WIARA

Ona: Pandemia.

Pandemia koronowirusa, wielkie pożary lasów w Australii… Czy coś kryje się za wydarzeniami, które obserwujemy i których w mniejszym bądź większym stopniu staliśmy się uczestnikami od początku roku? Mówi się, że u Pana Boga nie ma przypadków.

Wielu z nas, czy to wierzących czy nie, zadało już sobie zapewne pytanie, które stawiamy niemal zawsze, gdy dotyka nas cierpienie bądź znajdujemy się w jakiejś trudnej sytuacji: GDZIE JEST W TYM WSZYSTKIM BÓG I DLACZEGO NA TO PRZYZWALA? Pomyślmy jednak, czy kiedykolwiek zapytaliśmy: GDZIE MY JESTEŚMY? Może od tego należałoby zacząć. Bo Bóg z pewnością jest przy nas, by nam pomagać i nas ocalić, szczególnie w godzinie ciężkiej próby. Za to my? My często jesteśmy daleko od Niego.

Przeczytaj także: By stworzyć Miłość w Niebie, konieczna jest Trójca – Ojciec, Syn i Duch Święty.

Jak powinniśmy zachować się wobec pandemii koronawirusa? Święty Ignacy Loyola powiedział: „Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła”. Innymi słowy – to czego w tym momencie potrzebujemy najbardziej to wiara (fides) i rozum (ratio). Musimy pokładać ufność w Bogu i gorąco modlić się do Niego o potrzebne łaski, nie bagatelizując jednocześnie zaleceń instytucji publicznych, które podejmują rozliczne kroki by zwalczyć chorobę.

WIARA

Obecnie niewątpliwie przeżywamy ogromną próbę wiary. Świat, w obawie przed śmiercią, drży przed koronawirusem (co jest zasadne i słuszne), ale jednocześnie nic nie robi sobie z dużo większego niebezpieczeństwa. Nie tylko bowiem nasze ciało jest zagrożone. Nieustannie, a teraz w obliczu ograniczonego dostępu do sakramentów w sposób szczególny, zagraża nam równie niebezpieczny wirus, jakim jest grzech – także odbierający życie – życie wieczne. Jak powiedział Pan Jezus: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.” (Mt 10, 28)

Przeczytaj także: I nie zostało mi nic oprócz Boga – to znaczy zostało wszystko jeśli wierzysz.

Tymczasem my, napędzani wszechobecną paniką, zapełniamy nasze kosze sklepowe papierem toaletowym, środkami higieny osobistej i zapasami żywności… bo bardziej niż śmierci duszy boimy się śmierci ciała. Dlaczego? Bo współczesny świat przestał wierzyć w Boga, nie uznaje Go, twierdzi że po śmierci nic już nie ma.

Ale jak tu się nie bać, kiedy cały świat żyje w strachu?

Biskup Schneider apelował, że w dobie pandemii kapłani muszą przypomnieć sobie, że przede wszystkim są pasterzami nieśmiertelnych dusz – mają naśladować Chrystusa, który powiedział: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają” (J 10, 11-14).

I rzeczywiście, wielu kapłanów odpowiedziało na ten apel:

  • Niektórzy dosłownie dając swoje życie za owce. Przykład: We Włoszech 72-letni kapłan zarażony koronawirusem zmarł po tym jak zrezygnował z respiratora, którego potrzebował do przeżycia, i pozwolił, by został on oddany młodszemu pacjentowi.
  • Niektórzy przemierzając ulice swojej Parafii z Najświętszym Sakramentem. Przykład: ks. Dawid Stelmach – wikary parafii pw. św. Aniołów Stróżów w Poznaniu.
  • Niektórzy szukając sposobu by dotrzeć do ludzi z Sakramentem Pojednania. Przykład: ks. Adam Pawłowski – proboszcz parafii w podpoznańskim Rogalinie – pomysłodawca mobilnej spowiedzi.

„W pewien sposób wielu katolików posiada dziś możliwość doświadczenia rzeczywistości katakumb, Kościoła podziemnego. Można mieć nadzieję, że sytuacja ta przyniesie nowe duchowe owoce w postaci wyznawców wiary i świętości.” – pisze biskup Schneider.

My sami również możemy, a wręcz musimy zadbać o to, by ten czas przyniósł obfite owoce. Jak? Oto kilka sposobów, z których sami korzystamy:

  • Czytanie i kontemplowanie Liturgii Słowa z danego dnia.
  • Lektura żywotów świętych – których wspomnienie obchodzimy danego dnia, bądź tych żyjących w czasach prześladowań Kościoła.
  • Odmawianie Suchej Mszy i akty Komunii Duchowej, kiedy nie jest możliwe uczestniczenie w Eucharystii i przyjęcie Komunii Świętej.

ROZUM

W Księdze Mądrości czytamy: „Czcij lekarza czcią należną z powodu jego posług, albowiem i jego stworzył Pan. Od Najwyższego pochodzi uzdrowienie, i od Króla dar się otrzymuje. Wiedza lekarza podnosi mu głowę, nawet i wobec możnowładców będą go podziwiać. Pan stworzył z ziemi lekarstwa, a człowiek mądry nie będzie nimi gardził. Czyż to nie drzewo wodę uczyniło słodką, aby moc Jego poznano? On dał ludziom wiedzę, aby się wsławili dzięki Jego dziwnym dziełom. Dzięki nim się leczy i ból usuwa, z nich aptekarz sporządza leki, aby się nie kończyło Jego działanie i pokój od Niego był po całej ziemi. Synu, w chorobie swej nie odwracaj się od Pana, ale módl się do Niego, a On cię uleczy. Usuń przewrotność – wyprostuj ręce i oczyść serce z wszelkiego grzechu! Ofiaruj kadzidło, złóż ofiarę dziękczynną z najczystszej mąki, i hojne dary, na jakie cię tylko stać. Potem sprowadź lekarza, bo jego też stworzył Pan, nie odsuwaj się od niego, albowiem jest on ci potrzebny. Jest czas, kiedy w ich rękach jest wyjście z choroby: oni sami będą błagać Pana, aby dał im moc przyniesienia ulgi i uleczenia, celem zachowania życia. Grzeszący przeciw Stwórcy swemu niech wpadnie w ręce lekarza!” (Syr 38, 1-15).

Stosunek do lekarzy i ogółu personelu medycznego przez wybuchem pandemii był różny – można powiedzieć, co człowiek to zdanie, przy czym niestety trzeba stwierdzić, że zawody medyczne nie cieszą się dzisiaj takim szacunkiem jak dawniej – to czy zasłużenie to raczej temat na osobny wpis, ale pamiętajmy, że tak jak jeden Polak-złodziej nie czyni złodziejami wszystkich Polaków, jeden ksiądz-pedofil nie czyni pedofilami wszystkich księży, tak jeden zły lekarz nie czyni takimi wszystkich lekarzy. I nie chodzi o to, by wybielać jednostki, a raczej o to, by nie uogólniać i nie wrzucać wszystkich do jednego wora.

Może pandemia koronawirusa będzie pewnym przełomowym momentem – może gdy ucichnie, znów zaczniemy spoglądać z szacunkiem na ludzi, którzy poświęcają własne życie by ratować cudze. Codziennie, a teraz nawet w sposób bardziej wyraźny, kiedy to stanowią „pierwszą linię” obrony przed śmiertelnym wirusem. Nie bagatelizujmy więc ich zaleceń, próbując być mądrzejszymi na podstawie przeczytanych gdzieś w sieci artykułów o skuteczności bądź nieskuteczności działania maseczek czy rękawiczek jednorazowych.

Tak jak istnieje nadzieja na zmianę naszego myślenia w tym przedmiocie, tak już teraz zauważalne są pewne zmiany w świecie szeroko pojętego rozumu:

  • Nawrócenia ludzi, którzy dotąd samych siebie określali jako zagorzałych ateistów. Przykład: Świadectwo nawrócenia Iuliana Urbana, 38-letniego lekarza z Lombardii, który pracuje w jednym ze szpitali zajmujących się chorymi zakażonymi koronawirusem.
  • Zamykanie klinik aborcyjnych. Przykład: Wielka Brytania, Stany Zjednoczone.

Pamiętajmy, że Pan Bóg potrafi pisać prosto po krzywych liniach. Spróbujmy wśród otaczającego nas zła, znaleźć rodzące się dobro.

M.

On: Pandemia.

Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’? Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czy to wystarczy? Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” M&M