ZWIĄZEK

On: Pro life.

Już prawie dwa tygodnie temu przez Polskę przeszły w dużych i mniejszych miastach Marsze dla Życia i Rodziny. Bardzo szczytna to inicjatywa, którą cały sercem trzeba wspierać, zwłaszcza w dobie rzekomo ,,apolitycznych” i ,,neutrealnych” czarcich (dla niepoznaki nazywanych czarnymi) marszy, które nawiedziły nasz kraj.

Piękny to był widok – patrzeć na uśmiechnięte rodziny, mamy z dzidziami pod sercem, które wyglądały tak, jakby zaraz miały już wyjść na świat, tatusiów z synkami noszonymi na barana i radośnie paradujących młodych ludzi płci obojga, którzy nie wstydzili się tego, że potrafią przyjąć boży dar, jakim jest życie. To przemiłe wydarzenie niech będzie dla nas przyczyną do pochylenia się nad tym prezentem, jaki dostajemy zupełnie za darmo, ale w szerszym kontekście, niż to zazwyczaj jest przywoływane w mediach głównego ścieku.

Zdać sobie trzeba sprawę z faktu wydawałoby się oczywistego, jednak od blisko stu lat wymagającego coraz to głębszych wyjaśnień. Człowiek nie rodzi się sam z siebie i powstaje nie z własnej woli, a zostaje stworzony – na obraz i podobieństwo Stwórcy. To prowadzi nas do logicznego wniosku, że życie jest nam dane, a nie ,,zrobione” przez nas. Pomyślenie w taki sposób zmienia perspektywę, bo ukierunkowuje nasze spojrzenie nie na nas samych, ale Obdarowującego. Miarą zaszczytu i honoru jest nie to co się otrzymuje, ale od kogo. Jeśli dostalibyśmy ikeowski ołówek od królowej brytyjskiej, pewnie nie wyrzucilibyśmy go do końca życia – tak bardzo zapadłby nam w pamięć gest szacownej monarchini. Nie sama sklejka i grafitowy rdzeń cieszyłyby nasze serce, ale właśnie wola obdarowującej, która raczyła spojrzeć na nas przychylnym okiem, co sprawiło, że taki nędzny z pozoru podarunek stał się wspaniałą pamiątką.

Jak wielki jest więc dar, który otrzymujemy od samego Boga? Powiedzenie o nim ,,niewyobrażalny, niesamowity, cudowny” to z pewnością za mało. Jeśli tak szacowny prezent ofiarowuje nam sam Ten, Który Jest – źródło, początek i cel wszelkiego istnienia, to automatycznie powinna pojawić się w naszej głowie kwestia godnego przyjęcia tegoż niezwykłego podarunku. Czy piękny pierścień wysadzany diamentami wypada wkładać na spracowane i ubrudzone dłonie? Najpierw należy starannie je umyć, wyciągnąć spod paznokci znajdująca się tam ziemię, wyszorować palce umazane w smarze i spłukać obmywającą je wodą, by były gotowe gościć na sobie tak olśniewającą biżuterię. Analogia przywołana tutaj ma nas nakierować ku myśli, że życie to nie tylko coś danego, ale i zadanego. Nasze istnienie na tym świecie jest przecudnym darem – bez niego w ogóle nie moglibyśmy pomyśleć o czymkolwiek (nawet o tym, by je zanegować). Od nas zależy więc jak je przyjmiemy i do jakich celów wykorzystamy.

Pan zaprasza mężczyznę i kobietę do współudziału w dziele stworzenia. Tym właśnie jest współżycie – wykorzystaniem obdarowania nas nie tylko życiem, ale i zdolnością do jego przekazywania. To boża wola ukształtowała nas w taki, a nie inny sposób: komplementarny, uzupełniający się i płodny. Od narodzin jesteśmy powoli przygotowywani do tego niesłychanego misterium – Bóg dał człowiekowi możliwość i zaprasza go, by dzielić się radością powoływania nowego życia. To właśnie jest boży plan przeznaczony dla rodzaju ludzkiego, byśmy byli płodni, rozmnażali się i czynili sobie ziemię poddaną. 

Jeśli taki projekt możemy nazwać koncepcją, to antonimem tegoż słowa jest antykoncepcja. Ta gra słów nie jest bynajmniej przypadkowa – wszelkie działania mające na celu świadome niedoprowadzenie do spełnienia się wskazanego wyżej boskiego konceptu staje się działaniem antykoncepcyjnym. Poczęcie i pomysł – zbiegające się dwa znaczenia w tym jednym wyrazie to po raz kolejny wspaniałe wskazanie, że życie to danie nam czegoś, ale i zadanie nam czegoś. Czego?

Przede wszystkim odpowiedzialnego i świadomego życia. Co należy przez to rozumieć? Z pewnością zdawanie sobie sprawy z konsekwencji własnych czynów i przyjmowania ich takimi, jakie one są – nie tworzenie własnych, urojonych i z gruntu fałszywych wizji świata, a racjonalna analiza tego co się robi i jakie ma to skutki. Płynie stąd jeszcze jeden wniosek – zaspokajanie swoich żądz i chuci kiedy się chce, gdzie się chce i z kim się chce dla myślącego człowieka jest jawnym zaprzeczeniem ,,odpowiedzialnego i świadomego życia”. Pragnienia i instynkty przytępiają i pożerają właśnie tę sferę, która wyróżnia nas od zwierząt – rozumu i kontroli nad własnymi popędami.

Problem z aborcją, tak a propos tego potocznego znaczenia bycia pro life, jest więc znacznie głębszy niż tylko obalanie absurdalnego stwierdzenia ,,moje ciało, moja sprawa”. Mamy tu do czynienia z ciągiem logicznym, gdzie każdy element wpływa na kolejny:

1. niepohamowanie własnego ciała

2. chęć zaspokajania swych popędów nawet za cenę zaprzeczenia istoty samego współżycia

3. odizolowanie się od konsekwencji swych czynów (tu pojawia się antykoncepcja)

4. gdy jednak wcześniejsze środki zawodzą, a żądza, jak to wynika z jej natury, nie zostaje zaspokojona – walka także i z tymi skutkami (nowym życiem), czego konsekwencją jest właśnie aborcja.

Widzimy więc, że walka z mordowaniem nienarodzonych dzieci jest zakorzeniona znacznie głębiej, niż na pozór mogłoby się wydawać. By skutecznie pokonać ten czarci antykoncept musimy nie tylko walczyć ze skutkami, ale i z przyczyną. Tak długo, jak dusze ludzkie będzie trawiła nieskrępowana chuć i mentalność antykoncepcyjna, potępiona już pół wieku temu przez Pawła VI w encyklice Humanae Vitae, tak będziemy nieustannie budować nad naszymi głowami gmach cywilizacji śmierci. Nasz święty papież nawoływał jednak do czegoś zupełnie innego. Ratunkiem dla świata, Europy, Polski i naszych dusz jest budowa cywilizacji życia. A stanie się to dopiero wtedy, gdy zaakceptujemy ten boży pomysł, boży koncept na nasze istnienie i prawdziwie otworzymy się na największy dar, jaki kiedykolwiek moglibyśmy dostać – życie.

M.

Ona: Pro life.