WIARA

Ona: Zmartwychwstanie.

Prawdziwie zmartwychwstał! Wątpisz w to? Spójrz na Całun – rzeczowy dowód Zmartwychwstania.

Cytując Benedykta XVI: „Całun jest jak dokument fotograficzny – ma pozytyw i negatyw.” I tak rzeczywiście jest. Wizerunek na Całunie ma charakter negatywu, czego po raz pierwszy dowiódł Secondo Pia robiąc jego zdjęcia i uzyskując na kliszach obraz pozytywowy (dla osób nie trudniących się fotografią – obraz na kliszy zawsze jest negatywowy). Czy Pia mógł dopuścić się fałszerstwa? Odpowiedź znajdujemy na jednym z jego zdjęć, gdzie oprócz Całunu (widocznego w negatywie) widoczny jest fragment ołtarza (pozytywowy). W 1898 roku uzyskanie takiego efektu było zwyczajnie niemożliwe, a już z pewnością nie przez prawnika, amatora fotografii. Dla potwierdzenia, taki sam efekt otrzymał na swoich zdjęciach zawodowy fotograf Giuseppe Enrie w roku 1931. Rodzi się pytanie – dlaczego Całun zachowuje się jak klisza fotograficzna? Zjawisko to tłumaczy się teorią błysku – w momencie zmartwychwstania musiało dojść do wyładowania w krótkim czasie olbrzymiej energii elektromagnetycznej, czegoś w rodzaju rozbłysku niesamowitej światłości, która pozostawiła ślad na płótnie („naświetliła film”). Ustalono, że owa tajemnicza energia musiałaby mieć moc 34 miliardów watów promieniowania ultrafioletowego próżniowego, a takiej energii nie jest w stanie wyprodukować żadne (nawet współczesne) urządzenie. Ciężko objąć to rozumem. Więc może jednak prościej przyjąć, że Całun to średniowieczne malowidło? Można, ale jest jedno „ale”. Lekarze sądowi, Giovanni Battista Judica-Cordiglia z Mediolanu oraz Romanese z Mediolanu, w niezależnie od siebie prowadzonych badaniach doszli do tych samych wniosków – obraz z Całunu informuje o śmierci człowieka, który zginął na skutek okrutnej męki. Całun daje wyobrażenie, jak wielkie cierpienia przeżył skazaniec. Zidentyfikowano na nim ponad siedemset różnych śladów ran. Wyniki badań widocznych śladów krwi potwierdziły grupę krwi AB – charakterystyczną dla ludzi pochodzenia żydowskiego. Obrazu tego nie mógł stworzyć w średniowieczu żaden artysta-malarz. Dlaczego? Z tej prostej przyczyny, że Całun wiernie oddaje zarówno cechy anatomiczne jak i fizjologiczne umierającego człowieka, czego w swoich badaniach dowiódł Pierre Barbet. W średniowieczu nie znano nawet w przybliżeniu tak dokładnie anatomii człowieka, a więc takie fałszerstwo było niemożliwe. Co więcej, wizerunek z Całunu nie posiada kierunkowości, a zatem nie mógł go nikt namalować (nie tylko w średniowieczu), gdyż nawet najbardziej utalentowany artysta nie namalowałby obrazu bez użycia pędzla (seems legit).

Jak powiedział św. Jan Paweł II: „Całun jest wyzwaniem dla rozumu. Od każdego człowieka, a zwłaszcza od uczonego wymaga przede wszystkim wysiłku, który pozwoli mu przyjąć z pokorą głębokie przesłanie, przemawiające do jego umysłu i dotykające jego życia.” W erze naukowej, w jakiej przyszło nam dziś żyć, Całun wciąż onieśmiela ludzi próbujących zgłębić jego tajemnicę. Odpowiednie byłyby w tym miejscu słowa Sherlocka Holmesa: „Jeżeli wyeliminujemy wszystkie wątpliwości to, co pozostanie – niezależnie od tego na ile jest to mało prawdopodobne – to musi być prawdą”.

Przeczytaj także: Trudno nie wierzyć w nic.

Niech więc to, co dla zmysłów niepojęte, dopełni w nas wiara.

M.

On: Zmartwychwstanie.

Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’? Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czy to wystarczy? Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” M&M