WIARA

Ona: Nadzieja.

Mieć nadzieję to mieć siłę do stawiania czoła teraźniejszości, która momentami staje się nie do zniesienia. Można za Benedyktem XVI zapytać: Czego ostatecznie szukamy? Czego się spodziewamy, czego pragniemy? Na co właściwie mamy nadzieję? Rodzice spodziewający się dziecka na pomyślne rozwiązanie. Chłopiec w podstawówce na to, że pani nie posadzi go w ławce z dziewczyną. Student na zdanie sesji. Ubiegający się o pracę na pomyślne rozpatrzenie jego CV. Chory na powrót do zdrowia. Jak widać nadzieja dotyczy tak naszych spraw codziennych (zdanie egzaminu), jak i sytuacji granicznych (ciężka choroba). Wydawać by się więc mogło, że każdy z nas żywi nadzieję na coś innego, ale w gruncie rzeczy wszyscy pragniemy tego samego – tylko (albo aż) „szczęśliwego życia”. Problem w tym, że nie wiemy, co zrobić by takie życie znaleźć i takim życiem żyć. Tu rodzi się w nas rozpacz, ale pojawia się także nadzieja. Możemy się zapierać nogami i rękami, ale w głębi, w człowieku nigdy nie umiera tęsknota i przeczucie że trwałe szczęście musi być możliwe.

„Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość” | 1 Kor 13, 13

Istnieje głęboki związek między miłością a nadzieją. Kiedy kochamy i jesteśmy kochani, to znika rozpacz a w jej miejsce rozlewa się nadzieja na upragnione przez nas „szczęśliwe życie”. Ludzka miłość jest jednak niedoskonała, a więc rodzi niedoskonałą nadzieję. Niedoskonała ludzka miłość staje się doskonała, gdy jest potrójna – kochający, kochany i Miłość sama. 

Przeczytaj także: By stworzyć Miłość, potrzebna jest trójca.

Trzeba zatem uwierzyć w Boga, a przede wszystkim uwierzyć Bogu, bo „Bóg jest Miłością”. Ta wiara jest źródłem nadziei, że nasze nieskończone pragnienie miłości może zostać zaspokojone.

I nie oznacza to wcale rezygnacji z ludzkiej miłości! Ta niedoskonała nadzieja z nią związana jest konieczna, jednak bez wielkiej nadziei, którą może dać tylko sam Bóg, okaże się prędzej czy później niewystarczająca. I znów można za Benedyktem XVI (#polecampoczytacRatzingera) powtórzyć: „Tylko Jego miłość daje nam możliwość trwania w umiarkowaniu, dzień po dniu, bez utraty zapału, który daje nadzieja w świecie ze swej natury niedoskonałym. Równocześnie Jego miłość jest dla nas gwarancją, że istnieje to, co jedynie mgliście przeczuwamy, a czego mimo wszystko wewnętrznie oczekujemy: życie, które prawdziwie jest życiem”.

„Gdzie byłbym teraz gdyby Bóg spełniał wszystkie prośby, z którymi się do niego zwracałem?” C.S.Lewis

Nie wystarczy mieć nadzieję, ale trzeba nadzieją żyć. Każdy człowiek ma w sobie pewien strach, nieuzasadniony lęk przed tym, że jego plany i marzenia legną w gruzach jak domek z kart. By żyć nadzieją trzeba się tego strachu wyzbyć. I tylko od człowieka zależy, czy to zrobi i z pokorą wyciągnie ręce po dar jakim jest Nadzieja, czy też będzie żył w myśl: „sam sobie poradzę”. Człowiek, który zdaje się tylko na siebie nigdy nie osiągnie owego „szczęśliwego życia”, którego tak pragnie. Człowiek nadziei żyje inaczej, wie że „wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” (Koh 3, 1).

Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’? Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czy to wystarczy? Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” M&M