ŚLUB,  ZWIĄZEK

Patrzeć na tysiąc róż, a myśleć o tej jednej róży. #pogadajmyomałżeństwie

Julia & Łukasz
Wybieramy miłość

Zacznijmy od odpowiedzi na fundamentalne pytanie – czym jest miłość?

Julia: Dla mnie to przede wszystkim decyzja, ale nie jednorazowa. Każdego dnia podejmujemy decyzję, czy chcemy kochać drugą osobę czy odpuszczamy. Ta decyzja przejawia się w najprostszych rzeczach. Czy będę dla niego miła, czy kolejny raz się zdenerwuję, bo o czymś zapomniał? Czy zapytam: zrobić ci herbatę? Czy zapytam: jak się czujesz i czego potrzebujesz? 

Łukasz: Miłość jest codziennym dbaniem o siebie. Pocałunkiem rano przy wyjściu do pracy i po powrocie. Pytaniem czy zrobić Ci kanapkę. Albo zrobieniem, bez pytania. Miłość to pozmywanie naczyń bez proszenia. Zabranie do kina lub teatru na sztukę, która właśnie siedzi drugiej osobie w głowie. Pamiętaniem o kupnie kwiatów. Spojrzeniu w oczy. Pytaniem: jak się czujesz? Przytuleniem, gdy smutno. Wysłuchaniem opowieści o pracy, o tym jak minął dzień. Miłość jest dbaniem o drugą osobę, przeproszeniem po kłótni (nawet bez jasno określonej winy). Miłość jest w uwzględnianiu drugiej osoby w swoich planach, w dawaniu jej poczucia, że jest ważna. Miłość jest patrzeniem na tysiąc róż, a myśleniu o tej jednej róży.

Jeśli właśnie tym jest dla Was miłość, to co sprawiło, że zdecydowaliście się na małżeństwo? Dlaczego spośród tylu różnych dróg wybraliście właśnie tę?

Julia: Ja od zawsze chciałam mieć męża, własną rodzinę, wspólny świat, więc dla mnie to był dość oczywisty i oczekiwany wybór. Miałam też takie poczucie, że to jest droga nieustannego rozwoju, to jest praca na całe życie, więc byłam świadoma tego, że nie jest to najłatwiejsza z dróg, ale jest bardzo potrzebna i wartościowa. Można przy sobie wzrastać, ale można też przy sobie spadać. Można się wspierać, ale można też być przeciwko sobie. Chcę podkreślić, że oficjalnie i uroczyście wybraliśmy tą drogę raz, ale tak naprawdę to codzienny wybór, o którym nie zawsze pamiętamy. 

Łukasz: Nie myślałem za wiele o innych drogach. Gdzieś z tyłu głowy zawsze miałem tę (bardzo z tyłu… nie myślałem o tym za wiele). Ale chciałem założyć rodzinę, mieć o kogo dbać na co dzień, dzielić smutki i radości każdego dnia.

Jaki był dzień Waszego ślubu i jaka jedna rzecz utkwiła Wam z niego w pamięci?

Julia: Przede wszystkim jestem przeciwko nazywaniu dnia ślubu “najważniejszym dniem w życiu”. To ważny dzień, ale tak naprawdę razem z nim wszystko się zaczyna, razem z nim zaczynają się najważniejsze dni, bo to te przeżyte razem. To, co najbardziej utkwiło mi w pamięci z dniu ślubu, to słowa jezuity, który głosił nam kazanie: “…w tym dniu nie tylko wy sobie ślubujecie. Pan Bóg ślubuje Wam miłość i wierność oraz że nie opuści was aż do śmierci”. To słowa, do których wracam, kiedy jest mi ciężko i nie wiem, co dalej. Wtedy zdaję sobie sprawę z tego, że sam Bóg tak wiele mi obiecał, a On jest wierny swoim obietnicom.

Łukasz: Pełen wrażeń, zmęczenia i emocji. Najbardziej utkwiła mi w głowie przysięga małżeńska, a w zasadzie moment tuż przed. A, i bycie w centrum uwagi, to że wszyscy zjechali się tu właśnie dla nas – było super!

Jak rozumiecie słowa przysięgi, którą złożyliście sobie przed Bogiem? W jaki sposób wypełniacie ją w Waszej małżeńskiej codzienności?

Julia: Ta przysięga bardzo często dźwięczy mi w uszach i wraca jak znany refren, a przede wszystkim konfrontuje mnie z życiem. Nieraz myślę sobie, jak w tej sytuacji mogę okazać ci miłość? Albo: czy to, co robię lub mówię jest zaprzeczeniem tej miłości, którą przysięgałam? W małżeńskiej codzienności to takie proste sprawy, o których mówiliśmy na początku. Od bycia miłym przez zrobienie obiadu po przytulenie i powiedzenie “rozumiem, że ci ciężko”. 

Łukasz: Nie zastanawiałem się dużo nad tym. Na kursie “przeciwmałżeńskim” było takie pytanie, podałem wtedy mniej więcej taką samą odpowiedź, ale jednak od tego czasu chwila minęła. Przysięga jest dla mnie deklaracją, że będziemy wybierać siebie. A nawet jak nie będziemy, to będziemy do siebie wracać. Będziemy dla siebie najważniejsi i będziemy o siebie dbać. I w tym wszystkim (zasłyszane niedawno na jakimś kazaniu) ma obowiązek pomagać nam Pan Bóg.

Czy coś zmieniło się w Waszym życiu po ślubie? A jeśli tak, to co?

Julia: Nie mieszkaliśmy razem przed ślubem, więc dosyć sporo. Potrzebowaliśmy się siebie nauczyć, dotrzeć się i przyzwyczaić się do siebie na co dzień. Po raz kolejny w życiu zobaczyliśmy, jak bardzo się różnimy i to w takich najprostszych sprawach, także wiele rozmawialiśmy o tym, w jaki sposób funkcjonujemy, ale teraz już mniej więcej znamy wzajemne “instrukcje obsługi”. Oprócz tego inaczej wygląda też nasze dbanie o relacje, potrzebujemy się bardziej postarać, żeby pójść na randkę albo zrobić sobie niespodziankę.

Łukasz: Tak! Okazało się, że takie rzeczy jak brudne naczynia czy nieposprzątanie mają już jednak znaczenie. Że różnice światopoglądowe odczuwamy bardziej. Że pojawiły się nowe problemy rodzinne. Ale też że nasza miłość stała się dojrzalsza, może trochę stabilniejsza. I mamy poczucie budowania czegoś wspólnego.

Co sprawia, że każdego dnia na nowo wybieracie siebie?

Julia: Jak nie mój świadomy wybór, to Pan Bóg, który mówi: “Ja w nim jestem. Daję ci się przez niego. Zaufaj mu”.

Łukasz: Otrzymany poranny uśmiech i ciepłe spojrzenie, chęć dbania o siebie nawzajem. A gdy jest ciężko, gdy się kłócimy, to myśl że Julia nie robi tego specjalnie ani przeciwko mnie.

Wasza rada dla osób przygotowujących się do małżeństwa?

Julia: Rozmawiajcie, rozmawiajcie, rozmawiajcie. Jeśli macie trudne historie z przeszłości, z którymi potrzebujecie się uporać, to idźcie na psychoterapię – zacznijcie od zadbania o siebie przed małżeństwem, a w małżeństwie na pewno to zaoowocuje. I jeszcze jedno, naprawdę nie musicie robić wesela, róbcie to, co czujecie, że dla waszej relacji będzie dobre. 

Łukasz: Dużo rozmawiajcie. My dużo rozmawialiśmy, bardzo dużo, a okazuje się że mamy trochę nieprzegadanych spraw. Idźcie na kurs “przeciwmałżeński” – to dobra okazja do rozmawiania. Ale też rady tam otrzymane filtrujcie przez siebie, nie przyjmujcie ich ślepo. I cieszcie się tym czasem, bo mimo że dążycie do tego, aby wziąć ślub i macie ten główny cel przed sobą, to warto nacieszyć się też samą drogą. I najważniejsze – no chyba że dla kogoś to naprawdę najważniejsze, to szanuję, ale rada z naszego doświadczenia – kolor serwetek na weselu albo to, czy ziemniaki są tłuczone, czy w mundurkach naprawdę nie ma znaczenia. Tylko Wy i to, co między Wami.
A, i tym razem już naprawdę najważniejsze – ślub to nie jest najważniejszy dzień Waszego życia. To tak jak z ruszeniem w podróż – przed wyruszeniem, najważniejsze to zrobić pierwszy krok, ale jak już jesteś w tej podróży… Dużo ważniejsze jest wczoraj, dziś i jutro, a pierwszy krok staje się miłym wspomnieniem.

…i może jeszcze dla świeżo upieczonych małżonków?

Julia: Dajcie sobie czas na dotarcie się i niezrozumienie się wzajemne. Nie zniechęcajcie się, tylko każdego dnia dawajcie sobie kolejną szansę i próbujcie się poznawać coraz głębiej. No i, nie zapominajcie o seksie, to wasz czas.

Łukasz: Dużo rozmawiajcie! I cieszcie się sobą i czasem, który macie. Wykorzystajcie ten czas na poznanie się, dogranie i dotarcie. Jak to mówią w korpo – team building.



______________________________________________________________________________

Pozostałe wpisy z serii POGADAJMY O MAŁŻEŃSTWIE:

POGADAJMY O MAŁŻEŃSTWIE



Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’? Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czy to wystarczy? Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” M&M