WIARA

On: Zmartwychwstanie.

Trwamy w Oktawie Wielkiej Nocy, największym święcie całego chrześcijaństwa. Oprócz konsumpcji majonezu i możliwości pałaszowania białej kiełbasy w dzisiejszy piątek, warto pochylić się nad czymś więcej niż tylko święconka, wszędobylskie długouche gryzonie i gryczpan wetknięty w najbardziej egzotyczne miejsca. Bo przecież w tych świętach chodzi o wszystko to, co czyni nas uczniami Chrystusa. O Eucharystię, o krzyż, o chrzest, o świadectwo – o zmartwychwstanie!

Liturgia Triduum Paschalnego doskonale wprowadza nas w te święte tajemnice, których możemy doświadczać i z zapałem wyznawać. Od Ostatniej Wieczerzy antycypującej krzyżową ofiarę, przez Kalwarię i wypełnienie się słów ,,oto ciało moje za was wydane’’, ciszę kamienia zasuniętego na grób, aż po wyścig Piotra i Jana w niedzielny poranek. Te wszystkie elementy, jak obmycie nóg, adoracja krzyża, zapalenie paschału i pokropienie wodą – kierują nas ku Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu naszego Pana. Bez tego nie możemy nazywać się chrześcijanami, nie mamy prawa ustawić na facebooku statusu ,,chrześcijanin – katolik’’. Te absolutne fundamenty naszej wiary, tak oklepane i przeżyte już tyle razy zdają się co roku zadawać to samo pytanie: czy Ty naprawdę w to wszystko wierzysz? Czy wierzysz, że Jezus w Wieczerniku zostawił nam swoje Ciało i Krew? Czy wierzysz, że na krzyżu odkupił ludzkość z jej grzechów? Czy wierzysz, że trzeciego dnia zmartwychwstał i ukazał się uczniom? I można by zapytać – cóż to za absurdalne pytania, przecież każdej niedzieli wypowiadamy je w Credo, a w Wigilie Paschalną wyrażaliśmy je powtórnie, odnawiając nasze przyrzeczenia chrzcielne.

Tylko czy NAPRAWDĘ się nad tym wszystkim kiedykolwiek zastanowiliśmy? Czy przyjmujemy i wierzymy w to, co dwa tysiące lat temu wydarzyło się w Jerozolimie? Czy akceptujemy także i konsekwencje tych prawd: skoro Chrystus powiedział ,,oto ciało moje’’, to konsekrowany chleb jest rzeczywiście Jego Ciałem, a wino Jego Krwią, ergo profanacja, bluźnierstwo, świętokradztwo wymierzone w Eucharystię na celu mają tak naprawdę samego Jezusa; jeśli przyjmuję niegodnie Najświętszy Sakrament (a spójrzmy chociażby na Zachód, gdzie katolicy nie wiedzą do czego służy konfesjonał), to jestem ,,winny Ciała i Krwi Pańskiej’’; skoro na krzyżu rzeczywiście zostały zgładzone moje winy, to jak mogę opowiadać się za zdejmowaniem znaku odkupienia ze ścian publicznych gmachów; jeśli Wcielone Słowo rzeczywiście zmartwychwstało, a ja przez chrzest jestem w tym zmartwychwstaniu zanurzony, to jak mogę bać się śmierci, będąc w stanie łaski uświęcającej? Tyle pytań, a jak się zdaje, tak mało twierdzących odpowiedzi.

Po to właśnie co roku obchodzimy te same święta, co roku bierzemy udział w tych samych obrzędach, co roku odnawiamy chrzcielne przyrzeczenia, byśmy nieustannie orientowali nasze życie ku temu, co najważniejsze, byśmy nieustannie nawracali się ,,przez odnawianie umysłu’’, by być ,,świętymi i nieskalanymi’’ przed Jego Obliczem.

Tak się akurat składa, że w mojej parafii działa ośrodek katechumenalny, przygotowujący nieochrzczonych do odnowienia wszystkiego w Chrystusie. Ci właśnie – dorośli, którzy w pełni świadomie zawierzają swe życie Bogu, oni właśnie są dla nas doskonałym przykładem i świadectwem przeżywania wiary. Stają się niejako papierkiem lakmusowym naszego chrześcijaństwa. Bo oni naprawdę wierzą, że Chrystus zmartwychwstał, a przez to i oni mogą powstać razem z Nim. Przygotowywali się przez tak długi czas, zgłębiali Pismo, brali udział w katechezach, poznawali Credo. To wszystko wymagało od nich niemałego wysiłku i poświęcenia czasu, który równie dobrze mogliby spędzić w klubie, albo przed ekranem pochłaniając kolejne filmiki ze śmiesznymi kotami. A jednak stwierdzili, że warto, zwyczajnie chciało im się to wszystko przechodzić, by spotkać Żywego Boga. A radości na ich twarzach, gdy w białych szatach wychodzili z kościoła, nie zapomnę chyba do końca życia.

A jak jest ze mną? Jak jest z Tobą? Czy potrafisz jeszcze zadziwić się pustym grobem? Czy umiesz radować się paschalnym ogniem? Czy dasz radę z pełną świadomością wypowiedzieć ,,Wyrzekam się’’ i ,,Wierzę’’ nad chrzcielną wodą? I najważniejsze – czy żyjesz tym, w co wierzysz?

Tym wszystkim jest właśnie zmartwychwstanie: refleksją, życiem, radością i nadzieją. Tak jak Chrystus powstał z martwych, tak i my. Skoro śmierć nie ma już władzy, jeśli największy wróg ludzkości został pokonany, to nie ma takiego grzechu, nie ma takiej słabości, nie ma takiej wady, której nie da się przybić do krzyża. Z Jezusem wszystko jest możliwe. Beniamin Franklin mówił, że dwie rzeczy są pewne na tym świecie: śmierć i podatki. I tak jak co do fiskusa nie ma większych wątpliwości, to Mesjasz pokazał, że to zdanie nie jest w pełni prawdziwe.

Bądźmy więc jak św. Piotr w dzień Pięćdziesiątnicy – głośmy zmartwychwstanie Pana gdzie tylko można, tam gdzie żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Niech nasze Galilee codzienności zabrzmią radosnym Alleluja! Bo jeśli jest jakiś powód do radości, to właśnie tu – przy pustym grobie.

M.

Ona: Zmartwychwstanie.

Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’? Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czy to wystarczy? Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” M&M