ZWIĄZEK

Ona: Przebaczenie.

Dzisiejszy świat cierpi z powodu nadużywania trzech, bardzo niebezpiecznych słów, „jestem tylko człowiekiem”, zapominając (albo chcąc zapomnieć), że to właśnie ten „tylko człowiek” decyduje, czy poprzestanie na byciu „tylko”, czy dostrzeże, że jest „aż”.

Cytując Zbigniewa Herberta: „Jeśli masz dwie drogi do wyboru, wybieraj zawsze drogę trudniejszą dla ciebie.”, w przypadku każdego wyboru przed jakim przychodzi nam stanąć, możemy albo pójść na łatwiznę, albo podjąć pewien trud. Tak jest w przypadku kłótni, tak jest też w przypadku przebaczenia.

Przeczytaj także: Kłótnie są trudne.

Nie ma na świecie człowieka, który nie byłby w pewien sposób zraniony. Bo ranimy i narażamy się na zranienie wszędzie tam, gdzie wchodzimy w relację z drugą osobą. Odpowiadamy złem za zło, zapominając że tylko dobrem jesteśmy w stanie je zwyciężyć. Tylko przebaczenie jest w stanie przerwać błędne koło wzajemnego zadawania sobie ran. Poczucie winy dotyczy zawsze tego, który rani, ale także tego który zostaje zraniony. Nie wystarczy więc przebaczyć tylko drugiemu, uwalniając go tym samym od ciążącego poczucia winy za wyrządzone zło, ale trzeba przebaczyć także sobie, uwalniając siebie od poczucia winy za braki jakie są w nas. To wewnętrzne przebaczenie jest nawet ważniejsze i musi dokonać się w pierwszej kolejności, bo słowa zapewniające drugiego o tym, że nie żywimy już wobec niego urazy, same w sobie będą puste, jeśli rana jaką w sobie nosimy wciąż pozostanie narażona na rozdrapanie. Jeśli cokolwiek chcemy zmienić, musimy zacząć od siebie. Wówczas dopiero będziemy zdolni do wejścia z tą drugą osobą w relację, co jest tożsame z przebaczeniem jej.

Tak jak w teorii wszystko wygląda całkiem prosto, tak w praktyce jest już trochę gorzej. Każdy z nas wie doskonale jaką gorycz i nienawiść implikuje zadana rana. Trudno wtedy myśleć o drugim z miłością a jeszcze trudniej mu ją okazać. Jeśli jednak uzmysłowimy sobie, że nie jesteśmy tylko tymi którzy są ranieni, ale że sami też (świadomie bądź nie) bardzo celnie zadajemy rany, zrozumiemy jak bezzasadne jest skupianie się tylko i wyłącznie na tym co nas boli. Odwołując się raz jeszcze do Herberta, zawsze mamy dwie drogi. I tak, w tym przypadku, możemy powiedzieć: „jestem tylko człowiekiem” i użalać się nad sobą tłumacząc wszystko swoją ludzką wrażliwością i zranionymi uczuciami. Możemy też zdobyć się na pewien trud, trud przebaczenia, który wymaga od nas wyjścia poza cztery ściany własnego ego, ale który prawdziwie nas uwalnia od bycia „tylko” i udoskonala do bycia „aż”.

Kimkolwiek jesteś, kochaj i przebaczaj!