WIARA

On: Wiara.

Czy jest sens pisania osobno o Bogu i osobno o wierze? Czy dzisiejszy świat w ogóle interesuje się czymś innym niż fanatyczny racjonalizm-materializm? Skoro to pytanie w ogóle padło, wysnuć możemy wniosek, że ktoś jednak śmie jeszcze podważać ogólnoświatowy ład zarządzany przez rozbuchane ego i niebotyczną pychę. Czymże jest więc wiara?

Warto zdać sobie sprawę z jednej rzeczy. Każdy człowiek w coś wierzy, nawet, jeśli zarzeka się, że od wiary jest gorszy tylko sernik z rodzynkami albo papka szpinakowa. Jako jedna z cnót teologalnych, wiara kieruje nas w sferę ducha, na inną płaszczyznę niż namacalny i widzialny świat. Łączy się ona z pozostałymi dwiema: nadzieją i miłością. Wszystkie są ze sobą sprzężone: gdy w coś wierzymy, mamy nadzieję, że to się spełni i da nam szczęście; jeśli w w czymś pokładamy nadzieję, to to kochamy (nawet podświadomie) i stawiamy na piedestale; jeśli miłujemy, to żywimy gorącą nadzieję, że wiara przyniesie nam spełnienie. Ten nierozerwalny trójkąt pokazuje nam, że wierzyć można nie tylko w Boga. Bo skoro umiłowanie pieniądza, przyjemności, seksu, władzy, pokoju czy abstrakcyjnej idei jak nauka, czy postęp lokuje nasze serce w tym właśnie miejscu, to jak nie powiedzieć po chwili namysłu, że przecież wierzę w to, że … (tu wstawić odpowiednio) da mi szczęście i spełnienie?

Warto zdać sobie sprawę, że ludzie w XXI wieku wierzą w multum najróżniejszych rzeczy. Ileż to osób czyta codziennie horoskopy, zarzekając się, że robią to tylko ,,dla beki”, a jak przychodzi co do czego, to swoimi niepowodzeniami obarczają konstelację gwiazd? Iluż to ludzi lokuje swojego ducha w kosmicznej energii, praktykach joginów czy medytacji buddyjskiej, często ukrytej w praktykach relaksacyjnych czy ćwiczeniach gimnastycznych? Podążanie ze ślepą WIARĄ w to, że ta czy owa aktywność, zanurzona w całości w światowości, da mi szczęście, kieruje nas ku zadziwiającej ekwilibrystyce umysłowej, w której oddawanie się parareligijnym praktykom wcale nie ma być wiarą. Pokrętna to logika, tym bardziej w ustach tak wielu wykształconych czy oczytanych osób. Oczywiście nikogo nie mam zamiaru potępiać, a jedynie po bratersku wskazać błąd w rozumowaniu, tak, jak nam nakazuje Pismo.

Smutna prawda jest jednak taka, że gdy człowiek nie wierzy w Boga, to wierzy w byle co. Wszyscy ludzie, jako istoty nie tylko cielesne, ale i duchowe, doświadczają nie tylko fizycznego, ale także i nadnaturalnego głodu. W taki sposób właśnie zostaliśmy stworzeni, by jak Adam w ogrodzie rozmawiać z Bogiem. W sercu mamy ogromną dziurę, którą staramy się zapełnić – każdy czym innym. Problem polega na tym, że ta przepaść jest tak ogromna, że nic światowego nie jest w stanie jej wypełnić. Zasklepi tę wyrwę dopiero Bóg. Przytłaczająca rzesza osób niestety nie zdaje sobie z tego sprawy w ogóle problemu nie dostrzegając, bądź świadectwo jakiego doświadczyli ze strony innych skutecznie odciągnęło ich od poszukiwania jedynego pokarmu, który tenże głód jest w stanie zaspokoić.

Najdoskonalszy przykład wiary, tak jak Pan Jezus powiedział, dają nam dzieci. Z prostoduszną otwartością na zadane przez siebie pytania, przyjmują bez dyskusji odpowiedź dorosłych, zawierzając w pełni ich słowom. Gdyby powiedzieć, małemu dziecku, że słonie spadają z nieba o północy na Alasce, to następnym zapytaniem nie będzie: tato, ale jak to możliwe?, tylko kiedy tam pojedziemy, by to zobaczyć? Prostota, tak urzekająca nas w dziecięcym okresie w trakcie dojrzewania i dorosłego życia gdzieś nam ucieka i rozmywa się w natłoku treści i odbieranych bodźców. Tylko ona jednak pozwala nam otworzyć serca. Nie chodzi tu o ślepe posłuszeństwo, ale o zaufanie.

Wierzyć można więc praktycznie we wszystko. Z pewnością najgorzej ulokowaną wiarą będzie skupienie się na samym sobie. Choroba ta trawi dzisiejszy świat w sposób porażający, zatruwa umysły mas i kaleczy niezliczone dusze. Nie chodzi tu o świadomość własnych mocnych stron i pewność siebie, które są z pewnością cechami pozytywnymi, a o ślepe zadufanie, że mogę wszystko, że to, co ja myślę jest bezdyskusyjną i niejako objawioną prawdą, a moje pragnienia stoją na pierwszym miejscu. Życie prędzej czy później da nam psztyczka w nos, a im wyżej wspięliśmy się po drabinie naszego ego, tylko boleśniejszy będzie z niej upadek.

Czy jest więc sens wierzyć w coś innego niż w Boga? Póki Pana traktujemy jak starca z długą białą brodą – pewnie nawet tak. Bóg to jednak nie szacowny geront z laską i trójkątem nad głową, a Osoba, w najpełniejszym tego słowa znaczeniu, o czym pisaliśmy wcześniej.

Przeczytaj także: Jakże to niepojęte i jakże wzniosłe, że Bóg pragnie tak dać siebie poznać.

Wiara więc nie będzie tylko odmawianiem zdrowasiek, a budowaniem prawdziwej i żywej relacji. Póki naszego serca nie zanurzymy w zdroju Jego miłosierdzia i nie odkryjemy, że Chrystusowe ręce rozciągnięte na krzyżu są tak naprawdę zaproszeniem do niewyobrażalnego szczęścia Bożej Miłości, to nasze życie nieustannie, do końca naszych dni będzie trapione głodem, którego nic nie będzie stanie zaspokoić.

W tym kontekście, wszelkie praktyki i prywatna pobożność, przepełnione duchem miłości, nabierają zupełnie nowej treści. Nasza modlitwa, zgodnie z zasadą lex orandi – lex credendi będzie wyrazem głębokiego oddania i właśnie tej dziecięcej prostoty, o której mówił Pan. Skoro zaś Kogoś (i to nie byle Kogo) kochamy, to tak jak matka pragnie wszystko co najlepsze dać swej dziatwie, tak i my powinniśmy wszystko co najważniejsze oddawać Bogu. Gdy szykujemy się na rodzinne spotkanie, staramy się wyglądać pięknie i schludnie. Na spotkanie z królową brytyjską nie ubralibyśmy znoszonych trampek i nie stalibyśmy z posępną miną. A kimże jest rodzina, kimże królowa Albionu, wobec Władcy Wszechświata, Stwórcy Wszechrzeczy, Zbawiciela Ludzkości i Źródła Wszelkiej Miłości? Dlatego nasze czyny, nasze słowa i przede wszystkim nasze serce powinny być czyste, nieskażone kwasem i pełne wdzięczności, bo tylko taka postawa jest godna spotkania z Osobą, która oddała za nas wszystkich życie.

Lokujmy więc naszą wiarę z głową, kochając i wierząc Temu, w Którego wiara i miłość ma sens. Zawsze zaś spoglądajmy w serca i patrzmy co rzeczywiście jest ważne. Ubi thesaurus tuus, ibi cor tuum.

M.

Ona: Wiara.