ŚLUB,  ZWIĄZEK

Pakt z Panem Bogiem. #pogadajmyomałżeństwie

Karolina & Maciej
Szczęśliwa Rodzina

Zacznijmy od odpowiedzi na fundamentalne pytanie – czym jest miłość?

Od zawsze lubimy powtarzać, że miłość to wybór. Decyzja, że znając wady i zalety ukochanego chcę spędzić z nim resztę życia. I choć może wydawać się to niemożliwe miłość to chęć oddania siebie samego w bezinteresownym darze drugiemu człowiekowi. Gdy kocham to najbardziej na świecie zależy mi na szczęściu i dobru mojego chłopaka, narzeczonego, a potem męża. W młodości myśleliśmy, że miłość jest uczuciem. Sądziliśmy, że to czy kogoś kochamy zależy od tego, co do niego czujemy. Oczywiście w miłości bardzo ważne są emocje. Pomagają nam one się do siebie zbliżyć i budować początki związku, jednak to, co czujemy jest zmienne. Miłość to trwanie z drugim człowiekiem niezależnie od tego, co czuję i przeżywam, niezależnie od tego, co nas spotka.

Jeśli właśnie tym jest dla Was miłość, to co sprawiło, że zdecydowaliście się na małżeństwo? Dlaczego spośród tylu różnych dróg wybraliście właśnie tę?

Gdy się poznaliśmy oboje wiedzieliśmy, że Pan powołuje nas do małżeństwa. Oboje mieliśmy za sobą dobre lub mniej udane związki. Oboje chcieliśmy mieć liczną rodzinkę. Oboje musieliśmy poznać się i zdecydować, czy jesteśmy w stanie takich siebie (poranionych, słabych, z wadami) przyjąć. Przed ślubem musieliśmy odpowiedzieć sobie na wiele trudnych pytań: jaką mamy hierarchię wartości, jakie są nasze największe wady, jak traktujemy swoich rodziców i bliskich. Na szczęście oboje bardzo zaangażowaliśmy się w związek i wybraliśmy siebie. To była najpiękniejsza decyzja w życiu.

Jaki był dzień Waszego ślubu i jaka jedna rzecz utkwiła Wam z niego w pamięci?

Z dnia ślubu pamiętamy, że ktokolwiek pytał nas czy się stresujemy, my odpowiadaliśmy: „Nie, wcale, jesteśmy bardzo szczęśliwi”. To, co najlepiej wspominamy to, że był to bardzo świadomy dzień. Nasi rodzice powtarzali nam, abyśmy każdy moment przeżywali i cieszyli się nim, bo czas bardzo szybko ucieka w czasie ślubu i wesela. I faktycznie tak było. Wszystko działo się bardzo szybko, ale my staraliśmy się być w pełni świadomi tego co się dzieje i po co tam jesteśmy. Zawsze w rocznicę ślubu wspominamy naszą wzruszającą modlitwę wiernych, którą sami napisaliśmy. Był to dla nas tak bardzo poruszający moment, że drżały nam głosy, łzy kapały, emocje sięgały zenitu – bardziej niż w czasie przysięgi.

Jak rozumiecie słowa przysięgi, którą złożyliście sobie przed Bogiem? W jaki sposób wypełniacie ją w Waszej małżeńskiej codzienności?

Wiara jest przestrzenią duchową, a wypowiadane słowa przysięgi małżeńskiej stają się w tej przestrzeni rzeczywistością. Sakrament zmienia. Od ślubu wiemy, że nie jesteśmy już sami – osobno Maciek i Karolina, ale wraz z Bogiem tworzymy jedno ciało. Jeden organizm. Nie raz namacalnie doświadczyliśmy w trakcie trwania naszego małżeństwa, że składają się na nie 3 osoby. Wiemy, że Pan opiekuje się nami, że dzięki Niemu jesteśmy nierozerwalni, silni Jego mocą. To On czyni realnym to, co niemożliwe. Gdy zaczyna się jakiś konflikt lub dzieje się coś złego, wiemy, że nie jesteśmy z tym sami. Wiemy, że tylko dzięki Niemu miłość, wierność i uczciwość małżeńska są możliwe. Przysięga małżeńska przypomina nam, że CHCEMY. Tak jak powtarzaliśmy przed całym Kościołem – chcemy starać się wybaczać, uczyć się czułości, opiekować się sobą, wychowywać dzieci, ewangelizować, pracować, przyjmować krzyż i być szczęśliwi, ale CHCEMY! Nie oznacza to, że dzięki sakramentowi małżeństwa wszystko zawsze przychodzi z łatwością, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nasza praca włożona w związek jest czasami bardzo trudna.

Czy coś zmieniło się w Waszym życiu po ślubie? A jeśli tak, to co?

Każdy dzień związku, później narzeczeństwa, a wreszcie ślubu uczy nas czegoś o nas wzajemnie. Nie było tak, że po ślubie nagle coś się spektakularnie zmieniło. Oczywiście oprócz tego, o czym wspomnieliśmy wcześniej – wiemy, że do śmierci możemy prosić Boga o pomoc, bo mamy z Nim pakt. Wspólnie sobie ślubowaliśmy miłość i wierność – to zobowiązuje. A Duch Święty doskonale wykorzystuje to, że jest zapraszany. I kiedy tylko nie radzimy sobie po ludzku, bo życie nas przytłacza i wołamy „Boże ratuj!” – On przychodzi ze swoim pokojem, natchnieniem, siłą, wiarą, radością, szczęściem i umocnieniem w kochaniu.

Co sprawia, że każdego dnia na nowo wybieracie siebie?

Codziennie stajemy przed wieloma wyborami – czy w danej sytuacji wybiorę siebie, czy może jednak postawię na miłość i wybiorę współmałżonka. Po grzechu pierworodnym jesteśmy egoistami. Chcemy wybierać siebie, chcemy używać drugiej osoby do zaspokojenia swoich potrzeb. W małżeństwie potrzeba nam się ciągle nawracać i na nowo decydować – czy jestem w stanie teraz zrezygnować z siebie dla tego kogo kocham?

Wasza rada dla osób przygotowujących się do małżeństwa?

Dwa z trzech składników miłości to namiętność i intymność. Na początku, gdy czujemy zakochanie wtedy, gdy emocje są bardzo silne, mamy wielką ochotę na budowanie namiętności. Jako składnik miłości buduje ją się bardzo szybko i szybko niestety może opaść. Jeśli postawicie tylko na to, związek będzie bardzo kruchy. Niech wyzwaniem stanie się dla Was budowanie intymności – czyli poznawanie siebie, rozmowy na wiele tematów, opowieści o rodzinie, dzielenie się przemyśleniami i emocjami, porównywanie hierarchii wartości, obserwowanie swoich wad i zalet, debatowanie o nich. To dużo trudniejsze. Dlatego intymność buduje się wolniej i jest dużo trwalsza. Trzecim składnikiem miłości jest zobowiązanie. Świadoma decyzja, że ja chcę tworzyć z tobą związek. W przypadku małżeństwa – zobowiązanie na całe życie.

…i może jeszcze dla świeżo upieczonych małżonków?

Dużo ze sobą rozmawiajcie – zawsze! Nie zakładajcie, że wiecie, co druga osoba chce powiedzieć. Nie wierzcie w to, że znacie się doskonale. Często możemy poddać się pokusie, że ślub już jest, więc teraz tylko życie i już nie trzeba się starać – nic bardziej mylnego. W każdym z nas zachodzą różne zmiany, związek się zmienia, relacje, przemyślenia. Dlatego tak ważna jest ciągła rozmowa i ciągłe poznawanie się wzajemnie, informacje o sobie wymagają nieustannej aktualizacji. Co ciekawe, może okazać się, że po wielu latach jesteśmy jeszcze ciekawszymi osobami niż na początku, kiedy byliśmy nastolatkami – i jeszcze silniej się w sobie zakochujemy. Dlatego każdego dnia chcę pytać mojej żony „Co o tym myślisz?” lub „Jak Ty to dziś rozumiesz?” albo „Co poczułaś w tej sytuacji?”. Za każdym razem uczę się o niej czegoś nowego.



______________________________________________________________________________

Pozostałe wpisy z serii

POGADAJMY O MAŁŻEŃSTWIE



Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’? Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czy to wystarczy? Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” M&M