WIARA

On: Post – to nie dla mnie.

W minioną środę rozpoczął się Wielki Post. Posypaliśmy głowy popiołem, skruszeni uderzaliśmy się w piersi mówiąc ,,mea culpa’’, zaczęliśmy też wdrażanie pokutnych postanowień. Wszystko to ,,godne i sprawiedliwe’’, zwłaszcza w XXI wieku na Zachodzie, gdzie post, modlitwa i jałmużna stają się egzotycznymi praktykami, a powstrzymywanie się od pokarmów częściej kojarzy się z mahometańskim ramadanem, niż z chrześcijańską ascezą. Ale czy w katolickiej Polsce piątkowe niejedzenie mięsa nie stało się aby bardziej tradycją, niż religijnym działaniem? Dlaczego? I o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi?

Śmiem postawić tezę, że dla wielu niedzielnych katolików Wielki Post nie jest wcale taki wielki, gdyż jest jedynym postem w roku. Po co nazywać go wielkim, skoro od mięsa powstrzymuję się tylko w Popielec i Wielki Piątek (jeśli w ogóle ma to miejsce)? Tu ukazuje się w pełnej krasie postępująca protestantyzacja Kościoła – skoro Bóg mnie i tak kocha, to po co w ogóle podejmować jakiekolwiek dzieła pokutne? Przecież i tak Jego miłosierdzie nie zna granic, to po kiego grzyba mam się wyrzekać tej pysznej szyneczki i golonki w piątkowe popołudnie? Po co powstrzymywanie się od hucznych zabaw i pląsów, skoro Dawid tańczył przed Arką i radował się z obecności Jahwe?

Przeczytaj także: Jakże to niepojęte i jakże wzniosłe, że Bóg pragnie tak dać siebie poznać.

Zostaliśmy usprawiedliwieni przez łaskę. Kompletnie na to nie zasłużyliśmy. Ten niewysłowiony dar otrzymaliśmy zupełnie za darmo. To wszystko prawda. Jednak w myśleniu jak wyżej wkrada się jeden bardzo ważny niuans, a jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach. Otóż nie zostaliśmy usprawiedliwieni TYLKO przez łaskę. Musimy z nią współpracować, by dostać się do nieba. Nie każdy bowiem, kto mówi Chrystusowi ,,Panie, Panie’’ wejdzie do Królestwa Niebieskiego. Nie wystarczy powiedzieć ,,o, Jezus umarł za mnie na krzyżu, zostałem zbawiony, On mnie tak bardzo kocha’’, a potem żyć jakby nigdy nic. Do tego trzeba wziąć pod uwagę grzech pierworodny i jego konsekwencje. Przez niego to właśnie mamy skłonność do zła, przeciwstawiania się Bogu i budowania świata wedle własnego widzimisię. Wszystko to bierze się z pychy, czyli niewłaściwego mniemania o samym sobie. Post jest między innymi po to, abyśmy zdjęli z oczu okulary zakłamujące rzeczywistość i spojrzeli na siebie w prawdzie – jesteśmy bowiem grzeszni, czynimy wiele zła, świadomie występują przeciwko Bożemu Prawu miłości. A co dopiero, gdy zastanowimy się ileż to niegodziwości popełniamy nieświadomie? A przecież za każdą najkrótszą myśl, każde najdrobniejsze słowo, każdy najmniejszy uczynek i każde z pozoru najśmieszniejsze zaniedbanie odpowiemy kiedyś przed Panem Panów i Królem Królów. On nas kocha i za dobre wynagrodzi, ale jakże często zapominamy, że z kolei za złe ukarze. Dlatego to anioł, który ukazał się pastuszkom w Fatimie grzmiał: POKUTA! POKUTA! POKUTA! Minęło już przeszło sto lat od kiedy padły te słowa? Cóż z nimi uczyniliśmy?

Post to także czas, w którym mamy doskonalić się w cnotach: męstwie, mądrości, wstrzemięźliwości i umiarkowaniu, a nade wszystko w wierze nadziei i miłości. Tu na myśl przychodzi przypowieść o talentach. Przecież będziemy rozliczeni z zadanych nam dóbr i umiejętności, tego wszystkiego, czym Dobry Bóg nas obdarzył. Nade wszystko będziemy przecież sądzeni z miłości – do Boga i do naszych bliźnich. Wydaje mi się, że bardzo często w dzisiejszych czasach zapominamy o Panu, zbytnio skupiając się na człowieku i wszechobecnym w Kościele humanizmie, pomijając jednocześnie to, iż w Ewangelii według Świętego Mateusza Pan Jezus przytacza dwa najważniejsze przykazania: ,,Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego’’. Jedni faryzejsko skupiają się na samym Bogu, nie dostrzegając człowieka obok. Drudzy pod płaszczykiem dobroczynności i dobroludzizmu są ślepi na Stwórcę, lekceważąc sobie cześć należną Wszechmocnemu. Cytując znanego mema: ,,Why don’t we have both?’’.

Niech Wielki Post będzie dla nas odkryciem tego złotego środka, którego poszukiwali już starożytni. Summa summarum, wszystko co czynimy na tym świecie przeminie – zbudowane domy runą, zarobione pieniądze rozpłyną się w kolejnej bańce spekulacyjnej, nawet ciała naszych najbliższych zamienią się proch i pył, wcześniej stając się pokarmem dla robactwa. Wszystko to marność. Jedynie miłość zabierzemy ze sobą na drugą stronę i tylko ona może wybawić nas od wiecznego potępienia. Potrzeba nam przede wszystkim miłości. W tym kontekście rzeczywiście: post nie jest dla mnie. Jest przede wszystkim dla Boga. Bo bez Chrystusa te czterdzieści dni nie będzie miało żadnego sensu: modlitwa będzie medytacją, jałmużna dobroczynnością, a post dietą. Jeśli skupimy się na sobie, z pewnością obudzimy się w poniedziałek wielkanocny i w ogólnonarodowym chórze zapiejemy ,,Święta, święta i po świętach’’.

Po co w końcu jest Wielki Post? To przede wszystkim czas przygotowania. Nie ma bowiem fioletowego ornatu, daniny diecezjalnej, popiołu na głowie i drogi krzyżowej bez Męki, Śmierci i Zmartwychwstania. Te wszystkie pokutne praktyki mają nas przybliżyć do Misterium, które zdarzyło się dwa tysiące lat temu w Jerozolimie, a w którym uczestniczyć możemy na każdej Mszy Świętej. Jest to bowiem tajemnica Miłości, dzięki której Bóg zesłał na świat swojego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne. Po co bowiem miałoby być to wszystko, po co całe chrześcijaństwo, jeśli nie byłby Wieczernika, Golgoty i pustego grobu? To jest właściwa perspektywa Wielkiego Postu. To jest właściwa perspektywa całego naszego życia – miłość, która przezwycięża nawet samą śmierć.

Przeczytaj także: Czym jest miłość?

M.

Ona: Post – to nie dla mnie.