WIARA

Ona: Roztropność.

To ona uzdalnia rozum do rozeznawania w każdej okoliczności prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia. Sama z siebie nie jest wyborem, ale pomaga wyboru dokonać.  Roztropność. Czyli co?

Kiedy bierze nam się na wspominki (no wiecie, jeden z tych wieczorów pod kocykiem, z kubkiem herbaty, w blasku lampek) to najczęściej sięgamy po stare pamiętniki, albumy, listy i wracamy pamięcią do tych wszystkich pięknych chwil, które składają się na nasze życie. W takiej, czy innej formie, od czasu do czasu każdy z nas potrzebuje tych „powrotów do przeszłości” – i to nie tylko tej, która wywołuje na twarzy uśmiech. Tak jak ważne jest uświadamianie sobie ogromu dobra jakie nas spotyka, tak samo istotne jest powracanie do swoich złych decyzji i popełnionych błędów, z których wypływa cenna nauka. Błądzimy, ale możemy też na własnych błędach się uczyć.

Co wydaje się łatwiejsze, ale w rzeczywistości różnie z tym bywa, możemy uczyć się na błędach cudzych. Myślę, że każdy doświadczył tego nieznośnego poirytowania, które towarzyszy kolejnej „złotej radzie” (nie zawsze tak złotej jak by się wydawało) udzielanej przez innych. Wymaga sporej pokory, by czasem ugryźć się w język i wysłuchać co w danym temacie mają do powiedzenia ludzie bardziej doświadczeni od nas, nie zarzucając im z góry złej woli. Z każdego ludzkiego doświadczenia płynie bowiem jakaś lekcja, którą możemy wziąć do siebie, by stając przed podobnym wyborem, uniknąć takich czy innych zdarzeń.

Na nic nam jednak nauka płynąca z własnych i cudzych błędów, jeśli sami nie wiemy czego chcemy. Począwszy od wyboru między ziemniakiem a batatem, karierą a rodziną, mieszkaniem a domem, skończywszy na celu ostatecznym – zbawieniu. Nasze życie to nieustanne wybory, które powiedzmy sobie szczerze, nie zawsze rozważamy. Bo przecież żyjemy tak szybko. To prawda. Ale może przy tym nieroztropnie?

Wielki Post to dobry czas, by zacząć zważać na swe kroki – by stając wobec wyboru, potrafić sięgnąć w przeszłość i uniknąć zgubnych skutków naszej decyzji w przyszłości.

Przeczytaj także: Post – to nie dla mnie.

M.

On: Roztropność.

Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’? Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czy to wystarczy? Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” M&M