ŚLUB,  WIARA,  ZWIĄZEK

On: Przewodnik po Mszy ślubnej. #6 Liturgia Eucharystyczna.

Sakrament małżeństwa już zawarty, obrączki nałożone na palce. Można by pomyśleć – wszystko już za nami. Można się rozejść. Nic bardziej mylnego!

Jeśli bowiem rzeczywiście podchodzimy do małżeństwa po katolicku i traktujemy je jako sakrament, a więc widoczny znak niewidzialnej bożej łaski, to nie możemy przymknąć oczu na to co właśnie się stało i o co w tym wszystkim chodzi. W końcu małżonkowie wcale nie są najważniejsi w małżeństwie. Numerem jeden jest Pan Bóg – to właśnie ze względu na Niego dwoje zakochanych przychodzi do kościoła i przysięga przed ołtarzem miłość, wierność i uczciwość. A skoro tak rzeczywiście jest, to kluczowy moment dopiero nastąpi – to sam Bóg zstępuje z nieba i skryty pod postaciami chleba i wina daje się przyjąć do czystego serca. Oto liturgia eucharystyczna.

Przeczytaj także: W XXI wieku pisać o Bogu?

Po Soborze Watykańskim II nastąpiła reforma liturgiczna. Wiele rzeczy się pozmieniało: sporo na lepsze, ale także dużo na gorsze. Spośród liturgii poszczególnych sakramentów najbardziej ucierpiał chrzest – zupełnie odarty ze swego wyjątkowego i mistycznego charakteru. Samo małżeństwo pozostało praktycznie niezmienione – drobne kosmetyczne poprawki były raczej retuszem, niż rewolucją. Z pewnością widoczną różnicą było włączenie liturgii sakramentu małżeństwa w strukturę samej Eucharystii. Cytując chwytliwe hasło, była to ,,dobra zmiana’’. W ten sposób Święta Matka Kościół chciała podkreślić, że prawdziwy sens małżeństwa leży nie tylko w prokreacji i krzewieniu rodzaju ludzkiego, ale i w ,,bezinteresownym darze z siebie’’. A czy jest lepszy przykład takiej postawy, jak wiszący na krzyżu Chrystus, który ofiarował się za nas, by odkupić nasze grzechy?

Jak podaje Konstytucja Gaudium et spes: ,,Prawdziwa miłość małżeńska włącza się w miłość Bożą’’. Dokładnie to dzieje się w trakcie Mszy ślubnej: nowożeńcy, którzy dopiero co sobie ślubowali, teraz przystępują do ołtarza, by posilić się pokarmem duchowym – Bogiem samym. Aby to mogło się stać, wpierw kapłan musi wypowiedzieć słowa konsekracji, in persona Christi, reprezentując samego Mesjasza, który oddał życie na Golgocie. Ofiara będąca uobecnieniem tamtych wydarzeń, pozwala wszystkim zebranym, a małżonkom w szczególności, patrzeć ,,na tego, którego przebodli’’. Ten widzialny znak nieskończonej bożej miłości jest prawdziwą lekcją dla wszystkich, którzy oczyma wiary potrafią dostrzec Stwórcę w kawałku chleba.

Jak pisze św. Paweł w Liście do Efezjan: ,,Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie’’. I w innym miejscu: ,,Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny’’. Skoro więc mamy być miłosierni jak Bóg, a On Sam wydał się za nas, to i my winniśmy czynić podobnie. Stąd ofiara ołtarza, która kieruje nas ku Kalwarii i drzewu krzyża, na którym Zbawiciel oddał życie, byśmy ,,mieli życie i mieli je w obfitości’’. Jezus umierający i zmartwychwstały jest więc najlepszym przykładem dawania ,,bezinteresownego daru z siebie’’.

Sobór Watykański II nazywa liturgię ,,źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego’’. To właśnie w Eucharystii winniśmy szukać sił i pomocy w codziennych trudnościach. Małżeńska proza obfituje w wyzwania: nieprzespane noce, pełne pieluchy, rozbijane talerze, ciche dni, czy nawet zdrady i zranienia sięgające samego serca. Niełatwo jest iść razem przez życie – bez względu na to jakie ma się powołanie. Człowiek pozostawiony sam ze sobą staje się zagubiony, błąka się poszukując sensu i celu, otoczony złem, cierpieniem i znojem. Bez Boga codzienność jest rzeczywiście ,,łez padołem’’. Dopiero zatapiając i obmywając swoje serce w Krwi wypływającej z przebitego boku, jesteśmy w stanie odnaleźć to miejsce, na którym powinniśmy być – jak Maryja i Jan – u stóp krzyża.

Właśnie to ma miejsce w trakcie Eucharystii. Ciało Chrystusa jest nam podawane przez konsekrowane ręce kapłana. Przyjmując Boga samego, małżonkowie wespół z Jezusem wypowiadają w duchu słowa ,,Ojcze, w Twe ręce powierzam ducha mego’’. Przyjmując Komunię Świętą, jednoczymy się ze Stwórcą: łacińskie communio oznacza właśnie zjednoczenie. ,,Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus’’. Ale to jeszcze nie koniec! Skoro Panna Młoda przyjmując Jezusa do swego serca, jednoczy się z Nim, a Pan Młody czyni to samo, to nie tylko następuje komunia pomiędzy Bogiem a człowiekiem, ale także pomiędzy samymi komunikującymi – i to tak ścisła, że dwie dusze spajają się w mistycznej miłości Jezusa i Jego Oblubienicy – Kościoła. Jest to więc antycypacja tego, co dokona się w małżeńskim łożu – zespolenie dusz winno poprzedzać zjednoczenie ciał. „Twoje nagie ciało powinno należeć tylko do tego, kto pokocha twoją nagą duszę”.

Będąc w biurze parafialnym i załatwiając organizacyjne sprawy związane ze ślubem, ksiądz przytoczył nam następującą historię. Narzeczeni są dwoma odrębnymi bytami. Pozostają w jakiejś odległości od siebie – większej bądź mniejszej, ale zawsze są odrębni względem siebie. Nie są w stanie poruszać się na boki, mogą jedynie iść do przodu, albo do tyłu. Tak się składa, że ich drogi nie są idealnie równoległe. Przed sobą mają Boga: idąc naprzód, zbliżają się do Niego, ale i jednocześnie dystans pomiędzy nimi także maleje. I przeciwnie: gdy grzeszą i cofają się – oddalają się także od siebie nawzajem. Celem małżeństwa jest takie dążenie do Pana, by po śmieci znaleźć się razem z nim w niebie, a jednocześnie w communio sanctorum spotkać swoją żonę czy męża.

Przeczytaj także: Być z Tobą już tu na ziemi, a tym bardziej w wieczności.

Eucharystia jest przedsionkiem nieba. Nie tylko sam Bóg przychodzi w Najświętszym Sakramencie, ale uczestnicząc w Bezkrwawej Ofierze, duchowo otaczają nas aniołowie i wszyscy święci. To właśnie Msza Święta jest najlepszą drogą do szczęścia i pełni naszego człowieczeństwa. Zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo boże. Im bardziej jesteśmy z Nim i im częściej z Nim przebywamy, to zgodnie z zasadą ,,z kim przestajesz, taki się stajesz’’, zostajemy napełniani łaską i coraz bardziej upodabniamy się do Przedwiecznego Słowa. Dlatego potraktujmy poważnie to, co dzieje się w kościele, w którym sobie nawzajem ślubujemy: to sam Bóg przychodzi. Przygotujmy więc nasze serca, oczyśćmy je z wszelkiego grzechu w sakramencie pokuty, przystąpmy do ołtarza bożego, upadnijmy na kolana i z wiarą przyjmijmy do swych serc Króla Królów. Bo przecież jak mówi sam Jezus: ,,Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki’’. A w końcu niczego tak bardzo nie pragniemy, jak żyć wiecznie. Ważne, żebyśmy w tym pragnieniu byli razem. Najlepiej w małżeństwie.

M.

Ona: Przewodnik po Mszy ślubnej: #6 Liturgia Eucharystyczna.