WIARA

Ona: Post – to nie dla mnie.

To już (albo dopiero?) czwarty z czterdziestu dni Wielkiego Postu. Kolejny dzień przygotowań do Wielkanocy. Pośród lektury licznych tekstów rozprawiających o tym, w jaki sposób dobrze przeżyć ten czas, jakie postanowienia powziąć i jak w nich wytrwać,  zadałam sobie pytanie, czy Wielki Post jest aby na pewno dla mnie?

Modlitwa.

Modlitwa to sposób pogłębiania relacji z Bogiem, to wyraz mojej miłości – modlę się, bo kocham i kocham, bo się modlę. To ona prowadzi do otwarcia i zgody na plan, który Bóg ma wobec mnie. Bez tej osobistej zgody sens wszystkich wielkopostnych praktyk zostaje wypaczony („gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał”).

No dobrze, ale przecież się modlę. Czy Wielki Post coś zmienia? Czy przez tych 40 dni moja modlitwa powinna w jakiś sposób różnić się od tej, którą praktykuję każdego dnia? Można powiedzieć, że tak, bo obok częstszej lektury Pisma Świętego, znalezienia czasu na Adorację i przystąpienia do Sakramentu Pokuty i Pojednania, Kościół zachęca też do praktykowania w tym okresie Nabożeństwa Drogi Krzyżowej czy Gorzkich Żalów. Wskazań i propozycji modlitwy jest wiele, ale to nie dla mnie. Bo dopóki w modlitwie będę skupiony na sobie, to będzie ona raczej czymś na kształt wschodniej medytacji, wchodzenia w głąb siebie i odnajdywania swojego „ja”. W ciągu tych 40 dni nie mam sobie niczego udowadniać, bo to nie dla mnie, a dla Boga, w którego wierzę i któremu wierzę, że może przemienić moje serce.

Przeczytaj także: Trudno nie wierzyć w nic.

Post.

„[Jezus] pościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy”, a my narzekamy, że dwa razy w ciągu roku obowiązuje nas post ścisły. Tak trudno jest nam odłożyć przyjemność w czasie, a co dopiero obejść się bez niej. Kiedy tylko pojawia się okazja, kiedy jest ona na wyciągnięcie ręki, to my najczęściej tę rękę wyciągamy. Post to takie „niewyciąganie ręki” po to, bez czego wydaje nam się, że nie możemy żyć – słodycze, mięso, kawa, alkohol, telewizja, Internet. Ale to nie dla mnie. Bo dopóki będę pościć dla siebie, to moja wielkopostna praktyka zamieni się w dietę. A to ducha mam w tym okresie rzeźbić – nie ciało.

Jałmużna.

Skoro mienię się katolikiem to Wielki Post powinien być dla mnie czasem wielkiego trzepania szafy i portfela, by oddać coś ubogim jako jałmużnę. Nie, to nie dla mnie. Bo dopóki poprzez tę jałmużnę będę chciał coś sobie udowodnić, to nie będzie ona niczym więcej jak wypełnieniem obowiązku i ewentualnie aktem dobroczynności. A Wielki Post to przede wszystkim czas, w którym mam praktykować służbę nie tyle wobec siebie samego, co wobec innych – czas w którym mam umierać dla innych. Co było największą jałmużną Jezusa? Ofiara z siebie z samego, która dokonała się na drzewie krzyża. I ja i Ty – sądzeni będziemy z miłości, nie z pieniędzy.

Przeczytaj także: Powołanie do Dawania Dobra Drugiemu.

Tak długo, jak w Wielkim Poście będziemy nakierowani na siebie, tak długo nasza modlitwa będzie poszukiwaniem siebie, nasz post będzie dietą, a jałmużna – dobroczynnością.

M.

On: Post – to nie dla mnie.