On: Śmierć.

Niedawno Święta Matka Kościół zapraszała nas do świętowania Uroczystości Wszystkich Świętych i wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych. Wraz z jesienną aurą, szarym niebem i spadającymi na ścieżki kolorowymi liśćmi daje to melancholijną mieszankę, w której myśli o przemijaniu nachodzą nas same. W tym duchu pragniemy pochylić się w nowym czteroodcinkowym cyklu eschatologicznym nad rzeczami ostatecznymi: Śmiercią, Sądem, Niebem i Piekłem. Na pierwszy ogień idzie ostatni z jeźdźców apokalipsy.

Współczesny świat nie znosi rozmyślań o śmierci. Z jednej strony w napędzanym konsumpcją XXI wieku temat ten jest przemilczany i zupełnie nieobecny. Perspektywa zakończenia ziemskiej pielgrzymki musi być wysoce niewygodna dla ludzi, których postrzeganie rzeczywistości ogranicza się do marksistowskiego materializmu, a nie ukrywajmy – to właśnie ten nurt nadaje ton współczesnej kulturze, mediom i polityce. Odwrócenie wzroku od kresu stoi w opozycji do jednoczesnej banalizacji tegoż samego zjawiska w filmach, grach czy literaturze. Superbohaterowie kładą pokotem hordy złoczyńców, równają z ziemią całe miasta, niszczą armie i całe planety. A co na to widz? A widz nic. Opychamy się dalej popcornem, siorbiąc coca-colę przez słomkę, chłonąc masowe mordy niczym pogaduchy z sąsiadką. Jedno i drugie podejście nie ma za dużo wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, jest za to brzemienne w skutki, gdyż odciąga nas od tego, co jest naprawdę ważne.

To już jest koniec. Możemy iść.

Nawet najbardziej prymitywne plemiona Amazonii i Afryki przejawiają wiarę w nieśmiertelność duszy. Wierzenia starożytnych Egipcjan czy Rzymian idą także tymi śladami. Nawet tak egzotyczne kultury jak japońska czy mezoamerykańska podpisałyby się pod zdaniem wypowiadanym przez kapłana w prefacji o zmarłych: ,,Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy’’. Jeśli tylko założymy, że śmierć do nie kres ludzkiego żywota, a jedynie przejście do nowego świata, otwierają się przed nami niesamowite perspektywy. Z pewnością niektórzy powiedzą, że to swego rodzaju psychologiczna ucieczka przerażonego umysłu, który musi sobie jakoś poradzić z przerażająca wizją ostatecznego końca. Wiara w życie pozagrobowe jest jednak nie ucieczką przed nieuniknionym, a wyrytą przez Boga w ludzkim sercu świadomością, że to, co teraz widzimy, to nie wszystko. Skoro Bóg istnieje, o czym Sam nas zapewnia, a do tego jest Miłością, to dosyć oczywistą staje się chęć bycia razem i wspólnego przebywania. Stwórca z pewnością nie jest materialny, nie możemy Go dotknąć ani zobaczyć, gdyż jak wskazuje nam Pan Jezus w Ewangelii według św. Jana: ,,Bóg jest duchem’’. We wszechogarniający Logos wierzyli nawet racjonalni Grecy czasów antycznych. Był On jednak dla nich niedostępny.

Przeczytaj także: Jakże to niepojęte i jakże wzniosłe, że Bóg pragnie tak dać siebie poznać.

,,Lecz od początku tak nie było.’’

Taki stan nie był jednak przez Wszechmocnego zamierzony. W Księdze Rodzaju czytamy: ,,Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.’’ Pan Panów i Król Królów był więc na wyciągnięcie ręki, przebywał wraz z ludźmi, którzy mogli cieszyć się Jego nieustającą obecnością. Dopiero upadek pierwszych rodziców sprawił, że zostaliśmy wygnani z Raju, a bramy nieba, czyli przebywania ze Jahwe, zostały zamknięte. Trzeba było krwawej ofiary Golgoty, byśmy na nowo zostali dopuszczeni przed oblicze Ojca.

Co potem?

Przemożne wstawiennictwo świętych, jak i wizje piekła, jakich doświadczają boży wybrańcy pokazują nam, że po drugiej stronie czai się życie. I to życie wieczne, gdyż skoro dusza opuszcza ziemskie ciało, pozbywa się także ograniczeń czasu i przestrzeni. Po śmierci jest już tylko wieczność. ,,Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie’’. Jak sam Pan Jezus mówi – czas na działanie mamy na tym świecie i tylko od nas zależy w jaki sposób go wykorzystamy. Mając wiedzę, że u kresu czeka nas sąd, a w jego wyniku niebo bądź piekło, sami musimy zdecydować którą drogę wybieramy. Świat po drugiej stronie jest dla nas zupełnie niewyobrażalny – ,,ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują’’. Wiemy jednak, że coś się tam kryje: ,,W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział’’. Słowo dana nam przez Pana nie może zawieść.

Zmartwychwstanie.

Obietnica nie kończy się jednak tylko na samym życiu w duchu. W Credo mówimy przecież: ,,i oczekuję wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przeszłym świecie’’. Tę myśl wyraził już w Starym Testamencie Hiob: ,,Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje, i oczyma ciała będę widział Boga. To właśnie ja Go zobaczę’’. Skoro więc na setki lat przed Chrystusem wierni Panu mieli już głęboką wiarę w zmartwychwstanie, to jakże my, uczniowie Zwycięscy Śmierci, który po trzech dnia skruszył więzy śmierci, mamy żyć tak, jakby to wszystko się nie wydarzyło?

Wielkanocna radość płynąca z każdej niedzieli powinna nas napawać przeogromną nadzieją oczekującej dla nas wieczności. Jest jednak także ogromną odpowiedzialnością – to, jak poprowadzimy swoje życie, zależy od nas. Wsłuchajmy się więc w słowa błogosławionego kardynała Newmana, który mówił, że ,,chrześcijanin powinien być zawsze gotowy na przyjęcie dwóch rzeczy: Komunii Świętej i śmierci’’. ,,Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny’’.

M.

Ona: Śmierć.

ZOBACZ TAKŻE: