On: Świętość.

Uroczystość Wszystkich Świętych w Polsce to przedziwne święto. Zjeżdżamy się na groby naszych bliskich, zapalając znicze, podlewając kwiaty i grabiąc jesienne liście spadające z drzew. Następnie z rubasznym śmiechem bierzemy w dłoń pajdę chleba ze smalcem zakupioną na przycmentarnym straganie, bacznie oglądając ciocię Halinkę, czy to aby nie ma na sobie nowego płaszcza. Wsiadamy do samochodu i ruszamy do sąsiedniej miejscowości, pochylić się nad mogiłą Antka Syna Ciotki Od Strony Babci Krysi. W radiu leci nostalgiczna muzyka mająca skłonić nas do refleksji nad przemijaniem z melancholijnymi jazzowymi wstawkami. Nie zapomnijmy o obowiązkowym tekście księdza Twardowskiego i ponurym programie telewizyjnym z czarno-białymi zdjęciami i nieodzownym kirem przy logu stacji.

Zdaje mi się, że żyjemy w swego rodzaju społecznej schizofrenii. Z jednej strony kultura wykreowała w nas poczucie smutku i fałszywej powagi, serwując w sklepach od połowy października znicze i nostalgiczne aniołki, z drugiej strony mamy skomercjalizowany jarmark pod większymi nekropoliami, nie różniący się zbytnio w swej ofercie od karnawałowych atrakcji. Nie jest chyba trudno dostrzec, że coś jest z tym wszystkim nie tak.

Tymczasem Święta Matka Kościół ma zupełnie inny pomysł na ten dzień. Wyprawa na groby bliskich jest bez wątpienia chwalebnym czynem, ale w ogóle pamiętamy o sensie tych wszystkich czynności? Po co jeździmy na cmentarze? Po co zapalamy znicze? Cytując Piusa XIII z ,,Młodego papieża’’: ,,O czym zapomnieliśmy? Zapomnieliśmy o Bogu’’. Cała otoczka związana ze ,,świętem zmarłych’’ staje się śmieszna i kompletnie bezsensowna, jeśli nie odniesiemy jej do Stwórcy. Podobnie ma się rzecz z wszelkimi skomercjalizowanymi świętami: Bożym Narodzeniem, dla niepoznaki zwanym Gwiazdką, albo Winter Holidays, Wielkanocą, Walentynkami, Zielonymi Świątkami etc. By w zalewie tandety i woskowych wkładów na nowo odnaleźć treść, musimy sięgnąć do źródła. Cóż to jest to Wszystkich Świętych?

Przeczytaj także: Każdy człowiek w coś wierzy.

Każdy z nas ma patrona. Niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy, inni zapomnieli, że gdy rodzice zanosili ich do chrztu, nadali mu także imię. I to nie tylko po dziadku, sąsiadce, czy listonoszu, ale po wiernym słudze naszego Pana. Ci, którzy nie wiedzą kogo mają za patrona (takich świętych Janów to rzesza by się uzbierała), mają okazję świętować swoje imieniny właśnie dziś – 1 listopada. Bo tymże właśnie jest ta uroczystość: zebraniem wspomnień każdego świętego przebywającego w niebie w jedną celebrację. W takim kontekście smętne ,,zaduszki jazzowe’’ pierwszego dnia jedenastego miesiąca wydają się delikatnie nie na miejscu.

Ale nie zatrzymujmy się tylko na formie. Sięgnijmy głębiej. Czym właściwie jest świętość? Nie wiem jak Wy, ale moim pierwszym skojarzeniem jest zakonnica klęcząca godzinami z różańcem w ręku, której chrząstki w kolanach zrosły się już od permanentnego uniżenia. Czy słusznie? I tak, i nie. Czy taka to siostra nie może być świętą? Może – jeszcze jak! Czy tylko taka osoba może się dostać do nieba? Skądże!

Zacząć trzeba od jednego – od pokory. Nie jest to jakieś czołobitne płaszczenie się przed każdym mijanym na ulicy człowiekiem, a stanięcie w prawdzie przed samym sobą. Tak często bujamy w obłokach, zaczadzeni własną doskonałością (bądź niedoskonałością), że nie potrafimy uczciwie przystanąć i zastanowić się: ,,kim właściwie jestem?’’. Otóż jedno jest pewne – wszyscy jesteśmy grzesznikami. Popełniamy w swoim życiu mnóstwo zła, tego drobnego, jak i większego, o istnieniu którego czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy. Swoimi niecnymi czynami nie tylko ranimy siebie, innych, otaczający nas świat, ale przede wszystkim obrażamy samego Boga, Stwórcę wszechrzeczy i Króla Królów. On jednak, w Swym niezgłębionym miłosierdziu, ulitował się nad nędznym człowiekiem. Zesłał Syna Swego, który odkupił nas na drzewie krzyża, zmartwychwstając dał nam nadzieję zwyciężając śmierć, a do tego tchnął na nas Ducha Świętego, pocieszając i umacniając w trudach ziemskiej pielgrzymki. Niezwykły to Bóg, który takich niewdzięczników jak my, ratuje przed nami samymi.

Kimże więc będzie święty? To przede wszystkim człowiek, który zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę i jest zwyczajnie wdzięczny. Jak mamy odpowiedzieć na najwspanialszy dar, jaki tylko moglibyśmy sobie wyobrazić – wyzwolenie z niewoli grzechu? Tylko dziękując! ,,Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa!’’. Ale nie bądźmy gołosłowni: ,,Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą!’’. Jeśli jest się prawdziwie wdzięcznym za otrzymany prezent, ze szczerą ochotą pragniemy się odwdzięczyć – nie po to, by coś uzyskać w zamian, ale z miłości do Obdarowującego.

Świętość to nie coś wymyślonego przez gremium gerontów w kardynalskiej purpurze, a realne działanie z wdzięczności za otrzymane dary, które nam się w zupełności nie należały. Co więcej, gdy przypomnimy sobie katechezy z podstawówki, rychło przypomnimy sobie oczywiste stwierdzenie, że każdy jest powołany do świętości. I tak rzeczywiście jest! Jezus Chrystus nie umarł na krzyżu tylko za Żydów, Rzymian, Indonezyjczyków, czy Eskimosów, ale za WSZYSTKICH. Każdy ma dostęp do świętości, bez względu na swój obecny stan, dzięki zanurzającym w śmierci Mesjasza wodom chrztu. ,,Bóg zaś okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.’’ A my przecież właśnie nimi jesteśmy! ,,Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.’’ Zbawienie nie jest tylko dla biskupów, sióstr zakonnych i misjonarzy w pocie czoła budujących studnie w Afryce, ale dla każdego. Dla Ciebie także!

Tutaj z pewnością załączy się lampka – eeee, gdzie tam, ja do nieba nie dam rady. Głupoty! Mamy przed oczami Jana Pawła II, albo inną siostrę Faustynę – i słusznie, bo to piękne wzory do naśladowania. Ale w czym właściwie powinniśmy za nimi podążać?  Przede wszystkim w pokucie. Oni grzeszyli tak samo jak my, byli dokładnie takimi samymi ludźmi, jak każdy z nas. Upadali, robili złe rzeczy, podejmowali złe decyzje. Tym co ich wyróżniało, to zdolność do powiedzenia Bogu – mea culpa, szczerym żalu, przeproszeniu za to, co zgotowali i choćby delikatnej poprawie. Wystarczy zmienić się choćby o 1% na lepsze dzięki wysiłkowi i bożej łasce. Czy to przekracza Twoje możliwości? Nie wydaje mi się.

Przestań więc wierzyć szatańskim podszeptom, że to nie dla Ciebie, że nie dasz rady, że to dla jakiegoś tam papieża, a nie dla szarego Kowalskiego. To wężowa mowa, której dajemy się omamić. Świętość jest dla każdego. Dla Ciebie, dla mnie, dla Grażyny z trzeciego piętra. Bóg wyciąga do Ciebie rękę, by Cię przyciągnąć do siebie. Chce być z Tobą już tu na ziemi, a tym bardziej w wieczności. Pytanie, jak na to wezwanie odpowiesz?

M.

Ona: Świętość.