ZWIĄZEK

Ona: Za rok będę żoną!

Promienie słońca przebijające się przez materiał wiszącej w oknie sukni ślubnej. Unoszący się w powietrzu delikatny zapach kosmetyków i perfum. Chmura lakieru utrwalającego włosy i delikatny ciężar wianka na głowie. Dłonie mamy dopinające ostatnie guziki sukni i przyjemne muśnięcie welonu na odkrytych plecach. Odgłos podjeżdżającego pod dom niebieskiego garbusa. Przybrany kościół i czekający na nas bliscy nam ludzie. Stuła oplatająca nasze dłonie i błysk w oczach M. Ciepło jego dłoni i chłód nakładanej obrączki. Kwiaty, którymi sypną na szczęście, życzenia i zabawa do rana… Wiecie co? Za rok będę żoną!

Przeczytaj także: Czy zostaniesz moją żoną?

Jak czuję się na rok przed ślubem? Kotłują się we mnie chyba wszystkie znane ludzkości emocje. Spośród niezliczonej liczby decyzji, które człowiek podejmuje w ciągu swojego życia – począwszy od tych codziennych (co zjeść na śniadanie, w co się ubrać, jak spędzić wolny wieczór), kończąc na tych ważących na całym życiu (jakie studia wybrać, na którą pracę się zdecydować), to wybór osoby z którą chce się życie przeżyć jest chyba najtrudniejszy.

Przeczytaj także: Czy wszystko można zaplanować?

Kochający.

Jestem szczęśliwa, bo za rok poślubię mojego najlepszego przyjaciela, który zna mnie chyba lepiej niż ja sama siebie znam. I gdybym tylko umiała śpiewać, to za Pawłem Domagałą powtórzyłabym: „Ja nie szukam, ja wszystko mam! Największą przygodę jaką zesłał mi Pan!” (jeśli jeszcze nie widzieliście, to koniecznie zobaczcie ten klip!). Żeby nie było tak cukierkowo, muszę przyznać, że (chyba jak każda dziewczyna) nigdy nie sądziłam, że jakiś chłopak zakocha się we mnie tak bardzo jak ja w nim. Co więcej, że ten chłopak pokocha mnie do tego stopnia, że wyda zarobione przez siebie pieniądze na pierścionek i uklęknie przede mną, pytając czy zostanę jego żoną. Długo wydawało mi się, że wiele rzeczy w życiu mi się należy. Jedną z tych „rzeczy” był też chłopak, który straci dla mnie głowę. Chodziłam jak w amoku, czekając na „Mojego Dalekiego” (bo tak go wtedy nazywałam). Jeśli ktoś z Was myśli podobnie, to „Ludwiku i Sabo nie idźcie tą drogą” (chyba, że chcecie dalej biadolić na brak miłości). Chcecie być szczęśliwi? To nie czekajcie na bajkowy ideał, ale miejcie odwagę by pokochać niedoskonałego człowieka, który jest obok. Tak jak niedoskonały M. z wzajemnością pokochał niedoskonałą mnie.

Kochany.

Kiedy niedawno jechaliśmy pociągiem na konferencję, którą mieliśmy przyjemność poprowadzić  w ramach krakowskiego cyklu spotkań Tak na Serio, usłyszeliśmy od spotkanej na dworcu koleżanki, że za każdym razem kiedy nas widzi to zazdrości nam, że jesteśmy tak wspaniale dobrani i zastanawia się gdzie jest ten jej jedyny. Zadałam sobie wtedy pytanie, czy M. jest mi pisany? Teraz z pełną świadomością odpowiadam: nie, nie jest. Jeśli ktoś wciąż wierzy w bajki o księciu na białym koniu, tudzież o idealnie do siebie pasujących dwóch połówkach jabłka, to polecam zrobić sobie detox od romantycznych filmów. Powiedzmy sobie jasno: nikt nikomu nie jest pisany. Każdy kto kocha musi dokonać wyboru i temu wyborowi pozostać wiernym. Kiedy zakochanie przeminie, a różowe okulary roztrzasną się z hukiem w zderzeniu z szarą rzeczywistością, jasnym stanie się, że decyzji o tym, że chcę kochać kogoś mimo jego ułomności, nie można zrównać z decyzją o tym, co chcę zjeść na śniadanie.

Miłość sama.

Czy rzeczywiście jesteśmy tak wspaniale dobrani? Wierzcie mi, że gdybyście weszli z kamerą w naszą codzienność, to nigdy byście nie powiedzieli czegoś podobnego. Jaki jest nasz sekret udanego związku? Mamy siłę by się kochać (a czasem może trafniej byłoby powiedzieć: znosić), bo nie liczymy się tylko dla siebie nawzajem, ale dla każdego z nas liczy się ten Trzeci, który związał nas od początku, gdy się poznaliśmy i odkrył siebie pomiędzy nami. Mamy świadomość, że wszystko co mamy, ma w Nim swoje źródło i gdyby nie On, nie byłoby nas.

M.

On: Za rok będę mężem!

Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’? Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czy to wystarczy? Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” M&M