ŚLUB,  ZWIĄZEK

Ona: Po ślubie. #3 Noc poślubna.

Najwyższy czas zajrzeć do naszej sypialni i wziąć pod lupę naszą noc poślubną.

Wesele skończyło się chwilę po 5 nad ranem. M. poluzował muchę, ja z ulgą zdjęłam buty i tak, we wzajemnym objęciu, udaliśmy się do naszego apartamentu małżeńskiego. Tam czekało na nas wielkie małżeńskie łoże, jacuzzi i w ogóle było, cytując klasyka, jakby luksusowo. Patrząc sobie głęboko w oczy uśmiechnęliśmy się do siebie. Zaczęłam ściągać biżuterię i „demontować” moją fryzurę. M. zdjął garnitur i zaczął rozpinać guziki mojej sukni. Kiedy opadła na ziemię znów spotkaliśmy się spojrzeniami. Nie musieliśmy nic mówić. Olaliśmy jacuzzi i położyliśmy się obok siebie na gargantuicznym łóżku. M. pogłaskał mnie po policzku. Uśmiechnęłam się i przysunęłam do niego tak blisko jak tylko mogłam. Objął mnie i leżąc tak, wtuleni w siebie, czując niesamowitą bliskość naszych ciał …zasnęliśmy.

Kiedy po 1,5 godziny otworzyłam oczy, zobaczyłam wpatrzony we mnie wzrok M. Znowu się uśmiechnęłam (a może ten uśmiech w ogóle nie zszedł mi z twarzy, gdy zasypialiśmy?). Gdybym miała wymienić listę rzeczy na którą najbardziej czekałam przed ślubem, to jedną z nich, byłby poranek, w który po raz pierwszy obudzę się obok mojego męża. I oto nastał – upragniony, wyczekiwany. „Dzień dobry mężu” – wyszeptałam. „Dzień dobry żono” – odpowiedział. Spojrzałam na wiszące na drzwiach szafy garnitur i białą suknię (która od dołu była już bardziej czarna niż biała) i wzruszyłam się tym, że jeszcze 24 godziny temu wszystko było inne. To nie tak, że nagle coś zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Po prostu, budzisz się i czujesz, że jest inaczej.

Po śniadaniu goście się rozjechali, a my w eskorcie kuzynostwa i świadków pojechaliśmy do naszego domu. Kiedy zostaliśmy sami stwierdziliśmy, że jest tu dziwnie inaczej. Jeżdżąc tu jako narzeczeństwo by się urządzić, były to po prostu ściany, meble i sterta kartonów. Z chwilą kiedy weszliśmy tu jako mąż i żona, to miejsce zaczęło być naszym domem. Usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy oglądać prezenty i telegramy. Kiedy skończyliśmy, poszliśmy wziąć prysznic – najpierw M., potem ja. Dochodziła godzina 17, kiedy spotkaliśmy się przy krzyżu, by tam odczytać fragment z Księgi Tobiasza (Tb 8, 4-8).

„Amen. Amen”. M. wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. A tam? Był pewien rodzaj zawstydzenia, była pewna doza nieśmiałości, było trochę bólu i lęku. Skąd? Przecież M. był już moim mężem, wszystko było klepnięte na papierku, więc kolokwialnie mówiąc – wszystko było na legalu. By spróbować sobie to wyobrazić, przypomnij sobie jak robiłeś coś po raz pierwszy, kiedy uczyłeś się czegoś od zera. Było łatwo? Nie sądzę. Otóż, pierwszy raz w łóżku też nie jest łatwy (co nie znaczy, że nie może być piękny). Patrząc na ten moment z perspektywy czasu, bardzo doceniam, że zaczęliśmy rozmawiać na ten temat już w czasie przygotowań do ślubu – w końcu łóżko to jeden z małżeńskich ołtarzy, nie mniej ważny niż ołtarz eucharystyczny czy ołtarz, którym jest rodzinny stół. Każdy z nas nosi w sobie pewne wyobrażenie tej chwili. Dobrze jest nie wchodzić w nią „z marszu”, ale znając pragnienia i marzenia przyszłego współmałżonka.

Noc poślubna jest wyjątkowa, bo to wtedy, po raz pierwszy spotykamy się nadzy w pełnej gotowości oddania i przestrzeni bezpieczeństwa, jaką stwarza małżeństwo. Ale noc poślubna to nie jest jedyna noc, jaka czeka was w małżeńskim życiu. I nie jest najlepsza! Serio, nikomu nie życzę by powtarzał w nieskończoność swoją noc poślubną. Każdy następny raz może i powinien być coraz to pięknejszy, coraz bardziej zbliżający.

M.

On: Po ślubie. #3 Noc poślubna.

______________________________________________________________________________

Pozostałe wpisy z serii PO ŚLUBIE:

ŚLUB

Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’? Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czy to wystarczy? Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” M&M