ZWIĄZEK

Ona: Planer ślubny.

Mężczyzna dla kobiety, którą kocha i którą zamierza poślubić, zrobi wszystko. Pójdzie do sklepu w czasie finałowego meczu rozgrywek piłki nożnej. Przymierzy dziesięć smokingów, choć już pierwszy był dobry. Zostawi kolegów i hobby, nawet przeprowadzi się na drugi koniec kraju. Wszystko z miłości.

Rachel Hauck „Suknia ślubna”

Niedawno odwiedziliśmy Targi Ślubne. Gdzieś między stoiskiem z biżuterią ślubną, a miejscem w którym prezentowały się auta, zadano nam dość dziwne jak na panujące okoliczności pytanie: „czy przyszli tu państwo szukać inspiracji ślubnych?”. Zdziwieni odpowiedzieliśmy: „zapewne tak jak wszyscy”. Ta sytuacja skłoniła nas do nieco głębszych przemyśleń – począwszy od tego po cóż innego można się wybrać w takie miejsce, a skończywszy na tym co to w ogóle znaczy zaplanować ślub.

Przeczytaj także: Czy zostaniesz moją żoną?

Mówią, że jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, to powinieneś opowiedzieć mu o swoich planach na przyszłość. Ciekawi mnie, czy Boga śmieszy nasz ślubny planer, w którym wpisujemy wszystkie inspiracje, wklejamy ulotki, spisujemy numery i składujemy umowy? Czy bawi go nasz arkusz w Excelu, który pomaga nam kontrolować wydatki i pilnować dat? Myślę, że On spogląda na to wszystko z serdecznym uśmiechem, że w pewnym sensie bawi go nasze zatroskanie o te wszystkie ważne, ale ostatecznie nie najważniejsze rzeczy. Bo przecież i tak doskonale wiemy, że tego dnia nie będzie dokładnie tak, jak to sobie zaplanujemy. Co więcej – cieszymy się, że tak nie będzie! Bo jeśli na drodze stają jakieś przeciwności, to jest to najlepszy dowód na to, że to co się robi jest dobre i piękne. A dlaczego? Bo szatan zawsze za wszelką cenę atakuje i próbuje zniszczyć to co może mu zagrażać. A nie ma większej siły przeciwko złu na świecie niż miłość mężczyzny i kobiety w małżeństwie.

Warto też zastanowić się, czy w tym wszystkim naprawdę chodzi tylko o ten dzień? To jest dopiero początek – początek wieczności, do której chcemy razem zmierzać. Jaki jest więc sens przedkładania spraw ziemskich nad sprawy boskie? Przecież ostatecznie – jest tylko jedno źródło tego wszystkiego, co mamy – i jest nim Bóg. Gdyby nie On – w ogóle byśmy się nie poznali. Gdyby nie On – już dawno byśmy od siebie odeszli. Gdyby nie On – nie mielibyśmy możliwości by ten dzień zorganizować w sposób, w jaki sobie wymarzyliśmy. I tak sobie myślę, że znad tego skrupulatnie uzupełnianego planera i arkusza kalkulacyjnego w Excelu, Bóg zdaje się do mnie jeszcze dobitniej mówić: MartoMartotroszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego.”

M.

On: Planer ślubny.

Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’? Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czy to wystarczy? Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” M&M