WIARA

Ona: Boże Narodzenie.

Zakończył się Adwent – czas oczekiwania. Oczekiwanie nie jest dla nas niczym obcym. Przecież każdy z nas na coś czeka. Oczekiwanie towarzyszy nam zarówno w sytuacjach małych, czasem wręcz banalnych, jak i w tych dla nas najważniejszych, które wymagają od nas pełnego zaangażowania. Jak pisał święty Jan Paweł II: „Człowieka poznajemy po jego oczekiwaniu: naszą «wielkość» moralną i duchową można mierzyć tym, czego oczekujemy, w czym pokładamy nadzieję.”.

Grudzień można nazwać miesiącem tęsknoty. Zaczynamy powtarzać, że nie możemy się już doczekać pierwszych płatków śniegu, rozświetlonych ulic miasta, zapachu wypiekanych pierników, smaku grzanego wina, rodzinnego śpiewania kolęd i wielu innych rzeczy, które kojarzą nam się z tym okołoświątecznym czasem. To wszystko nas raduje (byłoby czymś co najmniej dziwnym, gdyby tak nie było) i zupełnie naturalnym jest, że nie możemy się ich doczekać. Jest jednak jedno „ale” – jeśli istotą świąt będzie dla nas ładnie ubrana choinka, albo wigilia spożyta w rodzinnym gronie, to nie możemy się dziwić, że nasza radość będzie trwała stosunkowo krótko – dopóki nie wyjadą ostatni goście, albo w nieco bardziej optymistycznej wersji – tak długo, jak pachnące lasem drzewko będzie w stanie utrzymać na swoich gałęziach świąteczne ozdoby. W Świętach Bożego Narodzenia chodzi bowiem o coś znacznie więcej niż wymiana (choćby najszczerszych) uśmiechów podczas kilku zimowych wieczorów.

Wigilia Bożego Narodzenia to dobry moment, by zatrzymać się na chwilę i odpowiedzieć sobie na pytanie: na co tak właściwie czekam? Kiedy się sobie przyjrzymy, to wydawać by się mogło, że każdy z nas czeka na coś innego. W gruncie rzeczy wszyscy jednak czekamy na to samo. Pragnienia mamy co prawda różne, ale ich istota pozostaje ta sama – oczekujemy tego, co naszym zdaniem da nam szczęście. Szczęście jednak to nie to samo co radość, a już z pewnością nie to samo co kilkudniowe uniesienie, jakie daje nam cała ta świąteczna otoczka. Trwałe szczęście jest możliwe tylko wtedy kiedy kochasz i kiedy pozwalasz się kochać. Te dwa warunki są istotne. Oczywiście, można kochać to wszystko co tworzy świąteczny klimat, tylko znowu jedno „ale” – te wszystkie rzeczy, choćby nie wiem jak przez nas umiłowane, nigdy nie odpowiedzą na naszą miłość – nigdy więc nie dadzą nam trwałego szczęścia, a jedynie trwającą przez jakiś czas (dłuższy bądź krótszy) radość.

Każdy człowiek kocha i chce być kochany. Dużo się dziś mówi o miłości i zdawać by się mogło, że im więcej o niej mówimy, tym bardziej ją zniekształcamy. To czego pragniemy, to Miłość przez wielkie „M”. Boże Narodzenie to przyjście na świat Miłości – Bóg, który jest Miłością przychodzi by zrodzić się w sercu każdego człowieka. Przychodzi do każdego (bez wyjątku) by uzdolnić nas do kochania.

Przeczytaj także: Bóg jest Miłością.

Nie ulegajmy ułudzie szczęścia, którą promuje świat (goście prędzej czy później wyjadą, a choinka – nawet jeśli sztuczna – pokryje się kurzem). Nie pozwólmy, by piękno stworzenia przysłoniło nam Stwórcę. Otwórzmy swoje serce na przychodzącą Miłość, a znajdziemy miłość.

M.

On: Boże Narodzenie.

Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’? Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czy to wystarczy? Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” M&M