ZWIĄZEK

On: Przebaczenie.

Wyobraźmy sobie świat, w którym wszyscy są idealni. Zgoda panuje pod słońcem, niesnaski znikają, zwady pryskają a scysje nigdy nie miały miejsca. Ta idylla wydaje się perfekcyjna i sądzę, że wszyscy do niej dążymy. I słusznie, bo tak będzie w niebie. Póki co jednak jesteśmy tu, na ziemi, gdzie musimy radzić sobie z problemami, kłótniami, gniewem, nienawiścią, zazdrością i całą furą paskudnych rzeczy. Możemy się wściekać, że życie jest niesprawiedliwe, że tyle tragedii i zranień sprawia, że nie da się żyć. Innego świata jednak nie mamy, zaś kluczem jest właściwe podejście do drugiego człowieka i chęć w miarę zgodnej współegzystencji. Najważniejszym zaś jej elementem jest przebaczenie.

Szczere przebaczenie łączy się ściśle z miłosierdziem. Gdy wybaczamy komuś licząc na jakiś profit, szukając w tym interesu bądź dla świętego spokoju (najczęściej i najnabożniej czczony święty tego świata) z pewnością też wnosi się dobro pod słońce, lecz czujemy, że nasze sumienie podpowiada nam, że to nie o to w tym wszystkim chodzi. Jeśli chcemy komuś prawdziwie wybaczyć, to trzeba spojrzeć na niego z miłosierną miłością. Gdybyśmy wzięli prosty rachunek zysków i strat, zastanowili się ,,co nam to właściwie da”, gdy się wybaczy – z pewnością dojdziemy do jasnej konkluzji, że to po prostu nie ma sensu. Drugi człowiek nas ranił, rani i będzie ranił, co więcej – z czasem, gdy pozna nas dogłębnie, ujrzy wszystkie nasze słabości i czułe punkty – da nam popalić jeszcze bardziej. Po co więc po szczerych przeprosinach powiedzieć: wybaczam Ci?

Przeczytaj także: Każdy ma wady. Wady są złe. Wady denerwują. Wady wkurzają. Wady bolą.

Tutaj właśnie pojawia się temat miłosierdzia. Czegoś, na co drugi człowiek nie zasługuje, a mimo to go nim obdarzamy. Z miłości. Nie dlatego, że jest taki, czy owaki. Nie dlatego, że może nam coś dać, albo i nie. Nie dlatego, że na to zasługuje. Tylko dlatego, że tę drugą osobę kochamy.

Miłość musi być bezwarunkowa, gdy stawiamy warunki i zamykamy drugą osobę w klatce naszych wizji, pragnień i niezaspokojonych ambicji – nie mamy czasu kochać.

Im prędzej wyrzucimy z głowy przykre słowa, gesty, czy zaniedbania, które padły podczas kłótni, tym szybciej będziemy zdolni, by spojrzeć drugiemu w oczy. Gdy zobaczymy w nich samych siebie, nie ze względu na nasz egoizm, lecz odwzajemnioną czułość, zostajemy uskrzydleni do dalszych aktów codziennej miłości, której praktyka może podbudować nadkruszone fundamenty i dać zastrzyk nowych sił do odbudowywania wzajemnej więzi.

Skąd jednak czerpać siły do tak heroicznego aktu? Czy człowiek jest w stanie sam z siebie osiągnąć szczyt oddania i poświęcenia? Zawsze znajdą się granice, choćby ze względu na naszą ułomną, spaczoną adamowym grzechem naturę. Ideałem, wzorem i rezerwuarem, z którego możemy czerpać ożywcze wody jest krzyż. Tylko Chrystus, będąc jednocześnie Bogiem i jednocześnie człowiekiem może wskazać nam drogę. Ludzie, odrzuciwszy wszystkie boskie dary, zwracając się do fałszywego bożka swego wzniesionego do himalajskich poziomów ego, sprzeniewierzyli się zawartemu Przymierzu.

W takich warunkach Bóg wcale nie musiał dotrzymywać swojej części umowy. Mógł spuścić ogień na Jerozolimę, jak wcześniej siarka spowiła Sodomę wraz z Gomorą (czy zdajecie sobie sprawę jak nisko upadła ludzkość, jeśli bożych aniołów sodomici chcieli ekhem-ekhem: wykorzystać?). Mógł zesłać zasłużoną dla nas karę. A jednak Pan okazał się sprawiedliwy, czyli wierny danemu słowu – zesłał nam więc Swego Syna, który wybawił nas od należnej nam zapłaty, którą jest śmierć, samemu się na nią wydając. A zrobił to nie ze względu na nasze zasługi, lecz z czystej, bezinteresownej, a przede wszystkim miłosiernej miłości.

Jeśli chcemy prawdziwie przebaczać i rzeczywiście traktować się jak osoby – nie jak przedmioty, ale jak podmioty, to musimy zanurzyć się w zdrojach krwi wypływających z przebitego boku Ukrzyżowanego. Tylko tam znajdziemy odkupienie, odpuszczenie grzechów.

M.

Ona: Przebaczenie.