas, przestrzeń i ludzi radością nowożeńców. Biała suknia, szyty na miarę garnitur, zabytkowe auto, wodzirej sypiący żartami z rękawa, czy kaczka z jabłkami – to wszystko miało dać nam jeszcze więcej radości i podkreślić, że dzieje się coś naprawdę wielkiego. W końcu ,,tajemnica to wielka’’.

W okresie przygotowań do Naszego Wspaniałego Dnia zastanawiałem się nie raz czy podołamy temu finansowemu i logistycznemu wyzwaniu. Zachodziłem w głowę: po co nam to wszystko? Nie ukrywam, na większość ze ślubno-weselnych atrakcji przyzwalałem z dużą dozą sceptycyzmu, tylko po to, aby M. była szczęśliwa tego dnia. Teraz, po przeszło kwartale od tych wydarzeń mogę z całą stanowczością powiedzieć, że nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na to przedsięwzięcie. Wszystko było dopracowane do najdrobniejszego szczegółu (dzięki skrupulatności mojej małżonki), a o takiej dozie radości, ile dały mi zabawy, tańce i zadowolone twarze gości pałaszujących pasztety, mogłem wcześniej tylko pomarzyć.

W rozmowie z bliskimi jeszcze na gorąco po ślubie i weselu, przewijały się dwa naczelne tematy: z jednej strony goście byli zachwyceni liturgią, która dotknęła i przeniknęła ich serca, pozwalając na zagłębienie się w Tajemnicę Eucharystii i Małżeństwa; z drugiej wychwalali pod niebiosa wodzireja, który ,,zrobił ten wieczór’’. Jeśli ktoś był na Lednicy i miał okazję tańczyć, śpiewać i bawić się z Kazkiem, doskonale wiedział czego można się było spodziewać. Dla tych, którzy pierwszy raz zetknęli się z tak przemiłą i zabawną personą, był to prawdziwy szok. Potwierdziła się kolejny raz teza, że można się bawić (także w trakcie oczepin!) bez wulgarnych gier, latających balonów w kształcie przyrodzeń i bynajmniej niedwuznacznych aluzji do genitaliów państwa młodych. Kultura i szyk, a jednocześnie radość tryskająca z oczu każdego z gości – to wystarczyło, aby rozkręcić imprezę aż do porannej jutrzenki. Niezmiernie ucieszył nas też fakt, że pomimo wystawienia znacznych ilości alkoholu na stoły, wszyscy zachowali fason i obyło się bez zwracania treści żołądkowych (kto by zresztą chciał się pozbywać z brzucha płonącego świniaka?!).

Czy warto wydać tyle pieniędzy na jeden wieczór? Zdecydowanie! Teraz, gdy wieczorami zasiadamy do ślubnych zdjęć, widzimy piękno tego dnia w najdrobniejszych detalach. Co się w nich przewija, to przede wszystkim radość i szczęście z naszej miłości. Czy można było skromniej i taniej? Pewnie, że tak. Nikomu nie każemy zaciągać specjalnie kredytów i wchodzić w małżeństwo z długami tylko po to, by zadowolić ciotkę i panią Halinkę z trzeciego piętra. Jeśli jednak zachowa się właściwą perspektywę (wesele jako jedynie dodatek do ślubu, którego równie dobrze mogłoby nie być), to paradoksalnie człowiekowi aż się chce jeszcze bardziej uwznioślić ten cudowny czas. Dobrze też zabrać się do całej organizacyjnej roboty wystarczająco wcześnie i pooszczędzać (tak, jesteśmy z Poznania). Dzięki takiemu zabiegowi nie musieliśmy nadto stresować się ,,czy nam na to wszystko starczy’’, ani dzwonić do Providenta, czy innego Bociana. Wspólne odkładanie na tak zacny cel jest też szkołą przygotowującą do małżeńskiego wspólnego budżetu, co stanowi tylko dodatkowy profit – szczerze polecamy!

Warto było dobrze się bawić! ,,Jedzcież, przyjaciele, pijcie, upajajcie się, najdrożsi!’’. Tego życzyliśmy naszym gościom weselnym. Sądzę, że życzenie jak najbardziej się spełniło. Przede wszystkim jednak, mogliśmy dzielić się naszą radością z naszymi najbliższymi. Taki jest bowiem paradoks miłości: im bardziej się ją dzieli, ona tym więcej się pomnaża.

M.

Ona: Po ślubie. #2 Wesele.